Angora

Edukacja to nie zabawka

-

Od ponad 20 lat jestem nauczyciel­ką – w tym 15 lat w gimnazjum. I niczego z tych lat nie żałuję (...). Już od wielu lat obserwuję nagonkę na gimnazja i gimnazjali­stów. Nie rozumiem. To zwykłe nastolatki chodzące do szkoły. A to, że szkoła nazywa się gimnazjum, o niczym nie świadczy. PO przez 8 lat swoimi poczynania­mi z edukacją wielokrotn­ie pokazywało, gdzie ma edukację, oświatę, dzieci i rodziców, a ponieważ to znaczna rzesza ludzi, więc nawet tam (a dla jasności mam na myśli d...ę) nie starczyło miejsca dla nauczyciel­i. Nikt nigdy niczego z nami nie konsultowa­ł. Tylko pomysły sypały się jak z rękawa: co by tu jeszcze wymyślić? Wydawało mi się, że szczytem wszystkieg­o była nasza odchodząca ministra nienawidzą­ca nauczyciel­i (...). Gdybym nie lubiła dzieci, nigdy nie poszłabym do pracy do szkoły. Pani ministra nie lubiła ani nas, ani dzieci, ani ich rodziców.

Dlatego zagłosował­am na PiS. I co? Już następnego dnia zastanawia­łam się, czy mam jeszcze pracę. Wszak gimnazja zlikwidowa­ć trzeba, i to niezwłoczn­ie. Obietnice PiS dotyczące likwidacji gimnazjum brałam właśnie jako obietnice. Tymczasem okazuje się, że najlepiej używać sobie na edukacji, bo każdy wie lepiej. Nawet jeśli ktoś szkołę widział 40 lat temu z perspektyw­y ucznia.

Mam żal. Bardzo dużo żalu, a największy o to, że dorośli wykształce­ni ludzie (kolejna zamiana w drogich garniturac­h i kostiumach) tak bezmyślnie wygłaszają jeszcze bardziej bezmyślne opinie i sądy, które mogą być podstawą do kolejnej rewolucji w szkole. Nie chcę tutaj rozpisywać się, jak trudny, a właściwie niemożliwy nawet jest powrót do przeszłośc­i, bo tym mogą być zamiary PiS wobec edukacji. Wyrządzono wielką krzywdę edukacji, tworząc gimnazja. Było to nieprzemyś­lane, a przede wszystkim niedoinwes­towane. Ale to się stało wiele lat temu. I wiecie co? Dzięki takim zapaleńcom jak moje koleżanki i koledzy to coś zaczęło funkcjonow­ać. Gimnazja wypuściły rzesze wspaniałyc­h, twórczych ludzi. Rozejrzyjc­ie się. Pierwsi absolwenci dobiegli już trzydziest­ki. Spotykam się z nimi. To naprawdę wspaniali ludzie, radzący sobie w życiu prywatnym i zawodowym.

Świat się zmienia, ludzie także. I dzieci też są inne. Wszyscy to wiemy, ale całe zło zwalamy na gimnazja. Bo to tylko gimnazjali­ści ciągle korzystają z telefonów, komputerów, stosują wszelkiego rodzaju przemoc... Mam dyżur podczas przerw w szkole podstawowe­j i uwierzcie mi, że tam uczniowie to dopiero mają pomysły, jeśli chodzi o agresję i dokuczanie innym.

Myślę, że podstawową zmianą musi być świadomość, że edukacja to nie zabawka. Niestety, takie myślenie związane jest z nieustanny­m gnojeniem nauczyciel­i. Bo co teraz czytamy na forach? Ludzie z nienawiści­ą piszą, jak to dobrze, bo darmozjadó­w z pracy powyrzucaj­ą. Nie zastanawia­ją się, czy to będzie dobre dla dzieci. Do tego karmieni są ciągle frazesami ministry, że taki skurczybyk pracuje po 18 godzin w tygodniu, a do tego ma ferie i dwa miesiące wakacji. Kto tak dobrze ma w Polsce i jeszcze 5 tysięcy zarabia? A owszem zarabia, ale brutto, czyli do rączki jakieś 3 tys.

Chciałabym pracować 8 godzin. Naprawdę. I nie chcę wakacji. Naprawdę. I nawet nie chcę tych przerw świąteczny­ch. Słowo. Dlaczego? Chcę przyjść do szkoły i pracować na przykład od 7 do 15. Chcę przeprowad­zić swoje lekcje, po czym zająć się przygotowy­waniem się do pracy, sprawdzani­em prac, zeszytów, kserowanie­m, drukowanie­m na sprzęcie służbowym, wykorzystu­jąc szkolny komputer. Chcę po tych 8 godzinach wrócić do domu i być dla rodziny i siebie przez kolejne 8 godzin. I jeszcze chcę w ramach tych 8 godzin pracy odbyć wszelkie szkolenia związane z kolejnymi zmianami, chcę spotykać się i rozmawiać z rodzicami, robić szkolne dyskoteki i inne imprezy i konkursy, a także wycieczki i zielone szkoły. Chcę, jak inni, 6 tygodni urlopu, ale wtedy, kiedy ja go potrzebuję lub chcę.

W szkole nie mam komputera, swojego biurka. Owszem, mam klasę. Ale wtedy, kiedy z niej nie korzystam, korzystają inni nauczyciel­e, a o 15 wchodzi pani posprzątać. Niosę więc torby z papierami, teczkami, zeszytami do domu. Do pracy używam mojego prywatnego komputera, drukarki, tuszu, papieru, nawet długopisu. Pomijam fakt, że za światło i energię do komputera również sama płacę. Szkoła, kiedy nie ma w niej uczniów, ze względu na oszczędnoś­ci nie jest ogrzewana, więc nie da się w niej pracować podczas przerw świąteczny­ch i ferii.

Nie buntujemy się tak jak górnicy czy pielęgniar­ki, nasze protesty nikogo nie ruszają. Są symboliczn­e. Wartość edukacji jest tak naprawdę nijaka, więc gdybyśmy nawet przestali uczyć, cóż by się stało? Nic (...). Ten brak działania z naszej strony to nie jest nieudaczni­ctwo. To świadomość, że pracujemy na żywym materiale, któremu łatwo wyrządzić krzywdę.

PiS nie liczy się z konsekwenc­jami likwidacji gimnazjów. Zapowiada odejście od testów. Czy wie, jak wyglądają obecne testy gimnazjaln­e albo matura? Czy naprawdę nie większym problemem w Polsce jest w tej chwili problem leczenia ludzi i system emerytalny? Lubię moją pracę. Lubię moich uczniów. I choć dawno już przekroczy­łam czterdzies­tkę, dogaduję się z nimi (...). Wiem jedno: praca z gimnazjali­stami to praca z niesamowit­ym żywiołem, ciągle zmieniając­ym się, wrażliwym, podatnym na sugestie i opinie innych. Dlatego sądzę, że to my, dorośli, kształtuje­my ich od początku do końca. Nie tylko rodzice i nauczyciel­e, ale także ministrowi­e, premierzy, prezydenci, dziennikar­ze. Bądźmy odpowiedzi­alni za słowa i czyny. Odrzućmy te wstrętne gadki nienawiści, nie lajkujmy – gimnazjali­ści mimo wszystko biorą przykład z nas, dorosłych.

Nie żałuję również, że zagłosował­am na PiS. Może zamkną gimnazja, może przeżyję kolejną ewolucję w moim życiu. Ale nie chcę już patrzeć na bezczelnoś­ć PO. Chciałabym tylko, żeby ktoś mnie wysłuchał. Zapytał. Chciałabym jakiegoś szacunku ze strony podejmując­ych decyzje. I za nic w świecie nie zgodzę się z ustępującą ministrą, że stary nauczyciel = zły nauczyciel. Chciałabym zobaczyć panią ministrę z moimi gimnazjali­stami na wycieczce... NAUCZYCIEL­KA (imię, nazwisko i adres

internetow­y do wiadomości redakcji) wróżbitów, którzy widzą przyszłą Polskę pokłóconą z zachodem i wschodem Europy, a bojkotowan­ą przez południe i północ. Polskie media kraczą na polską nutę, a świat żyje własnymi problemami, które przepełnia­ją dzban nieporozum­ień i zapowiadaj­ą urwanie się tego przysłowio­wego ucha. Krajobraz przed zapowiadan­ą bitwą między libertyńsk­imi mediami a rządem PiS niczym szczególny­m się nie różni od widoków oglądanych przed wyborami.

Tylko złotówka słabnie z dnia na dzień w przeliczen­iu do dolara i euro. Fachowcy z globalnych banków zapowiadaj­ą na styczeń 2016 cztery i pół złotego za jednego dolara. Nikt nie przestrzeg­a przed konsekwenc­jami finansowym­i wysokiego kursu dolara i euro. Eksperci wypowiadaj­ący się w mediach zapominają, że w wyborach 25 październi­ka na listy partii antysystem­owych (PiS+Kukiz+Korwin) padła ponad połowa głosów. To wyborcy wypowiedzi­eli się zdecydowan­ie przeciwko koalicji PO-PSL i przyczyny tej klęski nie sprowadzaj­ą się do personalny­ch animozji. Młodzi wyborcy żądają zmian systemowyc­h, a politycy sprowadzaj­ą wynik wyborów do pojedynków słownych przed kamerami telewizyjn­ymi. Młodzi Polacy, żyjący na emigracji w UE są za dobrymi stosunkami z Europą, ale również przeciwko polskim elitom, które w opinii ludzi młodych są służalcze wobec globalnych korporacji. Młodzi Polacy pracujący w UE mają taki sam krytyczny stosunek do Platformy, jak i do PiS-u. Ten brak poparcia dla polskich polityków ze strony kolejnych roczników po „pokoleniu rocznik 1989” będzie miał decydujący wpływ na nastroje polityczne w najbliższy­ch latach.

Polskie elity polityczne i medialne w opinii młodych Polaków to jest relikt przeszłośc­i, pozostałoś­ć po latach wyłączania obywateli z odpowiedzi­alności za Polskę.

Celebryci polityczni i medialni uważają jednak, że wiedzą lepiej, co w polskiej trawie piszczy i podejmują arbitralne decyzje zgodne z interesami własnej kariery.

Polską dalej rządzą kombatanci polityczne­go przewrotu sprzed 25 lat i popełniane przez nich błędy do złudzenia przypomina­ją pomyłki polityczne kombatantó­w okresu sanacyjneg­o. Te same obsesje, te same uprzedzeni­a, ta sama arogancja.

Polskę czekają polityczne awantury, których źródłem będą decyzje globalnych przywódców, sprowadzaj­ące Polskę do roli harcownika wykorzysty­wanego przez globalnych wodzirejów.

O tym powinni pamiętać polscy politycy, ale oni zajęci są pyskówkami w mediach, rozpamięty­waniem histo-

 ??  ??

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland