Disco pobojowisko

Angora - - Pisane Po Śniadaniu - Z ŻYCIA SFER POLSKICH Henryk Martenka

I stała się jasność... Trawestacja biblijnego przesłania trafnie opisuje powyborczą rzeczywistość. Mimo że II tura jeszcze trwa, wiadomo już, kto gdzie rządzi. Przeciwnicy wrzasnęli nawet: – Wygraliśmy! Wzbudziło to wesołość, wszak wygrać może jeden, ale jak wiemy, polityka to taka franca, że można przegrać, nawet będąc zwycięzcą. Przekonanie, że walczący jak o życie PiS nie ma zdolności koalicyjnej, napełniła niezasłużoną dumą liderów PO, czy raczej KO (zabawne, ale ten akronim po angielsku znaczy knock out, czyli nokaut). Schetyna, wódz znokautowanych, ogłosił od razu, że koalicja z paniami Lubnauer i Nowacką okazała się „najlepszym i najbardziej skutecznym antypisem”, bo wygrała w wielu miastach, co tylko potwierdza, że gość boleśnie nie rozumie, co to opozycja. Gdyby jednak zmusił się, by zrozumieć, niech spojrzy na liczby: ile województw koalicja straciła i ilu wyborców przybyło PiS-owi. W ilu sejmikach władza KO ostatecznie zależy od SLD, PSL, Mniejszości Niemieckiej, Bezpartyjnych Samorządowców itp. Upojony Schetyna i jego koalicjantki wydmuszki przypominają chwilami Jarosława Kaczyńskiego, który nocą na lotnisku ogłaszał triumf Beaty Szydło, gdy wracała z Brukseli po sromotnym laniu 27 do 1.

Chociaż motorami wyborczymi – niestety! – są w Polsce partie, niekiedy decydujące znaczenie miały osobowości kandydatów. Bywało, że kandydat partii szkodził, bywały też przypadki, że partia jemu szkodziła, a ten mimo wszystko nieźle sobie radził. Nie musiała zabiegać o partyjne wsparcie Anna Bogucka z Czyżewa na Podlasiu. Jej nie zaszkodziła przynależność do PiS, a zdobyła ponad 90 procent głosów. Pani Anna wygrałaby nawet wtedy, gdyby startowała z listy Schindlera, podobnie jak żadna partia nie była potrzebna Frankiewiczowi, prezydentowi Gliwic, by wygrał po raz ósmy. Prezydentowi Wiśniewskiemu w Opolu też potrzebna nie była.

Koalicja Obywatelska cofnęła poparcie kandydatowi na prezydenta Legionowa Romanowi Smogorzewskiemu, bo gębę ma niewyparzoną, a mimo to, ony Smogorzewski wygrał w cuglach w I turze. Była mu więc partia do czegoś potrzebna, czy nie była? Czy prezydentowi Lublina Żukowi Koalicja Obywatelska pomogła, czy zaszkodziła w imponującej reelekcji? Fakty pokazują, że ani jedno, ani drugie. A wiemy, jak partia potrafi pętać umysły... Ofiarami waśni podlaskich mężów stanu – Jurgiela i Zielińskiego (przy nich Henry Kissinger to sprzedawca waty cukrowej) – padli kandydaci do prezydentury Łomży: prezydent Chrzanowski i jego wcześniejsza zastępczyni Agnieszka Muzyk. Żeby drugiej oczyścić przedpole, wywalono pierwszego z PiS-u, co ludziom się nie spodobało, więc na niego zagłosowali. Wygrał, ale będzie II, bratobójcza tura. Efektowniejszy przykład, do czego prowadzą partyjne intrygi, to podłódzki Działoszyn, gdzie o stanowisko burmistrza walczyło dwoje chętnych. Gdy jednego, Rafała Draba, skreślono z listy, bo się podszywał pod PiS, z którego wcześniej go wylano, została na placu Mariola Paśnik. Ale przeciw niej zagłosowało 70 procent wyborców! I kto mówi, że nie ma w Polsce demokracji...

Na pohybel prezydentowi Gdańska Pawłowi Adamowiczowi jego macierzysta partia (której był ojcem założycielem!), bezprzytomnie śniąca sen o potędze, wystawiła własnego kandydata, który przerżnął wybory, mimo że nazywał się jak miejscowe lotnisko. Gdańsk czeka więc II tura, a w niej udział weźmie znany z nazwiska, acz nieznany z czegokolwiek więcej Kacper Płażyński. Pewnie przegra, aliści jego porażka będzie niczym przy prestiżowej klęsce Koalicji.

Ze znanymi nazwiskami różnie bywa... „Towarzyszka panienka” Monika Jaruzelska została jedyną (!) lewicową radną miasta stołecznego Warszawy. Ponoć wyciągnął ją z (lewego) rękawa Leszek Miller, twardziel nadal trzymający w swych szatach różne dziwy (strach pomyśleć, skąd Miller wcześniej wyciągnął Magdale- nę Ogórek)... Znana wyłącznie z nazwiska ambitna siostra premiera Morawieckiego przegrała ze sprawdzonym prezydentem Obornik Śląskich, kojarzonym z wrogami PiS-u. Okazuje się zatem, że gładka gadka pana Mateusza na Dolnym Śląsku wrażenia nie robi. Czemu więc Koalicja przerżnęła tu wybory do sejmiku z PiS-em stosunkiem 12 do 14? Też nie miała nic ciekawego do zaproponowania? W ostoi Schetyny?

Frapujący sam w sobie jest przypadek prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej, która zdobyła ponad 70-procentowe zwycięstwo dzięki... PiS-owi. Zdanowska, mająca poparcie Koalicji (ale i prawomocny wyrok grzywny), według PiS-u nie będzie mogła objąć mandatu, więc łodzianie masowo głosując, pokazali PiS-owi, gdzie się zgina dziób Sasina... Niemniej popularnej w Łodzi Hance grozi ścięcie, bo toporem wymachuje pisowski wojewoda. Kwaśniewski już wieszczy rewolucję, choć Miller sugeruje, aby prezydent Duda ułaskawił Zdanowską. A czemu by – przy okazji – nie ułaskawić dwukrotnego wójta Daszyny (też Łódzkie) Zbigniewa W., który – choć garuje pod celą – to wystartował w wyborach i osiągnął lepszy wynik niż cnotliwa Wassermannówna w Krakowie.

Wyborcze disco pobojowisko najdosadniej ilustruje przykład Poznania, gdzie PiS obiecał swym wyborcom czysty Zysk, a mimo to wygrał w I turze dotychczasowy prezydent Jaśkowiak. Bo poznaniacy wiedzą dobrze, że lepiej mieć wróbla w garści niż gruszkę na wierzbie...

henryk.martenka@angora.com.pl

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.