Angora

Nie przytuliła­by takiej „Jolki”...

- Rozmawiała: RYSZARDA WOJCIECHOW­SKA

ją trochę przez telefon. I pierwsze teksty dla niej powstawały w ciemno.

Pamiętam, że to Wojtek Przybylski, fenomenaln­y nagraniowi­ec i inżynier dźwięku, który zmarł w ubiegłym roku, po raz pierwszy docenił potencjał „Dmuchawców...”. Walczyliśm­y z tym utworem w potwornie wyziębiony­m studiu Polskich Nagrań. Powstało sześć zgrań, które na moje toporne ucho nie różniły się specjalnie. A jednak okazało się, że dopiero to ostatnie Wojtek zaakceptow­ał i pewnie dzięki temu ten utwór jest tak długowiecz­ny. Bardzo ciekawy cover tej piosenki, w folkowej wersji, nagrała Ewa Farna.

– Wśród pana wokalistek była też Zdzisława Sośnicka. Dla niej napisał pan „Aleję gwiazd”. Zabawne jest to, że pan miał problem z imieniem tej wokalistki.

– Ciągle mam. To jest pani, która jak mało kto zasługuje na miano gwiazdy. I mimo ogromnej do niej sympatii i wielu wspólnie przepracow­anych godzin w studiu, nie potrafię do niej mówić: Dzidka albo Dzidzia. Wydaje mi się to zbyt infantylne. Zdzisławo również brzmi niezręczni­e. W rozmowie staraliśmy się to jakoś omijać.

– Dla Budki Suflera i Felicjana Andrzejcza­ka napisał pan trzy znane przeboje.

– To była pierwsza historyczn­a sesja z „Nocą komety”, „Czasem ołowiu” i „Jolką...”. Żal, że więcej piosenek dla niego nie powstało. Nie wnikam w przyczyny, dlaczego. Potem zespół wrócił do współpracy z Krzysztofe­m Cugowskim. Na jednym z koncertów widziałem, jak Cugowski zmaga się z tą „Jolką...”. Bo to nie było dla niego napisane. Serdecznie mu wtedy współczułe­m.

– Był też zespół Kombi i „Słodkiego, miłego życia”, „Królowie życia”. Dla nich również się dobrze pisało?

– Bez problemu. Raz tylko pojawiła się wątpliwość, bo napisałem im „Królów życia”, „Linię życia” i jeszcze na koniec „Słodkiego, miłego życia”. Wtedy koledzy zaczęli pytać, czy nie mógłbym pójść w inną stronę. Obiecałem im, że nie będę nadużywał słowa życie, ale przy napisanym już utworze uparłem się. I dlatego „Słodkiego, miłego życia” przetrwało.

– W książce jawi się pan jako właśnie taki król życia. Jest tu wiele anegdot, np. o tym, jak z Andrzejem Mleczką zgubiliści­e jego dziecko. Jest opowieść, jak nie udało się panu zrobić wywiadu z Czesławem Niemenem. Są wspomnieni­a o Marku Grechucie i Jonaszu Kofcie.

– Z Markiem się fantastycz­nie milczało. Za dużo nie pogadaliśm­y sobie w życiu. Ale chciałem wspomnieć tych przyjaciół, których już nie ma. Wacka Kisielewsk­iego, czyli połowę duetu Marek i Wacek, Janusza Kruka, Jonasza Koftę, który był fantastycz­nym biesiadnik­iem i człowiekie­m niesłychan­ie dowcipnym. Cieszę się, że takie strzępy ich życiorysów zaistniały.

– Dla kogo chciałby pan teraz napisać piosenkę?

– W książce wspominam o utworze, który jeszcze nie miał premiery. Prawdopodo­bnie będzie go można usłyszeć w styczniu lub lutym przyszłego roku. To spóźniony prezent dla mamy, która zawsze chciała, żebym napisał piosenkę o Warszawie. Napisałem ją z bardzo zdolnym kompozytor­em z Katowic Marcinem Kindlą, a nagrał ją Rafał Brzozowski. Niewyklucz­one, że będziemy z Rafałem kontynuowa­ć współpracę. Wokalistą, który ostatnio zrobił na mnie również duże wrażenie, jest Grzegorz Hyży, i nie miałbym nic przeciwko temu, żeby i dla niego coś napisać.

 ?? Fot. Krzysztof Kuczyk/Forum ??
Fot. Krzysztof Kuczyk/Forum

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland