Ozłoceni!

Angora - - Najlepsi Z Najlepszych -

Siatkarskie mistrzostwa świata w Bułgarii i we Włoszech przejdą do historii polskiego sportu jako jedna z najwspanialszych imprez w wykonaniu naszych zawodników. Coś, co jeszcze kilka tygodni temu wydawało się nierealnym marzeniem, stało się rzeczywistością. Biało-Czerwoni, prowadzeni przez nowego trenera Vitala Heynena, obronili mistrzowski tytuł! Ponownie, po czterech latach, możemy z dumą powtarzać: JESTEŚMY MISTRZAMI ŚWIATA!

W 2014 roku Polska organizowała siatkarski mundial. Wówczas myśli kibiców o złocie wywalczonym na swoim terenie były rozpalone do granic możliwości. Po raz pierwszy w historii rozegrano siatkarski pojedynek na Stadionie Narodowym (mecz otwarcia z Serbią) w obecności ponad 60 tysięcy fanów. Polacy, pod wodzą Stephane’a Antigi, z każdym kolejnym meczem przybliżali się do upragnionego celu. Do kadry specjalnie na tamten turniej powrócił nasz atakujący Mariusz Wlazły, który wcześniej zakończył reprezentacyjną karierę. Wlazły rozegrał kapitalny turniej – został wybrany na najlepszego siatkarza mistrzostw. W wielkim finale w świątyni polskiej siatkówki – katowickim Spodku – pokonaliśmy Brazylię 3:1. Cały kraj oszalał z radości, spełnił się wymarzony scenariusz o złotym medalu. Wydawało się, że taka historia nie ma prawa się powtórzyć...

Heynen miał awansować do „szóstki”...

Oczywistością było, że mistrzowskiej drużyny sprzed czterech lat nie uda się utrzymać. Część utytułowanych zawodników zakończyła sportową karierę. Przyszedł czas na nowe rozdanie. Mieliśmy jednak swoje powody do optymizmu. W lipcu 2017 roku nasi juniorzy zdobyli mistrzostwo świata w Czechach. Kilku z nich odważnie zaczęło pukać do dorosłej kadry (ostatecznie powołanie na bułgarsko-włoski turniej otrzymali Bartosz Kwolek i Jakub Kochanowski – który był jednym z odkryć mistrzostw). Od dłuższego czasu trwały poszukiwania nowego trenera. Jednym z poważniejszych kandydatów do objęcia tego prestiżowego stanowiska był nasz były reprezentant Piotr Gruszka.

Ostatecznie postanowiono dać szansę zagranicznemu szkoleniowcowi. Wybór Vitala Heynena okazał się strzałem w dziesiątkę! Belg to nietuzinkowa postać w siatkarskim świecie. W swoim CV ma prowadzenie reprezentacji Niemiec (trzecie miejsce na MŚ w Polsce w 2014 roku) i narodowej kadry Belgii. Ponadto dał się poznać jako wysokiej klasy trener klubowy – od 2016 roku prowadzi renomowany niemiecki VfB Friedrichshafen. Heynenowi mocno zależało na pracy z polską kadrą. Nie miał wielkich oczekiwań finansowych. Zastrzegł jednak, że nie zamierza rezygnować z pracy w niemieckim klubie, zapewniając przy tym, że bez problemu będzie w stanie pogodzić oba zajęcia. Według medialnych doniesień, 49-latek zgodził się zarabiać ok. 6 tysięcy euro miesięcznie. W lutym, jeszcze przed ogłoszeniem nominacji, Heynen na spotkaniu w Polskim Związku Piłki Siatkowej wręczył działaczom czekoladki w kształcie medali olimpijskich. Upominku nie dostał jedynie prezes Jacek Kasprzyk, któremu Belg obiecał oddanie prawdziwego medalu. Nikt nie spodziewał się, że już po kilku miesiącach, dotrzyma obietnicy, wręczając Kasprzykowi krążek w najcenniejszym kolorze – złotym.

Głównym zadaniem, jakie powierzono Heynenowi, było zbudowanie nowej drużyny i awans do Tokio na igrzyska olimpijskie (2020 rok). Podczas mistrzostw świata nasze aspiracje krążyły wokół najlepszej szóstki turnieju. O medalach nie mówiono głośno, bowiem każdy zdawał sobie sprawę, że drużyna jest w fazie przebudowy. Charyzmatyczny Belg błyskawicznie odnalazł się w naszym kraju. Postanowił szybko wziąć się do nauki języka polskiego. Równie szybko zyskał świetny kontakt z mediami. Postanowił nawet zorganizować dla dziennikarzy specjalny siatkarski trening, żeby żurnaliści przed nadchodzącym mundialem zbliżyli się do drużyny. W trakcie meczów mistrzostw świata dał się poznać jako ekscentryk. Nie rozstawał się na krok ze swoim tabletem, na którym tylko on jeden wie, czego szukał przez całe mecze. Wyglądał tak, jakby kilka minut temu wstał z łóżka – jego poczochrane włosy i mętny wzrok wzbudzały jednak ogromną sympatię, zwłaszcza że od początku mistrzostw stały za Belgiem wyniki. Kiedy brał czas dla naszej drużyny, zdarzało mu się nie rzucić w stronę swoich podopiecznych ani jednej uwagi. Mimo pozornego dystansu do całego turnieju, w środku przeżywał ogromne emocje. Sport jest dla Heynena całym życiem. W wolnych chwilach – których z własnego wyboru praktycznie nie ma – lubi oglądać siatkarskie pojedynki z niższych lig, twierdząc, że cały czas szuka nowych rozwiązań, aby jego drużyny nie miały sobie równych.

...a wrócił ze złotem!

W pierwszej fazie grupowej Biało-Czerwoni byli nie do zatrzymania. Wygraliśmy wszystkie mecze, pokonując kolejno Kubę, Portoryko, Finlandię, Iran i Bułgarię. Polacy grali z lekkością, odprawiając z kwitkiem kolejnych rywali. Czuć było powiew świeżości w naszym zespole. Powoli rozkręcał się Bartosz Kurek, który ze szczytem formy czekał jeszcze na decydujące spotkania. Dla 30-latka był to wyjątkowy turniej. Urodzony w Wałbrzychu sportowiec mocno przeżywał sytuację sprzed czterech lat, kiedy nie dostał powołania na mundial od Antigi. Nasz atakujący chciał pokazać, że zasługuje na to, żeby być w drużynie podczas najważniejszych imprez. Udało mu się to udowodnić w najlepszy sposób! Kurek, podobnie jak cztery lata wcześniej Wlazły, został wybrany na MVP mistrzostw, a cały siatkarski świat był pod wrażeniem piorunujących ataków, jakimi straszył kolejnych rywali.

Fot. PAP/Maciej Kulczyński

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.