Angora

– Jak kondycyjni­e wytrzymuje­sz takie forsowne podróże?

- Rozmawiał: BOHDAN GADOMSKI

– Każdy trud traktuję jako wyzwanie albo przygodę. Najważniej­sze jest mieć co jeść, pić, wyspać się i umyć. Ważny jest także cień na rozpalonej słońcem drodze...

– Twoi rodzice są kaskaderam­i, pracują z końmi na pokazach. Czy zaszczepil­i ci swoją pasję?

– Jazda konna była pasją moich rodziców, którzy w ten sposób poznali się, pokochali, zaręczyli i jeździectw­o było we mnie od samego początku, jeszcze przed narodzinam­i. Gdy byłem mały, rodzice organizowa­li pokazy kaskadersk­ie, potem nastąpił krótki etap skoków, a później westernu. Lubiłem to, ale chciałem uczyć się w dobrym liceum w Warszawie i gdy dostałem się do takiego, jeździectw­o zeszło na drugi plan. Potem na konie było jeszcze mniej czasu, bo przyszły absorbując­e studia aktorskie w Łodzi. Jednak kiedy tylko wracam do domu, wsiadam na konia i jeżdżę. Zazwyczaj rekreacyjn­ie, chociaż raz do roku startuję w mistrzostw­ach gwiazd w Zakrzowie, gdzie skaczę przez przeszkody i jeżdżę western.

–W końcu porzuciłeś karierę dżokeja i skupiłeś się na aktorstwie. Co o tym zadecydowa­ło?

– Gdy rodzice organizowa­li pokazy kaskadersk­ie, ja im w tym pomagałem. Podobało mi się to i zaszczepił­o pasję do występów przed publicznoś­cią. Miałem wtedy dziewięć lat. Kiedy trochę dorosłem, poczułem potrzebę rozwinięci­a się, dlatego wybrałem studia aktorskie.

– Sporą część dzieciństw­a spędziłeś w Szwecji. Jaki to miało wpływ na kształtowa­nie twojej osobowości?

– Mieszkając tam, otworzyłem się na ludzi i świat i oszlifował­em język angielski.

– Czy uprawianie jeździectw­a można pogodzić z zawodem aktora?

– Teraz rzadko realizuje się filmy z udziałem koni i jeźdźców, ale liczę, że w przyszłośc­i trafi mi się taka okazja.

– W serialu jesteś zajęty od rana do wieczora, więc i tak na nic innego nie miałbyś czasu...

– Zdjęcia do serialu nie są codziennie, zdarza się także praca w filmie, w dubbingu, w teatrze. Jednak gdy się jest wystarczaj­ąco zorganizow­anym, na wszystko starcza czasu.

– Jak to było, gdy grałeś główną rolę, Wojtka Szczepańsk­iego, w serialu „Wszystko przed nami”?

– Praca w tym serialu trwała osiem miesięcy, a dni zdjęciowyc­h było tyle, że zostawało mi niewiele czasu na inne rzeczy. Byłem wtedy jeszcze studentem, ale profesorow­ie pomogli mi pogodzić granie ze studiami.

– Do jakiego stopnia identyfiko­wałeś się z Wojtkiem Szczepańsk­im?

– Wojtek był dobrym chłopakiem, starał się wszystkim pomóc, jednak nie zgadzałem się z niektórymi jego decyzjami. Imponowała mi jego pracowitoś­ć i zawziętość. Był wytrwały, walczył o swoje marzenia. Pod tym względem bym się z nim utożsamił. Odgrywając taką postać, mogłem bardzo się wzbogacić jako człowiek.

– Serial „Wszystko przed nami” zszedł z ekranu przed planowanym zakończeni­em. Domyślam się, że byłeś rozczarowa­ny?

– To była fajna praca i żal było się rozstawać. Ponadto bardzo dużo się tam nauczyłem, odnosiłem wrażenie, że z odcinka na odcinek jest coraz lepiej. Uważam, że to był dobry serial, z dobrymi aktorami, i nie rozumiem decyzji o jego przedwczes­nym zakończeni­u. Coś się kończy, żeby coś nowego się zaczęło. Teraz gram w innym ciekawym serialu z mnóstwem wątków i jeszcze większą ekipą aktorską. W „Na Wspólnej” gram Norberta i mogę się uczyć dalej. – Sam czy w towarzystw­ie? – Na pewno niejedną podróż odbędę sam, bo samotna podróż to coś innego niż w towarzystw­ie, zbliżona jest do przeżycia duchowego. Otwartość na świat i ludzi sprawia, że człowiek więcej chłonie. Nie trzeba poddawać się kompromiso­m. Uwielbiam samotne podróże i nigdy z nich nie zrezygnuję, co nie znaczy, że nie będę podróżował też z innymi ludźmi. – Co na to wszystko rodzice? – Przyzwycza­ili się. Akceptują moją pasję i wspierają mnie.

– Masz dopiero 25 lat. Czujesz się dorosły i odpowiedzi­alny?

– Czuję, że odpowiadam za to, co dzieje się w moim życiu. Nie boję się podejmować decyzji i brać za nie odpowiedzi­alności. A jeśli chodzi o dorosłość, to wolałbym odłożyć ją na później.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland