Gdzie ci mężczyźni

Angora - - Światowe Życie - ADAM HALBER

Irena Jarocka (w książce „Motylem jestem, czyli piosenka o sobie samej”, wydawnictwa Prószyński i S-ka) zdradza następującą tajemnicę: specjalnie na potrzeby show („Irena Jarocka zaprasza” przyp. A.H.) Janek Pietrzak napisał mi tekst „Gdzie ci mężczyźni”. Nigdy tej piosenki nie nagrałam, a tekst pozostał.

To niewiarygodne, powiedzą Państwo, taką piosenkę miała wykonywać śliczna, wiotka piosenkarka? To nie mogło się udać. A jednak coś było na rzeczy.

Jan Pietrzak opowiada tę historię tak: Gdzieś w 1972, a może 1973 roku napisałem tekst z myślą o Ani Nehrebeckiej. Pomysł był taki, że subtelna blondynka będzie w sposób łagodny lżyć facetów z ich największymi wadami. Taka wyliczanka „jak nie nerwus, to histeryk” (historycy kabaretu Pod Egidą zaklinają się, że w pierwotnej wersji było „jak nie pedał, to histeryk”, przyp. A.H.), „gęby pełne wazeliny, oczka stale rozbiegane”, to był taki obrazek społeczny, w którym ubliżałem mężczyznom, którzy są niegodni tego miana. Generalnie są dupkami. Takie inwektywy w ustach delikatnej dziewczyny miały mieć zwiększoną siłę rażenia.

Tekst świetny do aktorskiej interpretacji, ale przecież to była piosenka. Tymczasem pani Nehrebecka, choć aktorka utalentowana, śpiewała marnie. Pan Janek uparł się i złożył zamówienie na muzykę u Włodzimierza Korcza, szefa muzycznego Egidy. Ten wzbraniał się, znając nie najlepsze warunki głosowe przyszłej wykonawczyni. Wreszcie odbył się mniej więcej taki dialog: J.P. – Musisz to dla niej napisać. W.K. – Ale ona nie umie śpiewać. J.P. – To napisz tak, żeby zaśpiewała.

W.K. – Ale to jest mocny tekst, trzeba przypakować. J.P. – Ania przypakuje. Kiedy kompozytor pojawił się z muzyką, która według niego mieściła się w możliwościach wokalnych pani Nehrebeckiej, Pietrzak po przesłuchaniu nie krył niezadowolenia, które wyraził dosadnie:

– To jest do dupy. Napisz coś chwytliwego, a jednocześnie takiego, żeby Ania dała radę.

Włodzimierz Korcz napisał więc zupełnie nową muzykę, której pani Ania dawała radę, jak by to powiedzieć... średnio. W każdym razie po kilku przedstawieniach piosenka została wykreślona z programu. I pozostała bezpańska. Do czasu.

– Żal mi było tego numeru – wspomina kompozytor – i wtedy pomyślałem o Dance Rinn. Właśnie rozwiodła się z Bogdanem Czyżewskim, w nie najlepszej formie czekała na propozycje, ale telefon nie dzwonił. Interesujący był tylko duet Czyżewski-Rinn, a nie sama Rinn. Wziąłem więc nuty i jadę na Czerniakowską do tej przeżywającej dramat kobiety, żeby zaproponować jej „Gdzie ci mężczyźni”. Jest tylko pewna niezręczność – trzeba powiedzieć artystce, że to utwór „z drugiej ręki”, a nikt tego nie lubi, a już szczególnie Danka, dla której do tej pory pisano wyłącznie premierowe piosenki. No więc mówię, że to na zasadzie próby śpiewała Ania, że przeszła w kabarecie niezauważona, że zdjęto ją z programu. Wreszcie po takim wstępie odważyłem się zagrać. Skończyłem i usłyszałem słowa, które zapamiętam do śmierci: – „Włodek, ja całe życie czekałam na tę piosenkę”.

Zbaraniałem. Takiej reakcji się nie spodziewałem.

Danka miała fantastyczne możliwości głosowe, tak więc nadarzyła się okazja, żeby jakoś ubarwić całość. Postanowiliśmy dodać zakończenie. Usiadłem do fortepianu i próbowaliśmy różne warianty, aż wreszcie spodobała nam się ta znana dziś „nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, gdzie te chłopy”.

Teraz trzeba było zmierzyć się z publicznością. Pierwsza okazja nadarzyła się na jakimś składankowym koncercie. Korcz akompaniował, Danuta Rinn miała zaśpiewać. Miała, ale nie zaśpiewała. Nie nauczyła się tekstu. Sytuacja powtórzyła się kilkakrotnie, czas płynął, wreszcie zniecierpliwiony kompozytor powiedział: „Zdecyduj się, nie chcesz śpiewać, to kto inny to zaśpiewa”. Nie było żartów, najbliższy koncert miał miejsce w Radomsku.

– Danka przyszła z pakietem kartek – na których miała napisane fragmenty tekstu – wspomina Włodzimierz Korcz. – Jedną z nich położyła na pulpicie fortepianu. Zaczynamy, płyną słowa „gdzie ci mężczyźni…” i czuję, że pustka, dalej nie zaśpiewa. W ostatniej chwili rzuca się w moją stronę i śpiewa z mojej kartki. Tyłem do widowni! Która jej to wybaczyła, zareagowała owacyjnie i tak właściwie już było zawsze. Mówię o owacjach.

Po usilnych naleganiach Korcza Jan Pietrzak zaprosił Danutę Rinn do ekipy kabaretu Pod Egidą. Wraz z piosenką „Gdzie ci mężczyźni”, choć jak twierdzi: – Danka zrobiła z tego zupełnie co innego. Cały ten pomysł społeczny, żeby przykopać tym durnym, leniwym chłopom, zamieniła w piosenkę damsko-męską. Cała moja idea poszła na zmarnowanie. Nie narzekam, oczywiście, mówię tylko, jak kręta jest czasami droga piosenki do sukcesu.

halber@onet.eu Dźwiękowe wydania felietonów na antenie pierwszego programu Polskiego Radia w soboty

około godz. 17.45

Fot. Jan Bebel/Forum

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.