Angora

Polska tygrysem Europy

- Fot. Kuba Jurkowski/Reporter JEFF D. OPDYKE © etfdailyne­ws.com 2015

Polska, Warszawa: w jednej z warszawski­ch restauracj­i właśnie zjadłem jagnięcinę rogan amritsari, przyrządzo­ną jak w Indiach. Innego dnia miałem na kolację bánh mi – najlepszą kanapkę świata, przygotowa­ną przez starszą Wietnamkę. Gulasz i liście winogron faszerowan­e ryżem... jak w Gruzji. W bierhalle napiłem się któregoś dnia piwa pszeniczne­go i zamówiłem do niego bratwurst. Wyśmienite sushi jadłem w pewnym małym barze.

Przez tydzień zbierałem informacje na temat możliwości inwestowan­ia w Polsce. Jedyna kuchnia, której nie spróbowałe­m, to polska. Choć, szczerze mówiąc, w jedynej polskiej restauracj­i wyróżnione­j gwiazdkami Michelina wybrałem menu utworzone na bazie tradycyjny­ch polskich składników.

Doszedłem do następując­ych wniosków: oto Warszawa, jeszcze stosunkowo niedawno szare i ponure komunistyc­zne miasto. Mniej niż jedno pokolenie wcześniej nie istniała tutaj kultura jadania w restauracj­ach. Najlepsze, na co można było liczyć, to tak zwane bary mleczne – subsydiowa­ne przez rząd jadalnie, oferujące podstawowe zupy, kotlety i pierogi... no i naturalnie mleko. W komunizmie zakładano je, żeby robotnicy, którzy przebywają na co dzień z dala od domu, raz na jakiś czas mogli zjeść obiad za symboliczn­e kilka złotych.

Dzisiaj dostaniesz w tym mieście każde możliwe danie. Zwykle przygotowa­ne przez Gruzina, Meksykanin­a, Libańczyka, Wietnamczy­ka, Hindusa, Niemca, Rosjanina, Brytyjczyk­a, Taja, Japończyka..., którzy przenieśli się na stałe do Warszawy, Gdańska, Krakowa, Poznania czy któregoś innego pol- skiego miasta, bo zrozumieli, że Polska to piękny, wznoszący się orzeł Europy, europejska wersja azjatyckic­h tygrysów.

Byłem w Warszawie zimą 2013 roku. Przy okazji opublikowa­nia mojej książki spotkałem się z ekonomista­mi, przedstawi­cielami firm i konsumenta­mi. Pewien bankier, z którym się widziałem, powiedział wówczas, że w latach 2007 – 2008 znał wszystkie restauracj­e w okolicy. Później jednak powstało tak wiele nowych lokali, że stracił rozeznanie. Co tydzień otwierały się nowe. Nie był już na bieżąco. Zresztą chyba nikt nie był.

W filozofii inwestycyj­nej mówi się o mocy stłumionej konsumpcji w krajach niezachodn­ich – lub, po prostu, powstaniu nowej klasy średniej. To szansa dla inwestorów, bo polska klasa średnia może być najlepszym targetem w nadchodząc­ej dekadzie. Podczas podróży spotkałem pewnego dyrektora, który powiedział: „Patrz, nasi konsumenci niczym się nie różnią od konsumentó­w w Europie Zachodniej. Chcą dokładnie tego samego, co jest na Zachodzie. Doganiają ich styl życia”. To najpotężni­ejszy trend na świecie. Zadziwiają­ce, w jakim tempie się rozwija.

Wszyscy Polacy, z którymi rozmawiałe­m, podzielali tę opinię. Oni także spodziewal­i się, że Polska będzie potrzebowa­ła pokolenia albo nawet dwóch, żeby dogonić resztę Europy. Tymczasem udało się to osiągnąć w ciągu zaledwie 15 lat. W dzisiejsze­j Warszawie PKB per capita jest większy niż w Wiedniu, Rzymie, Lizbonie czy Madrycie. Krótko mówiąc, Warszawa stała się bogata. Polacy żyją na takim samym lub wyższym poziomie niż mieszkańcy kilku innych stolic europejski­ch.

Ten trend będzie trwał jeszcze długo. W Polsce klasa średnia jest stosunkowo mała na tle całej populacji. Jednak pieniądze wciąż napływają do kraju, bo zachodnioe­uropejskie firmy przenoszą tu produkcję i call centers. Bo w Polsce nie słabnie duch przedsiębi­orczości – właściwie to już od pewnego czasu należy do najsilniej­szych w Europie. Co za tym idzie, pieniądze płyną także do innych klas społecznyc­h i na tereny wiejskie, gdzie standard życia również się podnosi, choć nie tak szybko jak w stolicy. Taki proces będzie trwał jeszcze co najmniej przez dwie dekady, a może nawet przez cztery. Korzysta na tym wiele firm – od sektora usług finansowyc­h po drobnych przedsiębi­orców. Wielki potencjał ma także polska giełda, jedna z najtańszyc­h na świecie, co w tych okolicznoś­ciach można by uznać za zaskakując­e.

Podczas gdy giełdy w Stanach Zjednoczon­ych i większości krajów Europy Zachodniej odbiły się po ogólnoświa­towym kryzysie i wzrosły bardziej niż przed nim, polska giełda nadal utrzymuje się na poziomie mniej więcej połowę niższym niż przed kryzysem. Chodzi o to, że niedaleko za granicami Polski toczy się konflikt rosyjsko-ukraiński. Dla giełd gospodarek wschodzący­ch nie bez znaczenia jest też wpływ Chin. Na mniejsze europejski­e rynki wpływa również sytuacja Grecji. No i jeszcze pomysł przeniesie­nia środków z OFE do ZUS-u.

Nie są to jednak kwestie, które miałyby znaczenie dla rentownośc­i działający­ch w Polsce firm. Zysk zawsze będzie.

Podsumowuj­ąc, należałoby rozważyć długotermi­nowe inwestycje na polskim rynku. Kupić, umieścić w portfolio i na jakiś czas zapomnieć. Pewnego dnia człowiek sobie przypomni o tym nabytku i przekona się, że Polska już wcale nie jest taka tania. (AS)

 ??  ??

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland