I nie bał się dziwnych ludzi

Angora - - Oczy Niewidomego - BŁAŻEJ DĄBKOWSKI ALEKSANDER JANIK

Od 2004 r., kiedy poznańska fundacja stała się organizacją pożytku publicznego, a następnie członkiem International Guide Dog Federation, wyszkoliła już 42 psy. W tej chwili 6 kolejnych, łącznie z Melbą, znajduje się u wolontariuszy. Całe szkolenie to żmudny, dość długi proces, który łącznie trwa ok. 2 lat. Pochłania też niemałe środki, bowiem przygotowanie jednego czworonoga przewodnika do pracy z osobami niewidomymi kosztuje 30 tys. zł (organizacja korzysta z dofinansowania PFRON). Pracownicy fundacji szukają najpierw sprawdzonych hodowców, a kiedy już kupią zwierzęta, te szybko trafiają do wolontariuszy. – Zależy nam głównie na tym, by po roku pobytu u nich psy nie bały się środowiska, uczyły się jazdy tramwajem, autobusem, nie obawiały się hałasu, dziwnych dźwięków i nietypowo ubranych ludzi. W tym czasie pokrywamy wszystkie koszty utrzymania zwierząt, płacimy za wizyty u weterynarza, za wyposażenie. Zapewniamy też raz lub dwa razy w miesiącu konsultacje z instruktorem – opowiada Danuta Grzybkowska, prezes fundacji.

Po pół roku labradory poddawane są pierwszym testom. Instruktor może zawieźć czworonoga na dworzec lub do centrum miasta, wtedy też sprawdza, czy nie jest agresywny, czy potrafi się skupić, czy nie reaguje na inne psy lub ptaki. Na drugi test czas przychodzi już po oddaniu psa przez wolontariusza. Wtedy przejmuje go instruktor, mieszka z nim przez 7 – 8 miesięcy, a zwierzę przechodzi specjalistyczne szkolenie na psa przewodnika. – Kończy się ono egzaminem. Kiedy zbliża się koniec edukacji, zapraszane są osoby niewidome, które złożyły stosowne podanie. Przechodzą spotkanie z instruktorami szkolącymi, z instruktorami orientacji przestrzennej i psychologiem. Nowy właściciel musi zrozumieć się z psem – kontynuuje D. Grzybkowska.

Wyszkolony labrador potrafi prowadzić niewidomego środkiem chodnika i skręcać w odpowiednim momencie. Zawsze zatrzymuje się też przy krawężniku lub schodach, dzięki czemu jego pan dowiaduje się z wyprzedzeniem, że przed nim znajduje się przeszkoda, którą trzeba pokonać. Ale to nie koniec umiejętności, jakie mają przewodnicy, bo psy potrafią również odnaleźć drzwi, wejścia, ławki czy przejścia dla pieszych. – Uczymy je też podróżowania pociągiem – to problem, bo większość pociągów w Polsce, niestety, nie jest niskopodłogowa – uzupełnia prezes fundacji. W Polsce ok. 80 proc. psich przewodników to labradory. Dlaczego? Mają doskonałą pamięć, szybko się uczą, a na dodatek dobrze znoszą częste zmiany opiekunów. – W przeciwieństwie do owczarków niemieckich, które są psami jednego właściciela – uzupełnia D. Grzybkowska. Czworonogi są bezpłatnie użyczane niewidomym z całej Polski, jednak przez 8 lat ich prawnym właścicielem pozostaje poznańska organizacja. Dopiero wtedy psi przewodnik może przejść na zasłużoną emeryturę.

Moja przyjaciółka Samba

– Ja swojej Samby na pewno nie oddam – mówi zdecydowanym tonem Katarzyna Domańska, niewidoma poznanianka. Jej przewodnik ma już 8,5 roku, jest w dobrej kondycji, dlatego fundacja zdecydowała się przedłużyć umowę o rok. – Razem spędziłyśmy 6,5 roku. Dzięki niej nie tylko jestem bardziej mobilna i samodzielna. Samba to przede wszystkim mój przyjaciel. W domu jest normalnym psem, ale kiedy zakładam jej uprząż i wychodzimy na zewnątrz, staje się moimi oczami – mówi. Pani Katarzyna zwraca uwagę, że z psem człowiek staje się bardziej odprężony, otwarty, nie musi szukać laską każdego słupka czy krawężnika. Ludzie podchodzą, zagadują, są mili, choć zdarzają się także sytuacje, gdy zawodzą, jak lekarka, która nie chciała przyjąć jej w swoim gabinecie. – Stwierdziła, że pies przenosi bakterie i zarazki. Chciała mnie wysłać do izolatki, ale nie pozwoliłam się wyprosić – opowiada. Samba wielokrotnie ustrzegła swoją właścicielkę przed zagrożeniem. – Kiedyś szłam po chodniku, a ona zatrzymała się przed bardzo dużą dziurą, tylko dzięki psu w nią nie wpadłam. Nie chciała dalej pójść. Wydałam komendę: „Prowadź,” a ona elegancko ominęła dziurę. To by się nie udało nawet ze specjalnym, elektronicznym detektorem przeszkód – wspomina.

Fundacja na rzecz Osób Niewidomych Labrador – Pies Przewodnik cały czas poszukuje wolontariuszy. Na wiosnę zamierza poddać szkoleniu kolejnych 6 – 8 labradorów, które po dwóch latach służyć będą niewidomym w całym kraju.

Zamieszkanie na obrzeżach aglomeracji miejskiej powoduje konieczność częstych, a niekiedy codziennych długich przejazdów samochodem. Szczególnie dotyczy to przejazdów do pracy, ale bardzo często dowozimy również dzieci do szkoły czy też przedszko- la. Jazda w godzinach rannych trwa niejednokrotnie 30 – 40 minut. Wszyscy wiemy, że najmniej czasu jest na zjedzenie przez dzieci śniadania. Pan Ryszard Krawiec z Puszczykowa (projektodawca słynnego już rusztu do uprawy ogórków) przedstawił nam stosowane od 5 lat rozwiązanie, które w razie konieczności umożliwia dzieciom jedzenie śniadania podczas jazdy do szkoły, a jednocześnie zapobiega zabrudzeniu samochodu poprzez okruchy oraz rozlewane napoje. Podstawą pomysłu są tace wykonane we własnym zakresie z drewna – sklejka jako dno oraz listwy drewniane jako obrzeże. Przedłużone dwa boki tacy stanowią blokadę tacy na kolanach. Do boku tacy przymocowana jest obejma o średnicy 8 cm wykonana z drutu ocynkowanego o średnicy 4 mm, która stabilizuje pojemnik z napojem. Jako pojemnik można stosować kubek z przykrywką i dzióbkiem lub bidon. Tace różnią się szerokością, żeby można było zmieścić jedną w drugiej (po zdjęciu obejmy z mniejszej tacy). Drewno impregnujemy olejem naturalnym, a dno tacy możemy dodatkowo wyłożyć matą antypoślizgową. Uwaga: przedstawione rozwiązanie może stanowić podstawę do ewentualnego naśladowania, ale dobrze byłoby znaleźć tace z materiału bardziej miękkiego niż drewno z uwagi na bezpieczeństwo w czasie wypadku. janik@angora.com.pl

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.