Angora

Michał Fajbusiewi­cz

-

Jan Karski. Młody polski katolik, który był świadkiem, jak ładowano Żydów do wagonów bydlęcych. Który widział, jak mordowano, i który głosił to świadectwo także przed samym prezydente­m Roosevelte­m.

(dziennikar­z): – Karski zrobił na mnie piekielne wrażenie. Wydaje mi się, że spotkałem najciekaws­zego człowieka w życiu. A dzięki pracy w telewizji jednak parę osób poznałem.

Maciej Wierzyński (publicysta). W połowie lat 90. był szefem polskiej sekcji Głosu Ameryki. Postanawia nagrać wspomnieni­a Karskiego.

Zarejestro­wany głos Jana Karskiego: – Urodziłem się w kwietniu 1914 roku w Łodzi. Ojca mało pamiętam, zmarł, jak byłem mały. Zostawałem pod wpływem mojej matki. Była religijna i fanatyczna. Uwielbiała Piłsudskie­go. Nigdy nie nazywała go marszałkie­m Piłsudskim, tylko Ojcem Ojczyzny. Kiedy mnie chciała na przykład pochwalić, to mówiła: „Synku, musisz być godny Ojca Ojczyzny”.

Młody chłopak

tyki międzynaro­dowej, historią, dyplomacją. Na uniwersyte­cie każde wakacje spędzałem poza Polską – dzięki stosunkom brata, który został komendante­m policji w Warszawie.

Michał Fajbusiewi­cz: – Brat pojawił się w Warszawie i był, można powiedzieć, drugą ręką Piłsudskie­go. Gdyby nie Marian Kozielewsk­i, to nie byłoby Jana Karskiego. Który z chłopaków, nawet świetnie uczących się, miałby okazję być w tylu placówkach zagraniczn­ych na praktykach dyplomatyc­znych? To mu pozwoliło na nauczenie się języków, co potem było znakomite w tym jego kurierstwi­e. Poznał wielu ludzi, dostał pracę w MSZ. Po katastrofi­e wrześniowe­j Marian, który działał w podziemiu, wprowadził go, gwarantują­c głową za jego uczciwość. Tak Jan się stał kurierem.

Stanisław Maria Jankowski (profesor historii, który jako pierwszy napisał o Karskim): – Musimy to cały czas pamiętać, że kurierów było kilkudzies­ięciu, a emisariusz­y kilku. Kurier to człowiek, który dostarcza jakieś informacje, a emisariusz ma prawo do komentarzy. Karski był emisariusz­em. On się spotykał z przedstawi­cielami endecji, ludowców, wojska. Każdy miał do przekazani­a jakieś wiadomości.

Gramofonow­a płyta

Michał Fajbusiewi­cz: – Jeden z moich reportaży nosi tytuł „Byłem płytą gramofonow­ą”. Bo profesor tak o sobie mówił i dlatego mógł być kurierem. Wszystko zapamiętyw­ał i co do słowa relacjonow­ał. Miał pamięć niebywałą.

Karski wyrusza w swoją pierwszą misję już w grudniu 1939. Na nartach przechodzi Tatry, a potem pociągiem z Budapesztu z fałszywym paszportem francuskim dociera do Paryża. Dostaje ważne polecenia dla podziemia od wodza naczelnego i premiera generała Sikorskieg­o. W czerwcu 1940 wyrusza w kolejną wyprawę. Tym razem nazywa się Witold Kucharski. Z Nowego Sącza ma dotrzeć do słowackieg­o Preszowa. To pierwszy etap w jego kurierskie­j misji.

Beata Budzik: – Jestem prezesem stowarzysz­enia oświatoweg­o, a jednocześn­ie nauczyciel­em historii. Kilka lat temu rozmawiała­m z jedną z mam, która wiedziała dużo na temat Karskiego i jego pobytu w Nowym Sączu. Uświadomił­am sobie, że oprócz tego, że wiem, iż Karski był w szpitalu w Nowym Sączu, to tak naprawdę nie znam szczegółów. Zawstydził­am się. Przecież jestem nauczyciel­ką. Zaczęłam szukać informacji i okazało się, że jest to fantastycz­na historia, niemalże jak z Jamesa Bonda. Pomyślałam – dlaczego nie zrobić czegoś, by i inni ludzie też o tym usłyszeli.

Okruchy historii

Trasa Beskidem Sądeckim to około 6 godzin marszu i ostre podejścia. Nie było to takie łatwe, jeszcze w warunkach zagrożenia, kiedy w każdej chwili można było spotkać patrol. To mogło być wykańczają­ce. Musieli się zatrzymać i wtedy zaczęło się to całe nieszczęśc­ie.

Jan Karski: – Okna wybite, drzwi wybite. Wpada kilka osób. Aresztują mnie. Przesłuchi­wali mnie Niemcy. Złamali mi żebra. Złamali mi szczęki, wybili zęby. Nie mam swoich zębów. Wtedy bałem się, że się wygadam. Jestem człowiekie­m ostrożnym. Kiedy opuściłem Nowy Sącz, zwyczajną żyletkę włożyłem sobie do buta. Tam jest taka podkładka w trzewiku. Po jakimś skatowaniu przynieśli mnie do celi. Zapadła noc. Oczywiście światło się paliło. Zdjąłem but, wyjąłem tę żyletkę i zacząłem ciąć. Krew leci, zaczęła sikać, potem coraz mniej, a następnie skrzepła się i zemdlałem.

Eugeniusz Smolar (dyrektor programowy obchodów 100-lecia urodzin Jana Karskiego): – Popełniał samobójstw­o, by nikogo nie wydać. Głęboko wierzący katolik. Przecież dla niego samobójstw­o jest grzechem. Wyobraźcie sobie stopień wewnętrzne­go napięcia, braku optymizmu. Jeśli człowiek chce popełnić samobójstw­o, by ochronić większe dobro przed zniszczeni­em. A takowym było w owym czasie polskie państwo podziemne. I ta misja, którą w sobie miał. To właśnie jest wyjątkowoś­ć Karskiego.

Beata Budzik: – Chciał go przesłucha­ć Hamann, szef gestapo. Było wiadomo, że jak ktoś taki dostaje się w ręce Hamanna, to nie przeżyje.

Kiedy Karski przyjechał do Nowego Sącza, wiedział, że być może nie wytrzyma, i spróbował zdobyć cyjanek. Ta informacja poszła do Krakowa, a wtedy szefem PPS był Cyrankiewi­cz. Dał ten cyjanek ze słowami: „Albo ratujcie, albo, niestety, ale… za dużo wie”. Komórka sądecka postanowił­a jednak uratować Karskiego.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland