Dzieci do domu!

Polityka - - Ludzie i wydarzenia kraj - KATARZYNA ZDANOWICZ, TVN 24

atychmiast podniosły się głosy przeciw ograniczaniu praw człowieka ponad 20 tys. uczniów. Nie chodzi tylko o dzieci z niepełnosprawnością, ale również dotknięte nowotworami, wadami serca i wieloma innymi schorzeniami kwalifikującymi do nauczania indywidualnego. Ktoś powie: „W czym problem, przecież wciąż będą przychodzić do nich nauczyciele. Jaka różnica, czy spotkają się w domu, czy w szkolnej klasie?”. Różnica jest diametralna, a problem niebagatelny. – Taka zmiana to społeczny wyrok. Naszym dzieciom trudniej będzie funkcjonować w społeczeństwie, nawiązywać relacje – mówi Agnieszka Kossowska, mama 8-letniego Franka. – Cofamy się do głębokiego PRL.

Dzieci niepełnosprawne i przewlekle chore nie będą mogły korzystać z zajęć indywidualnych na terenie szkoły, postanowiło Ministerstwo Edukacji Narodowej. Opublikowano właśnie projekt stosownego rozporządzenia.

Franek urodził się jako wcześniak, ma zdiagnozowany autyzm, niedosłyszy, cierpi na epilepsję. Eksperci z poradni pedagogiczno-psychologicznej stwierdzili, że najlepszym rozwiązaniem dla Franka będzie łączenie zajęć. Najtrudniejszych przedmiotów chłopiec miałby się uczyć z nauczycielem w domu, łatwiejszy materiał przyswajałby z rówieśnikami w klasie. Wedle nowych przepisów miałby uczyć się wyłącznie z rówieśnikami. – A jeśli Franek nie poradzi sobie w klasie, wróci do domu, będzie odcięty od świata – obawia się pani Agnieszka. Zygmunt Puchalski, nauczyciel i prezes Społecznego Towarzystwa Oświatowego, przekonuje, że niedopuszczenie dzieci z podobnymi dysfunkcjami do szkoły to jak zabranie im terapii.

MEN zapewnia, że zapis z rozporządzenia został opacznie zrozumiany, nikomu w ministerstwie nie chodziło o wykluczenie niepełnosprawnych dzieci. Marzena Machałek, wiceszefowa resortu, tłumaczy, że dzieci będą mogły przychodzić na kółka zainteresowań, zabawy szkolne, kiedy tylko„zdrowie im na to pozwoli”. Trudno jednak wierzyć w te zapewnienia, znając życie. Nauczanie indywidualne jest organizowane według wskazań lekarza, na podstawie opinii z poradni psychologiczno-pedagogicznej. Ten dokument jest dla szkoły wiążący. Jeśli z przepisów zniknie możliwość łączenia nauczania indywidualnego z nauczaniem w szkole, będzie ono musiało odbywać się w domu.

Zdaniem ministerstwa zmiana jest potrzebna, ponieważ tryb nauczania indywidualnego jest nadużywany. Bywa błędnie wykorzystywany przez szkoły, które w ten sposób nie radzą sobie z problemami wychowawczymi. A które powinny tak się zorganizować, by zapewnić dzieciom pełną opiekę. – To marginalny problem. Szkoły idą w dobrym kierunku, forma łączenia indywidualnego nauczania z chodzeniem do szkoły sprawdzała się od lat. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą – odpiera Zygmunt Puchalski. MEN przekonuje, że chciałoby odciążyć rodziców dzieci z niepełnosprawnościami, by ci mogli wrócić na rynek pracy, gdy dziećmi zajmie się szkoła. Tyle że w praktyce projekt uderza w tych rodziców. Pozbawieni możliwości wysłania dzieci do szkoły na część dnia, będą zmuszeni zapewnić im całodobową opiekę. – Nauczyciel przyjedzie do domu jeden lub dwa dni w tygodniu, na kilka godzin. Pozostały czas dziecko musi być z nami. Jak to połączyć z pracą? – pyta pani Joanna. Jest jeszcze czas, by zrezygnować z nietrafionych pomysłów. Pytanie, czy MEN znów pójdzie w zaparte.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.