Ze Szwecji

Wracając z Finlandii do Gdańska, wybraliśmy nieco okrężną trasę. Kochamy szkiery, więc zamiast płynąć wzdłuż wschodniego wybrzeża Bałtyku lub odwiedzać Gotlandię – po raz kolejny, jak zwykle wcale się nie nudząc – penetrowaliśmy zakamarki szwedzkich szkie

Zagle - - Morze Północny Bałtyk - Tekst i zdjęcia Agnieszka i Włodek Bilińscy

Spośród kilkunastu portów i kotwicowisk, do których zawinęliśmy po drodze, opisujemy te, które najbardziej utkwiły nam w pamięci.

Norrtälje

To miasteczko naprawdę nas zauroczyło. Fajny port w kanale, zabytkowy parostatek – restauracja o zaskakującej nazwie Norrtelje (pisane w inny sposób niż nazwa miasta), samochód na wpół „utopiony” w wodzie (artystyczna instalacja), stare drewniane domki z balkonami zawieszonymi nad wodą... Z przyjemnością spacerowaliśmy po Norrtälje zarówno w dzień, jak i nocą.

Norrtälje leży na końcu długiego na kilka dobrych mil fiordu, kilkanaście mil od szerokiej cieśniny pomiędzy Alandami a Szwecją. Z jednej strony logiczny w tym regionie przystanek, z drugiej – kawał drogi nadłożonej i czasu straconego, jeśli komuś się spieszy z Finlandii do domu. Wtedy lepiej na nocleg stanąć w jednej z zatoczek położonych w szkierach zewnętrznych. My odwiedziliśmy dwie z nich.

Lidö Österhamn to spore i dogodnie usytuowane kotwicowisko, gdzie zatrzymaliśmy się zarówno w drodze na wschód, jak i wracając. To samo miejsce, ale poza sezonem i w jego trakcie to jakby inne światy. W czerwcu spotkaliśmy tylko jeden niemiecki jacht zdążający do Mariehamn, w sierpniu z trudem udało nam się znaleźć miejsce do zacumowania. Opuszczaliśmy Norrtälje w silnym fordzielcu, na zarefowanych żaglach. Kierując się do Polski, po wyjściu z fiordu, musieliśmy zmienić kurs na niemal przeciwny i natychmiast uznaliśmy, że walka na silniku pod wiatr i fale nam się nie uśmiecha. Zdecydowaliśmy się przeczekać noc w nieznanej nam, znalezionej w szwedzkim przewodniku dla żeglarzy, zatoczce Granhamn, przy trasie promowej prowadzącej do Kapellskär. Nazwa faktycznie wskazuje na to, że od dawna używana jest jako kotwicowisko, ale płynąc po mocno zafalowanym morzu, do końca nie mogliśmy uwierzyć, że gdzieś w tym przyboju jest spokojna woda. Chartplotter jednak z uporem maniaka prowadził nas pomiędzy kamienie, a my mu zaufaliśmy. I słusznie. Nagle za wysoką skałą wiatr przestał gwizdać w uszach i bez trudu stanęliśmy dziobem do brzegu, pomiędzy szwedzkimi jachtami. Supermiejsce, ale raczej dla mniejszych i niezbyt głęboko zanurzonych jednostek. Atmosfera w Granhamn była jak na żeglarstwo dosyć niezwykła, wieczorne rozmowy w kokpitach łódek toczyły się bowiem wokół dużej, zielonej i... gadającej papugi, którą nasz sąsiad z kotwicowiska zabiera w rejsy już od 30 lat.

Paradiset

Podobnie nazywały się niezwykle malownicze, ale koszmarnie zatłoczone i pełne hałaśliwych żeglarzy zatoki w szkierach południowej Norwegii, mieliśmy więc nie najlepsze przeczucia, decydując się przenocować w tym, bez wątpienia pięknym regionie szkierów Sztokholmu. I „nie zawiedliśmy się”. W sierpniu w każdym nadającym się do zacumowania miejscu stały łódki. Z jednej lokalizacji uciekliśmy w popłochu na widok warkoczącego nad naszym masztem drona, sterowanego z kokpitu jednostki, stojącej w upakowanej jak sardynki w puszce grupie jachtów. Koniec końców, pośród bezliku załomków niezwykle

skomplikowanej linii brzegowej tej części archipelagu, znaleźliśmy i dla siebie wolną dziuplę w atrakcyjnym miejscu zwanym Pjutstensviken. Niespodzianką w naszym naturalnym porcie było darmowe Wi-fi, „dolatujące” z pobliskiej, choć niewidocznej z naszego kokpitu sezonowej knajpki.

Malma Kvarn

To dosyć nietypowa przystań, należy bowiem do szwedzkiego związku żeglarskiego i jego członkowie korzystają z dużych ulg w opłatach. Panuje tam niezwykle miła atmosfera przyjaznej mariny, gdzie każdy poczuje się oczekiwanym gościem. Główny basen portu przypomina niewielki, śródleśny staw z porośniętymi trzciną brzegami, wokół którego ciągnie się drewniany pomost i znajdują się stanowiska cumownicze (boja-keja). Kolorowe, wesołe kibelki, knajpka przyklejona do skały górującej na przystanią, a w pobliżu piękne tereny do pieszych wycieczek dopełniają obrazu tego uroczyska. U wejścia do kanałku prowadzącego na opisany „staw”, zakotwiczona jest pływająca stacja odbioru fekaliów z ręczną pompą. W odróżnieniu od innych tego typu urządzeń, do tej można przybić tylko z jednej strony, ze względu na płyciznę po drugiej. Malma Kvarn leży w prostej linii około 30 km na wschód od Sztokholmu i dociera tam autobus ze stolicy.

Kolnäsviken

Jest to wygodny, naturalny port – zaciszna i oferująca dużo miejsc do zacumowania na dziko zatoka na wyspie Ornö. Pamiętać należy, że kuszące już z daleka nadpływającego skipera pomosty zarezerwowane są dla lokalnych żeglarzy. Goście muszą się zadowolić postojem dziobem do skał lub na kotwicy. Na najbardziej okupowanym, północnym, brzegu znajduje się miejsce piknikowe i toaleta.

Przeczekiwaliśmy w Kolnäsviken niewielki sztorm, mieliśmy więc mnóstwo czasu na fotografowanie rodzinki perkozów mieszkającej w pobliskich trzcinkach, a także wycieczki po rozległym lesie, w którym ukrywało się sporo domków letniskowych, ale tak- że niebyt płochliwych saren. Wyprawa w pochmurny dzień po okolicznych borach może przynieść nieco emocji, łatwo bowiem zagubić się pośród starodrzewiu, usiłując znaleźć właściwą drogę w labiryncie stromych skałek i zacienionych jarów.

Bardzo fajne miejsca do kąpieli znajdują się na zewnętrznym brzegu wyspy, prawie naprzeciw dziobów większości cumujących tu jachtów. Żeby tam dotrzeć, trzeba jednak nastawić się na 5-minutowy spacerek dobrze widocznymi ścieżkami. Dodatkową atrakcją są zbiory jagód, które w sierpniu masowo pojawiają się w runie leśnym. Ciągle mieliśmy fioletowe usta.

Ringsön

Pomiędzy Landsort a Oxelösund leży bardzo atrakcyjny archipelag Sörmland, którego największą wyspą jest Ringsön. Jeżeli przyjmiemy, że ma ona kształt... ucha, to w jego środku znajdziemy kilkanaście małych wysepek i mnóstwo malowniczych zakątków, gdzie można zacumować do

brzegu i ślicznych zatoczek, by bezpiecznie zakotwiczyć, niezależnie od kierunku wiatru.

W czasie wakacji jest tam oczywiście sporo jachtów, ale miejsce jest na tyle piękne, że warto je odwiedzić. Jeżeli jeszcze nie jesteście pewni, to może przekona was fakt, że rejon ten uznany został za rezerwat przyrody, a to o czymś świadczy.

Oxelösund

Kolejne po Norrtälje miasto, którego podczas 15 sezonów spędzonych na Bałtyku nie odwiedziliśmy, choć okazji nie brakowało. Po prostu duże miejscowości nas nie pociągają. W tym rejsie postanowiliśmy jednak nadrobić zaległości.

I co? Generalnie OK – jak to w Szwecji – schludnie i przyjemnie, można zrobić zakupy w supermarkecie, ale najbardziej przypadła nam do gustu atmosfera przystani jachtowej w porcie rybackim. Tylko tyle i aż tyle. Każdy żeglarz wie, jak ważnym jest, by dobrze się czuć w miejscu cumowania, a my właśnie w Fiskehamn, a nie w marinie bliżej centrum miasta, poczuliśmy bluesa. Dotarliśmy tam przed południem, budząc „skoro świt” francuskich żeglarzy, którzy przecierali oczy ze zdumienia, jak się bowiem okazało, szli spać, mając polski jacht przy burcie, a wstali i zobaczyli także polski, ale zupełnie inny, stojący w tym samym miejscu. Faktycznie, biorąc pod uwagę znikomy udział naszych jednostek na Bałtyku, to ciekawy przypadek.

Ekenäs

Dotychczas opisywaliśmy przystanie, których nigdy jeszcze nie odwiedziliśmy. W Ekenäs, na południe od Kalmaru, byliśmy całkiem niedawno. I właśnie dlatego do tego porciku zawinęliśmy po 13 godzinnym przelocie przez Kalmarsund. Wiedzieliśmy, że w kameralnej, klubowej przystani znajdziemy spokój i wytchnienie. Pocztówki ze Szwecji, tak zatytułowaliśmy nasz artykuł, a pocztówki opatrzone są zwykle zdjęciami. Tym razem w porcie nie zrobiliśmy ani jednej fotki. Dotarliśmy tu w deszczu tuż przed zmrokiem i o poranku ruszyliśmy dalej. Mimo to zdecydowaliśmy się umieścić Ekenäs w tekście, bo warto tam zawinąć, a zdjęcia pochodzą z poprzedniego pobytu. W pobliżu porciku znajduje się niewielka stocznia remontująca stare drewniane jachty, a w magazynie portowym czasami odbywają się muzyczne imprezy.

Torhamn

Żeby dotrzeć do tego schowanego za załomkiem najbardziej na południowy wschód wysuniętego przylądka Szwecji porciku, trzeba bardzo uważnie trzymać się wyznaczonego toru wodnego, meandrującego pomiędzy niebezpiecznymi skałami. Nagrodą jest poznanie uroczej przystani, w której, niestety, mieści się niewiele jednostek. Myśląc więc o odwiedzeniu Torhamn warto tak zaplanować przelot, by wylądować tam około południa, kiedy nawet największe śpiochy wyruszą już w dalszą drogę, a nowi goście jeszcze nie zdążą dopłynąć.

W sezonie trzeba się też spodziewać postoju w tratwie. Gdzieś znaleźliśmy nawet informację, że pobyt należy z wyprzedzeniem zaanonsować, czego oczywiście nie zrobiliśmy. W porcie znajduje się knajpka z widokiem na morze, a w pobliżu całkiem ładna, kameralna plaża, na której jest nawet trochę piasku.

Na południe od wioski mieści się obserwatorium ornitologiczne, gdzie bada się migrujące ptaki. Niedaleko Torhamn odkryto największe w Blekinge skupisko rytów naskalnych z epoki brązu, zwane Hästhallen. Około 140 rysunków przedstawia postacie ludzi, zwierząt i łodzi.

Ungskär

Porcik rybacki zagubiony w szkierach Karlskrony zaledwie pół godziny żeglugi od Torhamn. Schronienie dostępne raczej dla mniej zanurzonych jednostek. Zaryzykowalibyśmy twier-

dzenie, że 1,8 m, a może mniej, powinno być maksymalną wartością, biorąc pod uwagę, że poziom wody na tutejszych rutach może się znacząco wahać. Port leży przy lokalnej, płytkiej i wąskiej, oznakowanej bojami trasie. Większym jednostkom nie polecamy wejścia wschodniego, od strony z Kalmarsundu, gdyż echosonda pokazuje tam miejscami 1,5 m. Bezpieczniej jest dotrzeć tu z przeciwnego kierunku, czyli mniej więcej z zachodu, trzymając się ściśle szlaku. W główki należy skręcić po minięciu żółtej stawy wskazującej podwodne niebezpieczeństwo, a przed zachodnią kardynałką.

W porcie nie cumujemy w pobliżu załamania długiego falochronu, poieważ gromadzi się tam muł podniesiony z dna śrubami zatrzymujących się po przeciwnej stronie portu promów i jest płytko. Nie należy też specjalnie zwiedzać portowego akwatorium, nawet po niedawnych pracach pogłębiających basen trudno jest bowiem porównać z Rowem Mariańskim i można utknąć na mieliźnie.

Po tych mało zachęcającym wstępie, musimy przyznać, że Ungskär jest bardzo sympatycznym miejscem, je- śli ktoś gustuje w sielsko wiejskich klimatach. Opłatę (135 koron) uiszcza się w pozbawionym obsługi kantorku – drewnianej szopce, wrzucając odliczoną sumę w kopercie do skrzynki. A potem pozostaje już zwiedzanie wioseczki!

Stenshamn

Leży tuż obok Ungskär, na sąsiedniej wyspie Utlängan. Pamiętamy ten porcik sprzed 15 lat, kiedy właściwie nikt tam nie zaglądał. Dziś, zachowując niepowtarzalny klimat, stał się niezwykle popularnym miejscem weekendowych spotkań żeglarzy z Karlskrony. Być może za sprawą odbywających się latem festynów, na których chętnie pojawia się wodniacka społeczność. Na szczęście zwiększono znacząco liczbę stanowisk cumowniczych, więc i dla gości miejsce się znajdzie.

Planując odwiedzenie Stenshamn, pamiętajcie, by nie dać się zwieść pozornie prostemu podejściu z otwartego morza. Nawet małe motorówki podnoszą tam silniki. Jachty muszą trzymać się okrężnej, oznakowanej trasy. Każdego sezonu na skałkach w pobliżu wejścia do portu „zawisa” kilkanaście jednostek, które skróciły sobie drogę, co jest skrzętnie notowane na tablicy w portowym kiosku. Do 20 sierpnia sezonu 2016 znalazło się na niej 12 łódek. W przeciwieństwie do Ungskär tutaj warto wyjąć ze schowka jachtowe rowery i wybrać się na wyprawę, no może to za duże słowo, wycieczkę (to będzie właściwsze) po wyspie, a dokładniej dwóch wysepkach. Droga prowadzi najpierw przez sympatyczną wioskę, a dalej groblą na większy ostrów, który ma typowo wiejski charakter – pastwiska, krowy, pola, jeżyny, sosnowe laski, farmy...

Jeżeli zlokalizujecie sobie opisane porty na mapie, od razu zauważycie, że skupiliśmy się głównie na okolicach Sztokholmu oraz Karlskrony. Czyżby po drodze nie było niczego ciekawego do obejrzenia? Oczywiście, że jest mnóstwo interesujących portów. Po prostu przez wiele dni na początku naszej trasy wiało z południowo-zachodniej ćwiartki, więc płynęliśmy pod wiatr, skacząc zaledwie po kilkanaście mil dziennie. Kiedy tylko wiatry się odwróciły na kilka dni, robiliśmy znacznie dłuższe przeloty, by na południu ponownie zwolnić.

■■ Paradiset – w sierpniu w każdym nadającym się do zacumowania miejscu stały łódki

■■ Norrtälje leży na końcu długiego na kilka dobrych mil fiordu, kilkanaście mil od szerokiej cieśniny pomiędzy Alandami a Szwecją ■■ Stenshamn. Ten porcik leży tuż obok Ungskär, na sąsiedniej wyspie Utlängan

■■ Oxelösund. Schludnie i przyjemnie, można zrobić zakupy w supermarkecie, ale najbardziej przypadła nam do gustu atmosfera przystani jachtowej w porcie rybackim

■■ W Ekenäs, na południe od Kalmaru, byliśmy niedawno. I właśnie dlatego do tego porciku zawinęliśmy po 13- godzinnym przelocie przez Kalmarsund ■■ Torhamn. Żeby dotrzeć do tego schowanego za załomkiem najbardziej na południowy wschód wysuniętego przylądk

■■

■■

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.