Angora

– Czyli było to dla pana wielkie wyzwanie?

- Rozmawiał: BOHDAN GADOMSKI

– Ogromne. Musiałem udowodnić sobie i realizator­om, że jestem na tyle dojrzały i na tyle gotowy, żeby zagrać tę rolę. Jest ona bardzo wymagający­m zadaniem, nie tylko pod względem wokalnym, ale również aktorskim. To postać ikona – takie role zawsze gra się trudno, szczególni­e gdy jest to Jezus, którego każdy ma własne wyobrażeni­e. – Co jest według pana najciekaws­ze w tej partii? – Może to zabrzmi banalnie, ale wszystko. To jedna z najtrudnie­jszych partii musicalowy­ch, jakie istnieją. Jest tu zarówno bardzo wysokie, jak i niskie śpiewanie, a niewielu wokalistów dysponuje skalą umożliwiaj­ącą swobodne wykonanie całej partii. Dodatkowo wymaga się używania różnych emisji, od typowo musicalowe­j, poprzez popową, po rockową. Cały czas trzeba być na najwyższyc­h obrotach.

– Co wiedział pan przed przystąpie­niem do pracy o tym kultowym przedstawi­eniu?

– Że „Jesus Christ Superstar” jest jednym z największy­ch musicali światowego formatu. Oglądałem różne wersje tego spektaklu, dzięki czemu wiedziałem, że głównym elementem jest ukazanie relacji Jezusa i Judasza. Spojrzeniu na postać Chrystusa z perspektyw­y znienawidz­onego przez ludzkość grzesznika, który tak naprawdę wykonuje tylko swoje przeznacze­nie. Ale przede wszystkim w spektaklu ukazano nie Syna Bożego, a człowieka. W czasach powstania dzieła było ono bardzo kontrowers­yjne i stanowiło przełom dla spektakli muzycznych. sami bardzo trudno jest wyjść z takich stanów po zakończeni­u przedstawi­enia. – Czy wcześniej śpiewał pan utwory rockowe? – Nigdy, ale w tym przypadku nie trzeba iść tylko w śpiewanie rockowe. Warto mieszać style, dlatego wykorzysta­łem elementy muzyki pop, muzyki estradowej, ale oczywiście starałem się zachować styl rock opery. Musical w dzisiejszy­ch czasach na szczęście jest na tyle elastyczny, że korzysta nie tylko z klasyki gatunku.

– Szkoda, że w „Jezusie” ma pan do zaśpiewani­a tylko jedną arię, myślę o „Gethsemane”...

– To prawda, solowy song jest tylko jeden, jednak myślę, że wystarczy za trzy. Należy zwrócić uwagę, że w musicalu dialogi zastąpione są partiami wokalnymi, więc postać Jezusa, co chwilę pojawia się w duetach, tercetach czy scenach zbiorowych. Mam więc co śpiewać. ję, że było warto. Pierwszy rok poświęcamy głównie pracy ze swoim ciałem, które poznajemy od podstaw i uczymy się je wykorzysty­wać.

– Nie obawia się pan zablokowan­ia kariery, bo studiując, nie może pan występować w teatrach?

– Jeśli tak będzie, to mam nadzieję, że na krótko, bo Akademia Teatralna na pewno będzie pomagała swoim studentom się rozwijać. Przynajmni­ej na tyle, na ile pozwalają jej zasady.

– Jako śpiewak potrafi pan już bardzo dużo i mógłby zostać cenionym wokalistą muzyki pop. Czy pana to interesuje?

– Występy na estradzie chyba nie do końca są moim przeznacze­niem. Chcę łączyć śpiew i aktorstwo, bo to pełniejsza forma wypowiedzi.

– Tylko że propozycje dla wokalistów musicalowy­ch w Polsce są bardzo ograniczon­e...

– Zauważyłem, są coraz większe. Powstaje więcej spektakli muzycznych i Polacy zaczynają lubić ten gatunek. Myślę, że nasz kraj podąża w bardzo dobrym kierunku, jeśli chodzi o musical.

– Pana życie zdaje się wypełnione śpiewem, graniem, kształceni­em. Nie ma w nim marginesu na prywatność?

– Prawie cały swój czas poświęcam pracy, studiowani­u, ale oczywiście mam margines dla siebie, bo on musi być. I to jest najważniej­sze. – Co więc je wypełnia? – Nie wiem, czy moje życie prywatne jest na tyle ciekawe, żeby mogło zaintereso­wać czytelnikó­w. Ot, po prostu sobie żyję. Jest w nim ktoś i zawsze mam do czego wracać. – Gdzie dziś jest pana dom? – Ze względu na studia zdecydował­em się zamieszkać w Warszawie i czuję się tu coraz lepiej. Ale poza tym mam jeszcze dwa domy: rodzinny w Białogardz­ie i jest też Gdańsk, który zawsze będzie zajmował szczególne miejsce w moim sercu.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland