Dziecko narzędziem politycznym? Turcja

Na kongresie rządzącej partii sześciolatka przyznała, że jest gotowa zginąć za kraj

Angora - - Dyktator - KEMAL

W ostatnią sobotę lutego prezydent Turcji przybył do Kahramanmaraş. To miasto, które liczy ponad milion mieszkańców i leży 100 km na północ od granicy z Syrią. Kahraman w języku tureckim znaczy bohaterski. Ten przydomek Maraş otrzymało za to, że jego mieszkańcy bez pomocy milicji Mustafy Kemala po trzech tygodniach walk przepędzili francuskie wojsko, które od roku ich okupowało. W 1920 roku mieszkańcy Maraş dali przykład całej Turcji, jak cywile mogą pozbyć się zaborcy.

24 lutego 64-letni Recep Tayyip Erdoğan grzmiał w tym mieście przez mikrofon, że Turcy powinni wspierać ich żołnierzy walczących w Syrii, którzy próbują odzyskać tereny zajęte przez Kurdów. Nagle jego wzrok przykuła 6-letnia dziewczynka, która stanęła na baczność i zaczęła salutować. Amine Tiras miała na sobie mundur wzorowany na tych, który noszą „bordo bereliler” (bordowe berety). Tak potocznie nazywana jest jednostka specjalna tureckiej armii. To właśnie tych najlepszych żołnierzy Erdoğan wysłał, aby oblegali Afrin, bo – jak stwierdził – Turcja w ten sposób broni swoich granic i ma do tego prawo, także na terenie Syrii.

– Patrzcie, patrzcie, kogo my tu mamy? Dziewczynko, co ty tutaj robisz? – pytał prezydent, zwracając się do Tiras i swoich zwolenników. Ludzie prezydenta dosłownie wyciągnęli ją z tłumu i zaprowadzili na scenę. Erdoğan, patrząc na Amine, ciągnął dalej: – Tutaj są nasze bordowe berety. Mamy tu nasze własne bor- dowe berety. Gdy 6-latka stanęła w końcu na środku sceny obok prezydenta, widać było łzy w jej oczach. Erdoğan pocałował ją w oba policzki, po czym dodał: – Bordowe berety nie płaczą!

Na koniec powiedział coś, co wielu zszokowało: –W jej lewej kieszeni, na sercu, jest turecka flaga. Jak Allah da, zostanie męczennikiem, wtedy zostanie nią okryta. Ona już jest gotowa na wszystko. Nieprawdaż? – zapytał dziewczynkę, która wyglądała na przerażoną. Ta wydusiła przez zęby jedynie słowo: – Tak!

Amine dostała oklaski, po czym zgromadzeni zaczęli skandować: „Wodzu! Zabierz nas do Afrinu!”. Erdoğan podziękował im za dobre chęci, ale stwierdził, że Turcja po to ma profesjonalnych żołnierzy, żeby wykonywali takie zadania. Pochwalił „bordowe berety” i podsumował: – Do tego ranka zneutralizowali 1931 terrorystów. I skrytykował Zachód: – Ci pozbawieni moralności ludzie twierdzą, że strzelamy do cywilów. To bzdura. Nie mamy ich krwi na rękach, a oni mają. Co robili w Mali, w Rwandzie, w Libii i na Korsyce?

Terrorystami nazwał kurdyjskie milicje, które odbiły syryjskie tereny z rąk dżihadystów ISIS. Od 20 stycznia br. w czasie oblężenia Afrinu zginęło 33 tureckich żołnierzy i co najmniej 150 kurdyjskich i syryjskich cywilów.

W RFN mieszka około 3 mln osób tureckiego pochodzenia, dlatego niemieckie media często komentują wydarzenia w tym kraju. Hamburski dziennik „Die Welt” ocenił sytuację z ostatniego rządowego wiecu tak: „Zero współczucia. Prezydent zganił płaczącą dziewczynkę”. Bardziej konserwatywna gazeta „Frankfurter Allgemeine Zeitung” napisała: „Erdoğanowi nie przeszkadzało, że dziewczynka płakała i widać było, że czuje się niekomfortowo. Mimo to zrobił niewiarygodną sugestię, że powinna być gotowa na męczeńską śmierć”.

Rządowe dzienniki w Turcji skupiły się na chwaleniu Amine za to, że dowiodła publicznie, iż jest gotowa na wszystko. Przedstawiły sześciolatkę jako wzór odwagi i stanowczości. W mediach społecznościowych pojawiły się bardzo różne reakcje Turków. Jeden z użytkowników pytał: – Czy prezydent powiedziałby to samo o swojej wnuczce?

Fot. East News

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.