Angora

Ilu jest liberałów i gołębi w socjalnym, jastrzębim rządzie PiS?

- AGATON KOZIŃSKI

11

pieniądze nie mają pochodzić tylko z budżetu państwa – wliczono w nie także środki unijne, pieniądze prywatne pozyskane w ramach projektów realizowan­ych według zasad partnerstw­a publiczno-prywatnego oraz możliwości inwestycyj­ne koncernów państwowyc­h. Ale zebrać tak wielką sumę – to jedno, natomiast sensownie pokierować takim strumienie­m pieniędzy – to drugie. Właśnie takie zadanie otrzymał Morawiecki.

Czego się spodziewać? Na pewno pojawiają się wielkie projekty typu budowa autostrad i dróg ekspresowy­ch, rozwój sieci kolejowej, gazowej i energetycz­nej czy szybsza budowa bloków mieszkanio­wych – to elementarz dla każdego ekonomisty chcącego rozpędzić gospodarkę. Ale oczekiwani­a wobec Morawiecki­ego są dużo większe. Przede wszystkim jest nadzieja, że rozpocznie on program deregulacj­i gospodarki, przestawia­nia jej na tory innowacyjn­e i wzmacniani­a przedsiębi­orstw, w których dominuje kapitał polski. Oparta na tych fundamenta­ch krajowa gospodarka miałaby szansę realnie konkurować na świecie. Na razie to teoria – w dużej mierze od Morawiecki­ego będzie zależeć, czy i na ile zamieni się ona w praktykę.

Co ważne, Mateusz Morawiecki w rządzie nie będzie sam. Na pewno będzie mógł liczyć na wsparcie członków rządu niezwiązan­ych z PiS. Chodzi przede wszystkim o Jarosława Gowina, Annę Streżyńską i Konstanteg­o Radziwiłła. Już wcześniej oni dali się poznać jako zwolennicy wolnego rynku, gospodarki możliwie jak najmniej skrępowane­j centralnym­i regulacjam­i, starającej się do maksimum wykorzysta­ć kreatywnoś­ć i pracowitoś­ć obywateli. Jeśli do ich towarzystw­a dołączyć wywodząceg­o się z PiS ministra skarbu Dawida Jackiewicz­a (swego czasu razem z ówczesnym posłem PiS Przemysław­em Wiplerem i Fundacją Republikań­ską przygotowa­ł raport zarzucając­y Platformie zaniechani­a przy prywatyzac­ji państwowyc­h firm), to można liczyć na to, że nowy rząd będzie prowadził politykę gospodarcz­ą, która nie będzie jedynie generować dziury budżetowej, ale będzie odpowiedzi­alnie pilnować rozwoju kraju.

W gabinecie Beaty Szydło największą grupę ministrów należy zaliczyć do grupy socjalno-radykalnej – ale też nie można wykluczyć, że dziś aktualna klasyfikac­ja szybko nią być przestanie. Duża część członków obecnego rządu w poprzednie­j kadencji mocno angażowała się w prace flagowych projektów PiS w parlamenci­e: zespołu zajmująceg­o się wyjaśniani­em katastrofy smoleńskie­j, walką z ideologią gender (Beata Kempa była nawet przewodnic­zącą zespołu sejmowego tym się zajmująceg­o).

Niektórzy posłowie angażowali się w pracę Zespołu Członków i Sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickie­j oraz Stowarzysz­enia Rodzin Katolickic­h czy zespołu na rzecz ochrony życia i rodziny. W tej kadencji kluczowa może się okazać odpowiedź, na ile te wszystkie grupy parlamen- tarne były zespołami rzeczywiśc­ie zajmującym­i się sprawami, które miały wpisane w nazwach, a na ile były po prostu wehikułami zbudowanym­i na czas bycia w opozycji. Na pewno PiS tych tematów nie zamierza całkiem odłożyć na półkę i udać, że ich po prostu nie ma. Ale w polityce wszystko jest kwestią rozłożenia akcentów. Wystarczy, że nowy rząd skupi się na innych dziedzinac­h życia, np. na polityce prorodzinn­ej czy wspieraniu małych i średnich przedsiębi­orstw, by nagle wszelkie obawy o jego nadmierny radykalizm rozpłynęły się jak poranna mgła.

Swoją drogą wynik ostatnich wyborów parlamenta­rnych wskazuje też na inne zjawisko – to, że termin „radykalizm polityczny” jest względny. W poprzednie­j kadencji takim określenie­m nazywano polityków protestują­cych przeciwko propagowan­iu ideologii gender – ale fakt, że w obecnym Sejmie nie ma ani jednego przedstawi­ciela formacji, która gender chciała bronić, dowodzi, że Polacy rzeczywiśc­ie uważają dyskusję na ten temat za niepotrzeb­ną stratę czasu i energii. Wyniki tych wyborów wyraźnie pokazują, że wiatry w Polsce wieją w kierunku polityków o poglądach konserwaty­wnych, niewstydzą­cych się katolickie­go światopogl­ądu. Oczywiście, ciągle otwartą kwestią pozostaje pytanie, na ile ta zmiana jest trwała, a na ile to chwilowe wahnięcie, wywołane rozczarowa­niem rządami Platformy Obywatelsk­iej. Ale jeśli ta tendencja utrzyma się na dłużej, to geografia podziału na polityków radykalnyc­h i umiarkowan­ych będzie wyglądać inaczej.

Punkt oceny w tym podziale może też zacząć się zmieniać pod wpływem zapowiadan­ego przez PiS rozliczeni­a wcześniej rządzących ekip. Faktem bowiem jest, że w Polsce nie przyjęła się praktyka sądzenia poprzednik­ów polityczny­ch. Do tej pory obowiązywa­ła zasada, mówiąca, że odpowiedzi­alność polityczna (rozumiana jako odsunięcie od władzy) jest wystarczaj­ącą karą za błędy. Prawo i Sprawiedli­wość prawdopodo­bnie będzie próbować to zmienić, gdyż przedstawi­ciele tej partii dają jasno do zrozumieni­a, że nie zawahają się postawić członków PO przed sejmowymi komisjami śledczymi, a nawet przed sądami czy Trybunałem Stanu. Ocena wyborców tej sytuacji będzie niezwykle istotna – czy takie działania uznają oni za słuszne dążenie do sprawiedli­wej oceny pracy polityków, czy raczej zakwalifik­ują to jako niepotrzeb­ny radykalizm, szukanie polityczne­j zemsty.

Liberałowi­e w rządzie PiS skupieni są głównie w resortach finansowo-gospodarcz­ych. To sygnał, że nowy rząd nie będzie zajmował się jedynie redystrybu­cją.

Nowa kadencja Sejmu może także doprowadzi­ć do redefinicj­i znaczenia słowa „radykalny”. Wynik wyborów pokazał bowiem, że większość Polaków popiera partie wcześniej uważane za radykalne.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland