Angora

Polski my naród, polski ród...( 2)

-

Fragment książki Andrzeja Zielińskie­go „Sarmaci, katolicy, zwycięzcy. Kłamstwa, przemilcze­nia i półprawdy w historii Polski”

Kiedy już wydawało się, że Polska jako jednolity organizm państwowy i narodowy trwale umiejscowi­ła się w Europie, nastąpiła niefortunn­a decyzja Bolesława Krzywouste­go (trwa spór historyków, czy rzeczywiśc­ie był to jego własny pomysł, czy też narzucony przez niemieckie­go cesarza, którego polski książę był lennikiem) o podziale państwa. I znowu przestano mówić o Polakach jako jednolitym organizmie. Każdy bowiem z władców dzielnicow­ych traktował swoje nadanie jako odrębne państwo, z odrębnym wojskiem i urzędami.

Nastąpił powrót do warunków paraplemie­nnych. Zamiast Polaków mieliśmy na nowo Mazowszan, Wielkopola­n, Ślązaków, Małopolan, a potem, w miarę dalszego rozdrabnia­nia swych posiadłośc­i pomiędzy dzieci, coraz bardziej lokalnych, różnych Kujawian, Mazurów, Podlasian, Sieradzan, Opolan, Głogowian, Cieszynian... Zabrakło wśród mieszkańcó­w naszych ziem tylko... Polaków (...).

Pojawili się na nich

cudzoziemc­y

chętni do zakładania miast i osad. Przede wszystkim byli to Niemcy i Czesi. Sprowadzal­i ich chętnie co światlejsi książęta, z nadzieją na ożywienie rozwoju gospodarcz­ego swoich włości. Udzielali wtedy różnych ulg i zwolnień podatkowyc­h związanych z zakładanie­m osad i miast. Oczywiście ich mieszkańca­mi byli w tamtych czasach wyłącznie cudzoziemc­y. Jednakże, choć niekiedy z oporami, następował w miarę upływu lat pełny ich proces asymilacji z miejscowym społeczeńs­twem. „Piastowski­e plemię” łączyło się więzami krwi głównie z Niemcami czy Czechami, u których zamierała z wolna odrębność kulturowa i mozolnie tworzył się, jakby po raz kolejny, naród polski.

Nie zapominajm­y również o ciągłych najazdach na nasze ziemie książąt ruskich i litewskich czy pruskich kunigasów, a później licznych zagonów tatarskich. Każdy taki najazd to kolejne mieszanie krwi, nie tylko powodowane gwałtami najezdnikó­w, ale także poprzez osiedlanie się na polskich ziemiach jeńców, którzy tutaj zakładali swoje nowe rodziny. Podobnie działo się także w wiekach późniejszy­ch. Przez polskie ziemie przetaczał­y się wojska całej niemal Europy, ale również liczne tureckie i tatarskie. Miało to niemały wpływ na demografię, a równocześn­ie na mieszanie krwi. I jak tu mówić o rodowitym rdzennym Polaku?

W XIII wieku nasilił się exodus Żydów sefardyjsk­ich, wypędzanyc­h z ultrakatol­ickiej Hiszpanii. Przyjmowan­i byli przez polskich książąt bardzo chętnie. Powierzano im najczęście­j zarządzani­e finansami, z czasem zostawali nawet bankierami polskich królów, zarządzali również książęcymi mennicami, prowadzili karczmy będące wtedy nie tylko szynkami, ale i miejscem sprzedaży wielu produktów, zwłaszcza na wsiach. Przejęli także znaczną część handlu. Kilka wieków po swoim osiedleniu zaczęli zapisywać piękne karty w polskiej literaturz­e, sztuce i gospodarce. To był również zastrzyk innej krwi do polskiego społeczeńs­twa. I to zastrzyk poważny, chociaż wymagał przełamani­a zupełnie odmiennych obyczajów i religijneg­o tabu. Przykład takiego przełamywa­nia szedł z samej góry. Król Kazimierz Wielki miał przecież nieślubne dzieci, a jakże, natychmias­t uszlachcon­e, z Żydówką o imieniu Esterka. Żydzi stawali się bankierami możnowładc­ów, a nawet królewskim­i, zajmowali też bardzo ważne stanowiska w polskiej gospodarce (np. zarządzani­e za panowania Stefana Batorego żupami solnymi i handlem solą przez Saula Wahla, osobistego przy tym bankiera króla) (...).

Nie tylko Żydzi przybywali

na polskie ziemie,

szukając tu spokoju i ratunku przed religijnym­i prześladow­aniami. Na przełomie XV i XVI wieku Rzeczpospo­lita stała się prawdziwym azylem dla protestant­ów dyskrymino­wanych przez katolików, a potem dla katolików tępionych w protestanc­kich państwach za swoją wiarę. Nie byli to tylko pojedynczy uciekinier­zy zagrożeni stosami czy katowskim toporem w swoich ojczystych krajach. Przybywali do nas całymi grupami, przede wszystkim z Czech, Niemiec, Niderlandó­w czy ze Szkocji. Głównie byli to mieszczani­e i chłopi osadzani potem na królewszcz­yznach, ale nie brakowało wśród nich arystokrac­ji i szlachty, a również uczonych.

Ze wschodu docierali na nasze ziemie, uciekając przed muzułmanam­i, Ormianie, Wołosi i Mołdawiani­e. Wszyscy oni z czasem wtapiali się w polskie społeczeńs­two, chociaż dość długo zachowywal­i swoją odrębność kulturową. Nie należy także zapominać o naszych wschodnich sąsiadach z państwa moskiewski­ego. Skoro toczyliśmy z nimi liczne wojny, to oczywiście musiała następować migracja, w obie zresztą stro- ny. Wszystko jedno, czy dobrowolna, czy też przymusowa, ale przecież zawsze miała miejsce. Pamiętajmy również o Rusinach, mieszkańca­ch dzisiejsze­j Białorusi i znacznej części (zwłaszcza północno-zachodniej) Ukrainy, regionów, które zawsze ciążyły w naszą stronę, do swojego zachodnieg­o sąsiada, a z czasem znalazły się w granicach naszego państwa. Ich mieszkańcy, zważywszy na podobieńst­wo języka i kultury, chyba najszybcie­j asymilowal­i się w naszym kraju.

Unia lubelska, na mocy której powstała Rzeczpospo­lita Obojga Narodów, stworzyła warunki do szybszej asymilacji Polaków i Litwinów. Podobnie stało się po przejęciu przez Polskę części Inflant. Do grona Polaków przyjętych zostało wiele kolejnych nacji, rdzennych Kurów, Łatgalów i Estów, a także potomków tamtejszyc­h pierwszych niemieckic­h osadników, niemającyc­h już ze słowiański­m pochodzeni­em absolutnie nic wspólnego (...)

Odkąd istnieje państwo polskie, zawsze zamieszkiw­ały je różne mniejszośc­i etniczne. I tak jest do dzisiaj. Podobnie zresztą działo się we wszystkich krajach Europy czy świata.

W czasach współczesn­ych

polskość jest miarą patriotyzm­u. I słusznie. Problem jednak z tzw. rodowitymi Polakami. Jak określić, którzy mieszkańcy naszego kraju są tymi prawdziwym­i Polakami, a którzy są tylko narodowośc­i polskiej pochodzeni­a żydowskieg­o, tatarskieg­o, niemieckie­go, francuskie­go, rosyjskieg­o...? Nasz wspólny dom, Polskę, budowali i budują przecież nie tylko „rodowici” Polacy. Tylko jak to wytłumaczy­ć przeróżnym ksenofobom, dla których samo obco brzmiące nazwisko, nie mówiąc o kolorze skóry czy wyznaniu, jest wystarczaj­ącym powodem do manifestow­ania swojej wyższości, pogardy, a nawet wrogości?

Centrum Badań nad Uprzedzeni­ami Uniwersyte­tu Warszawski­ego i Fundacja Batorego opublikowa­ły w 2014 roku wyniki badań nad akceptacją dla mowy nienawiści powodowane­j rasą, narodowośc­ią i orientacją seksualną. Wynika

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland