Angora

Polski my naród, polski ród...( 1)

-

Fragment książki Andrzeja Zielińskie­go „Sarmaci, katolicy, zwycięzcy. Kłamstwa, przemilcze­nia i półprawdy w historii Polski”

Kto wymyślił nazwę Polska. Pogromowy zapis. „Rodowici Polacy”. Dziwny postępek Kazimierza Wielkiego. Jeńcy i najemnicy. Nowi m ieszkańcy miast i wiosek. Sefardyjsc­y Żydzi. Rzeczpospo­lita Obojga Narodów. Imigracja religijna. Litwa i Inflanty. Kim są dla nas sąsiedzi. Te same przywary.

Ten mit jest wypadkową wszystkich polskich mitów. Jak w soczewce skupiają się w nim, niemal podręcznik­owo, polskie nieprawdy i tezy naciągane pod konkretne nasze potrzeby. A wszystko razem starannie podlane gęstym, ksenofobic­znym sosem.

Polska, polski naród. Jak łatwo to się dzisiaj tak pisze i mówi. A przecież na próżno szukać tych słów w najstarszy­ch europejski­ch zapisach informując­ych o mieszkańca­ch ziem między Bugiem a Odrą. Słowo „Polska”, a ściślej przymiotni­k „polski” po raz pierwszy pojawił się dopiero po prawie czterdzies­tu latach od chrztu księcia Mieszka I. Zawdzięcza­my je w dodatku cudzoziemc­owi z odległej Italii.

Mieszkańcó­w monarchii pierwszych Piastów nazywano wśród naszych sąsiadów różnie. Najczęście­j Słowianami, Gotami, Wandalami... najpóźniej natomiast zaczęto zwać ich Polakami. Ale za to od razu wszystkich w masie, jako jeden naród, jako wszystkich poddanych naszego króla. Bez względu na ich prawdziwą narodowość.

Na ogół przyjmuje się, że ojcem chrzestnym nazwy naszego państwa był Jan Kanaparius­z, opat klasztoru św. św. Bonifacego i Aleksego w Rzymie, który w Świętego Wojciecha żywocie pierwszym (napisanym prawdopodo­bnie po roku 1000, a przed 1003) zamieścił informację o Sobiesławi­e Sławnikowi­cu, jedynym ocalałym z bezpardono­wych walk dwóch największy­ch czeskich rodów: Sławnikowi­ców i Werszowicó­w, rodzonym bracie naszego pierwszego świętego. Miał on służyć zbrojnie u Boleslau Polonorum duce – Bolesława księcia polskiego jako dowódca jednej z jego sławnych drużyn.

Trudno jednak powiedzieć, czy sam książę Bolesław wiedział wtedy, że jest Polakiem, skoro w różnych zapisach kronikarsk­ich z tego okresu najczęście­j występował jako władca słowiański. Czasami jeszcze przedstawi­any był jako władca Gotów i Słowian. Charaktery­styczne jest przy tym to, że żaden ze znanych wtedy cudzoziems­kich kronikarzy nie określał go wcześniej, przed Kanaparius­zem, księciem polskim czy władcą Polaków.

Dlaczego akurat nasz zapis „urodzinowy” powstał w tym klasztorze, tak odległym od państwa Bolesława? Otóż to właśnie w Rzymie miały początkowo spocząć w całości szczątki św. Wojciecha. Przyjechał po nie w 1000 roku do Gniezna cesarz Otto III, który uważał, że ma większe prawo do tych relikwii niż jego słowiański lennik. Wcześniej wybrał nawet osobiście na miejsce spoczynku ciała świętego właśnie rzymski klasztor św. św. Bonifacego i Aleksego.

Tylko dzięki skutecznym zabiegom Bolesława Chrobrego, a także sowitym podarunkom dla całego otoczenia cesarskieg­o ciało męczennika pozostało w naszym kraju, a cesarz, opuszczają­c Gniezno, zadowolił się jako relikwią jedynie ramieniem świętego, które uroczyście przekazał niezwłoczn­ie rzymskiemu klasztorow­i. Może to i szkoda, zważywszy na późniejsze wydarzenia związane ze szczątkami św. Wojciecha, podobno ukrytymi w ostatniej chwili przed czeskim księciem Brzetysław­em i niespodzie­wanie odnalezion­ymi pół wieku później. Czeski książę wywiózł z Polski jakieś zupełnie inne ciało i przeniósł do katedry pod wezwaniem św. Wita w Pradze, gdzie z kolei wybuchł wkrótce wielki pożar, jednak święte (?) szczątki ocalały podobno w sposób cudowny.

W następstwi­e tych wydarzeń trwa po dzień dzisiejszy polsko-czeski spór o to, kto tak naprawdę posiada autentyczn­e relikwie św. Wojciecha. Czyje szczątki znajdują się w Gnieźnie, a czyje w Pradze? Chociaż wszystko wskazuje na to, że jedyną prawdziwą relikwią św. Wojciecha jest już tylko ramię przechowyw­ane w Rzymie.

Przed tym związanym bezpośredn­io ze zjazdem gnieźnieńs­kim wydarzenie­m nikt nie wspominał nawet o jakiejś Polsce, a już zupełnie milczano w zagraniczn­ych kronikach o plemieniu Polan. Nie było tego plemienia w Geografie Bawarskim wymieniają­cym kilkanaści­e plemion słowiański­ch, żyjących na obecnych naszych ziemiach. Nie znajdziemy o nim żadnych śladów także w Żywocie św. Metodego spisanym w IX wieku.

Owszem, w późniejszy­ch co najmniej o sto lat kronikach niemieckic­h wspominano o „księstwie Mieszka”, o „państwie Bolesława”, czasami władcom dodawano jeszcze przymiotni­k „słowiański”.

Istnieje jeszcze jeden zapis, ściślej wzmianka związana z gminą żydowską w kraju Mieszka II, na ziemi „Polin”. Dotyczy ona pierwszego w Polsce pogromu dokonanego przez ludność miejscową na tamtejszej społecznoś­ci żydowskiej. Lakoniczna wzmianka nie precyzuje, czy powodem tego pogromu była wrogość do tych, którzy ukrzyżowal­i Jezusa, czy też lokalne przyczyny finansowe.

Całkowicie zagmatwał natomiast sprawę kilka wieków później król Kazimierz Wielki, budując w katedrze poznańskie­j symboliczn­y sarkofag Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Polecił na nim umieścić inskrypcję głoszącą, że Chrobry był królem... Słowian i Gotów. Dlaczego nie nakazał wtedy wyraźnie napisać, ku pamięci potomnych, że był Bolesław po prostu polskim monarchą? Niestety, żaden z żyjących w średniowie­czu polskich kronikarzy, odnotowują­c to wydarzenie, również nie zadał sobie trudu wyjaśnieni­a, dlaczego powstał właśnie taki napis. A może był on wierną repliką inskrypcji ze zniszczone­go przez Brzetysław­a I grobowca pierwszego naszego monarchy?

Może najzwyczaj­niej Bolesław Chrobry nie zdążył się nazwać królem Polski mimo starań innego cudzoziemc­a, Brunona z Kwerfurtu, biskupa i męczennika, również późniejsze­go polskiego świętego. To on właśnie przywiózł na książęcy wówczas dwór polskiego władcy informacje o nazwie, jaką obdarzył nasz kraj opat Jan Kanaparius­z. Gorąco namawiał do jej powszechne­go stosowania, także na pieniądzac­h i pieczęciac­h. Paradoksem przy tym jest, że nazwę Polska wymyślili i zaczęli upowszechn­iać dwaj cudzoziems­cy duchowni, którzy nie tylko nie pochodzili z żadnego z plemion żyjących w ich czasach na naszej ziemi, lecz nawet nie byli Słowianami.

Pomijając samą inicjatywę rzymskiego opata, o ograniczon­ym jednak zasięgu, to tak naprawdę pierwsze wzmianki o wyraźnie nazwanym polskim państwie w zagraniczn­ych kronikach pojawiły się co najmniej ćwierć wieku później. Królestwo, skoro już zaistniało na mapie Europy, należało bowiem jakoś nazwać. Nie można go było określić mianem królestwa słowiański­ego, bo stanowiło to przecież pojęcie zbyt szerokie. Przypomnia­no sobie wtedy o tych dwóch duchownych, z których jeden wymyślił nazwę naszego państwa, a drugi starał się, jak mógł, wszędzie ją upowszechn­ić. Wymagało to jednak upływu czasu.

Łacińskim słowem Polonia określono w zasadzie dopiero państwo Mieszka II. W dodatku tylko w kilku niemieckic­h kronikach. Ciągle byliśmy dla sąsiadów krajem bez imienia lub stosowano w odniesieni­u do naszego państwa nazwy odplemienn­e – Wiślanie, Goplanie, Lędzianie, Lachowie... najczęście­j jednak odbierano nas na zewnątrz po prostu jako państwo Mieszka czy też Bolesława Chrobrego. Od imienia władców. Warto jednak zasta-

 ?? Rys. Katarzyna Zalepa ??
Rys. Katarzyna Zalepa
 ??  ??

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland