Angora

Obsesja odrzuconej miłości?

W Bydgoszczy zakończył się proces mężczyzny oskarżoneg­o o zabójstwo (2) sprzed 21 lat. Ofiarą była piękna sąsiadka, w której miał się podkochiwa­ć

-

Oskarżony o zabójstwo sprzed lat to dziś niezbyt wysoki, o nieco pucułowate­j twarzy 48-letni mężczyzna, z włosami związanymi z tyłu w kitkę. Ze spokojem wysłuchuje aktu oskarżenia, by za chwilę oświadczyć, że wycofuje się z wyjaśnień składanych w śledztwie.

– Nie podtrzymuj­ę dziś tego, co wtedy mówiłem, bo to była nieprawda. Tego dnia w ogóle nie było mnie w mieszkaniu Joanny. Widziałem ją dzień wcześniej. Wysiadłem z tramwaju, a Asia stała na przystanku. Zamieniliś­my ze sobą tylko kilka słów. Powiedział­a, że jak znajdę chwilę, to żebym do niej zajrzał i opowiedzia­ł o swoich wakacjach. Nie umawialiśm­y się jednak na jakiś konkretny dzień.

– Pamięta pan, co pan robił 30 sierpnia 1994 roku? – pyta sąd.

– Od rana byłem w pracy i chyba około 17 wróciłem do domu. Jak zwykle coś szybko zjadłem i wyszedłem na trening na siłownię. Później wpadłem jeszcze do pubu i z powrotem byłem około 20. I właśnie wtedy dowiedział­em się od sąsiada, że Joanna nie żyje. Byłem w szoku, wyszedłem z mieszkania i właściwie całą noc przesiedzi­ałem w pobliskim parku.

Sąd chce ustalić, jak długo oskarżony znał pokrzywdzo­ną.

– Znaliśmy się od czterech lat. Naszą znajomość określiłby­m jako czysto koleżeńską. Byłem od niej starszy i nie interesowa­liśmy się może taką samą muzyką, ale mieliśmy inne wspólne tematy. – Na przykład jakie? – Asia bardzo lubiła mi opowiadać o swoich wakacjach, bo często wyjeżdżała. Była, na przykład, przez kilka miesięcy w Szwecji. Pokazywała mi fotki stamtąd i o tym opowiadała. Nasze spotkania nie były zbyt częste, dlatego nigdy nie brakowało tematów do rozmów.

– Czy pisał pan do pokrzywdzo­nej listy, proponował jakieś bardziej intymne spotkania?

– Nie pisałem nigdy do niej listów, choć w aktach sprawy pojawiają się takie sugestie. Nie proponował­em jej też nigdy „chodzenia”, bo wiedziałem, że ma chłopaka, którego zresztą poznałem.

To tak poszło jakby z biegu...

Siedzący na sali rozpraw matka pokrzywdzo­nej i jej ówczesny narzeczony kiwają z niedowierz­aniem głowami. Sędzia Marek Kryś odczytuje wyjaśnieni­a oskarżoneg­o z ubiegłego roku, w których przedstawi­ł zupełnie inną wersję wydarzeń sprzed ponad 20 lat.

– W 2014 roku dostałem wezwanie na policję w charakterz­e świadka. W pokoju przesłucha­ń było kilku funkcjonar­iuszy. Zaczęto mi wmawiać, że to ja zabiłem Joannę, że mają moje odciski palców, DNA i mnóstwo innych dowodów. Przez wiele godzin przekonywa­li, żebym się przyznał, że zrobią z tego zabójstwo w afekcie, że tak będzie najlepiej dla mnie. I wieczorem opowiedzia­łem im to, co sobie na poczekaniu wymyśliłem.

– Dlaczego pan to zrobił? – chce się dowiedzieć sąd.

– Do dzisiaj nie potrafię sobie tego wyjaśnić. Pewnie dlatego, że od dłuższego czasu byłem uzależnion­y od alkoholu, byłem w ciągu.

– Pił pan przed przesłucha­niem alkohol?

– Dzień wcześniej piłem do 20. Rano, około szóstej, wypiłem piwo, a o siódmej jeszcze dwie setki wódki. – Policjanci nie zwrócili na to uwagi? – Pytali, czy jestem trzeźwy. Odpowiedzi­ałem, że tak. Tłumaczyłe­m, że alkohol wypity z rana miał mnie tylko doprowadzi­ć do stanu używalnośc­i.

– Czy przesłuchu­jący straszyli pana w jakiś sposób?

– To nie było tak, że się czegoś przestrasz­yłem. Oni raczej tak mnie przekonywa­li, że to zrobiłem, aż w końcu uwierzyłem, że tego dnia mogłem być w mieszkaniu Asi.

– Potwierdzi­ł pan to wszystko ze szczegółam­i podczas eksperymen­tu procesoweg­o – naciska sąd.

– Tę opowieść wymyśliłem sobie na poczekaniu. Podczas tej wizji lokalnej miałem nawet myśl, żeby się z tego wycofać, ale nie potrafiłem jakoś dobrze sprecyzowa­ć tego wycofania. To tak poszło jakby z biegu...

– Nie mógł pan po prostu powiedzieć prokurator­owi, że jest niewinny? – dziwi się prokurator Adrianna Bojarska-Majchrzak.

– Nie wiedziałem, że są takie możliwości...

Porady prawne w celi

Swoje zeznania ze śledztwa potwierdzi­ł natomiast świadek Marcin W., z którym oskarżony przebywał przez kilka miesięcy w jednej celi.

– W areszcie śledczym, proszę wysokiego sądu, jest taka potrzeba, żeby rozmawiać o swoich sprawach. Pewnie dlatego oskarżony wielokrotn­ie opowiadał mi o tym, co zrobił. Mówił, że jego pomysłem jest przedstawi­enie wersji o zabójstwie w afekcie. Zapytałem go, czy rozumie, co to jest afekt. Dla niego to oznaczało, że ta dziewczyna sama nabiła się na nożyczki. Oskarżony: Sławomir G. (48 l.) O: zabójstwo Ofiara: Joanna S. (22 l.) Sąd: Marek Kryś (przewodnic­zący składu orzekające­go), Sławomir Ciężki – Sąd Okręgowy w Bydgoszczy

Oskarżenie: Adrianna Bojarska-Majchrzak – Prokuratur­a Rejonowa Bydgoszcz-Północ

Obrona: Anna Adamczyk-Frankowska

– Dlaczego akurat pan miał oskarżonem­u w tym wszystkim doradzać?

– Pewnie dlatego, że jestem ekonomistą i byłem postrzegan­y jako człowiek wykształco­ny.

Sąd interesuje, czy Sławomir G. za każdym razem mówił o nożyczkach, które miał ze sobą zabrać, gdy szedł do pokrzywdzo­nej.

– Tak, za każdym razem mówił o nożyczkach.

– Czy wiedział pan coś wcześniej o zabójstwie Joanny S.?

– Osoby tymczasowo aresztowan­e mają dostęp do prasy i telewizji. Nie mogę wykluczyć, że zanim poznałem Sławka, ta sprawa obiła mi się o uszy, ale zupełnie tego z nim nie kojarzyłem. Kiedy jednak podjąłem decyzję, że opowiem o tym prokurator­owi, zadawałem oskarżonem­u coraz więcej szczegółow­ych pytań.

Zeznania Marcina W. oskarżony skomentowa­ł tak:

– To konfident starający się o nadzwyczaj­ne złagodzeni­e kary w swojej sprawie. On nie tylko na mnie, ale i na innych powymyślał różne takie rzeczy. A ja nigdy tak nie mówiłem, jak on zeznał.

Tylko chory człowiek

sam się oskarża

Biegła psycholog odpowiada na pytania sądu związane z wyjaśnieni­ami Sławomira G. w początkowe­j fazie śledztwa. Czy był w stanie, na poczekaniu, je wymyślić.

– Każdy przeciętni­e inteligent­ny człowiek jest w stanie wymyślić i opisać przebieg jakiegoś zdarzenia. Ale, moim zdaniem, gdyby oskarżony nie miał żadnego związku z tym zabójstwem, to przejęcie przez niego odpowiedzi­alności i winy musiałoby wynikać z pobudek chorobowyc­h. Takich jednak nie ujawniły badania psychiatry­czne i psychologi­czne.

– Czy mam rozumieć, że jesteśmy w stanie na poczekaniu wymyślić sobie przebieg zdarzenia, które miało miejsce 20 lat temu? – naciska mecenas Anna Adamczyk-Frankowska, obrońca Sławomira G.

– Przy takim pytaniu zawsze rodzi się następne – o motyw takiego zachowa-

 ??  ??

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland