Jak bardzo nierówno, żeby było równo?

Polityka - - Rynek - RYSZARD BUGAJ

Dochody z podatku od osób fizycznych (PIT) przynoszą budżetowi państwa równowartość zaledwie 3–4 proc. PKB. Jednak części podatników

już nawet to podnosi poziom adrenaliny.

Wprzeciwieństwie np. do VAT (ok. 10 proc. PKB) ten podatek jest dobrze widoczny – większość podatników PIT wie, ile oddaje fiskusowi. I nawet jeżeli jest to tylko kilkanaście procent ich dochodów, to kwota – szczególnie u tych, którzy dużo zarobili – może być znaczna. Z tej przyczyny zamożni podatnicy uważają, że to na nich nałożono szczególnie wysokie ciężary. To przekonanie jest tyleż rozpowszechnione, co nie odpowiada faktom.

Podatek PIT nie tylko zabiera niewielką część dochodów, ale też praktycznie nie ma w Polsce progresywnego charakteru. Uzasadniona wydaje się hipoteza dalej idąca – podatek ma charakter degresywny (dochody po opodatkowaniu są bardziej nierówne niż przed opodatkowaniem). Samozatrudnieni – jeśli chcą – mogą płacić podatek liniowy o niewysokiej stopie (19 proc.), a ponieważ status samozatrudnionego uzyskać łatwo, to w praktyce ogromna większość zamożnych obywateli (ok. 0,5 mln) płaci podatek liniowy. Takiej przychylności dla najbogatszych nie ma chyba w żadnym innym rozwiniętym kraju.

Zamożni podatnicy, którzy z jakichś względów nie załapują się na liniowy, są mimo to traktowani łagodnie. Inaczej niż w krajach Unii, w Polsce są tylko dwie stawki podatku dochodowego, a ta maksymalna nie jest wysoka – to 32 proc. Praktyczne znaczenie ma też uregulowanie, zgodnie z którym dochody kapitałowe – też inaczej niż w krajach Unii – nie są kumulowane z dochodami z innych źródeł i są obciążone stawką liniową. Nawet gdy ktoś zarobi na giełdzie np. 50 mln zł, to i tak nie podlega opodatkowaniu według drugiej stawki PIT. Ponadto faktycznie uprzywilejowani są wszyscy samozatrudnieni (nawet gdy nie płacą podatku liniowego), bo samodzielnie kalkulują koszty uzyskania przychodu. To w praktyce oznacza realną możliwość zaliczenia do kosztów części wydatków konsumpcyjnych. Obowiązuje ogólna zasada, że kosztem działalności jest wydatek, który pozostaje w związku z przychodem. Kłopot w tym, że bardzo trudno to określić i zweryfikować. Czy np. wyjazd na Riwierę może być wpisany w ciężar kosztów, bo przecież można na wyjeździe poszukiwać rynku zbytu na produkty firmy?

Podatkowymi beneficjentami są również menedżerowie i politycy, którzy często korzystają z bezpłatnie otrzymywanych dóbr i usług. Ich wartość nie stanowi dochodu podlegającego opodatkowaniu. Wielu boleje nad niskim uposażeniem premiera, zapominając, że na koszt Rzeczpospolitej, np. w weekendy, pani premier lata specjalnym, dużym samolotem wojskowym (więc koszt jest pewnie ewidencjonowany w rubryce obrona narodowa), a potem jest dowożona do domu pancerną limuzyną z obstawą. I to mimo że w Warszawie ma do dyspozycji luksusową willę.

Obciążenia podatkiem PIT są w Polsce – w porównaniu z innymi krajami Unii – łagodne dla bogatych i surowe dla biednych z jeszcze innych powodów: bardzo niskiej kwoty dochodu minimalnego zwolnionej z podatku i relatywnie wysokiej pierwszej stawki (choć od 2006 r. wprowadzone zostały ulgi na wychowanie dzieci, co jest generalnie korzystne dla mniej zamożnych podatników). Co więcej, degresywnemu charakterowi obciążeń całego systemu podatkowego sprzyja VAT. To podatek od konsumpcji, ale podatnicy z dołu dochodowej drabiny wydają prawie wszystko, co zarobią (a więc prawie całe ich zarobki obciążone są tym podatkiem), a zamożni podatnicy wydają tylko część.

Oczywiście od tej zasady istnieją wyjątki, a efekt degresji VAT jest osłabiony przez zróżnicowanie stawek tego podatku: na ogół niższe są stawki od produktów, na które relatywnie więcej wydają osoby o niższych dochodach. Natomiast efektowi degresji obciążeń sprzyja podatek rolny. Jest on generalnie niski dla wszystkich rolników, a w przypadku właścicieli wielkich gospodarstw rolnych praktycznie się nie liczy. Ogromne znaczenie mają natomiast dla nich unijne dopłaty (w przypadku gospodarstwa 100 ha nieopodatkowana dotacja przekracza 100 tys. zł rocznie). Inna rzecz, że wielkich gospodarstw rolnych jest stosunkowo niewiele.

Polski system podatkowy nie tylko jest przychylny dla zamożnych obywateli (jesteśmy krajem, który de facto zlikwidował także podatek spadkowy i właściwie nie ma podatków majątkowych), ale też – wbrew temu, co sądzi wielu – nie ma rozpasanego fiskalizmu.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.