Kto ukradł miasta?

OGÓREK PRZECZYTA WSZYSTKO

Angora - - Eks - Cytacje - KRYSPIN KRYSTEK

Wybory samorządowe pokazały, że polskie miasta składają się w większości z komunistów i złodziei. Grasują oni w wielkich grupach liczących setki tysięcy osobników, którzy napadają i opanowują lokale wyborcze, wycinając w pień kandydatów nieskazitelnie patriotycznych, którym przywództwo tych miast się należy.

W Łodzi komunistów i złodziei jest 70 procent. Jak pozostała garstka ma sobie dać z nimi radę? Zdaje się, trzeba będzie wprowadzić stan wojenny i komisarzy.

Inne miasta nie lepsze. W Warszawie, Poznaniu, Lublinie, Bydgoszczy, Rzeszowie, ba, nawet w Częstochowie – komuniści i złodzieje stanowią większość. Tak też wyniki wyborów zostały przyjęte przez portal wPolityce.pl, gdzie napisano wprost: „Warszawa, Poznań, Łódź czy Legionowo utrwaliły dziś najgorszy stereotyp Polaka: cwaniaka, złodzieja i kombinatora”. Szczególna radość musiała zapanować w Legionowie, które to miasteczko zaliczono dzięki temu do metropolii.

Polityka pokazuje mem: Holecka czyta w „Wiadomościach” wiadomość: „Porażka Warszawy. PO wygrywa wybory”.

Felietonista Sieci – jeszcze nie znając wyników wyborów – uważał, że „oni i ich media muszą zostać z Polski wymieceni”. W takiej sytuacji z całej Łodzi z trudem uda się sklecić zaledwie kilka ulic. Również wiele dzielnic Warszawy i Poznania – aby zadowolić felietonistę – będzie musiało się wynieść; Polska się wyludni. Puck przestanie istnieć, bo tam nie ma już dosłownie nikogo do zostawienia.

Jak to się stało, że wszędzie tam nie mieszka suweren, tylko społeczne męty? Jak dobre państwo może uchronić miasta opanowane przez zagnieżdżoną w nich patologię? Będziemy obserwować. Partyzantka działa tym razem w miastach. Wioski i przysiółki, polany leśne i ostępy, stanowiące tradycyjnie schronienie dla takiego ruchu oporu w Polsce – są zdrowe. Spiskowcy ostentacyjnie przebywają wszędzie na rynku, opanowują główne ulice, i to już poczynając od skupisk 20 tysięcy mieszkańców.

Aż takiej rewolty w miastach nikt nie przewidział – nawet ci, co jej dokonali. Może sprowokował to kandydat rzucony na Warszawę Jaki, uświadamiając mieszkańcom, że sytuacja przypomina powstanie warszawskie? Pospolite ruszenie rzuciło się do obrony swojej stolicy przed przeważającymi siłami okupanta w każdym regionie.

Sami zwycięzcy nie zdawali sobie sprawy ze swojej siły. Do historii przejdzie okładka Newsweeka, która szykuje czytelników na drugą turę już rozstrzygniętych wyborów w Warszawie. Okazuje się, że poległy już od pierwszego sztychu Patryk Jaki przekonał do siebie dużo bardziej redakcję niż wyborców. Wyraźnie Newsweek dał się nabrać na wizyty Jakiego w kampanii wyborczej w piekarni o piątej rano dużo bardziej niż obywatele, po których (głosy) przyszedł.

Z tego, co pisze tygodnik Wprost, wynika jasno, że cały szturm szykowany był na drugą turę. To, że uniknęliśmy zapowiadanych przez Jakiego kolejnych dwóch debat, nie jest jedyną dobrą wiadomością dla wyborców. Zmarnowały się haki, jakie przygotowano na polityków PO. „Imprezy w Western City w Karpaczu z udziałem polityków tej partii odbywają się regularnie, są tam narkotyki i seks – to żadna tajemnica” dla osławionego Marka Falenty, który zapowiada jakieś kolejne nagrania, z którymi nie ma naturalnie nic wspólnego, tak jak i z poprzednimi, za które (nie) odsiaduje kary więzienia.

Do swojej przegranej najlepiej przygotował się tygodnik Sieci, już przed wyborami przybierając żałobny ton. Jeszcze przed głosowaniem znaleźli też przyczyny łupnia: „machina narracyjno-propagandowa III Rzeczypospolitej odzyskała siły, zdolne narzucać totalny przekaz, organizować dowolne prowokacje i nagonkę”.

Dlaczego jednak machina propagandowa IV Rzeczypospolitej – w tym Sieci – osłabła? Tłumaczą to niejasno. Kiedy nawet CBOS odnotowało „wyraźny spadek poparcia (przed samymi wyborami – przyp. MO), były powody do obaw. PiS odpowiedziało sięgnięciem po broń atomową, czyli spotem w sprawie imigrantów. Ale nie wypaliło, proch był mokry”. Broń atomowa na proch pokazuje stan uzbrojenia.

Najbardziej nieprzydatne okazały się media publiczne, zwane narodowymi, które mimo zmasowanego poparcia kandydatów PiS doprowadziły ich do klęski na ogół w pierwszej turze. Oba pojawiające się wytłumaczenia są dla TVPiS jednakowo kładące. Pierwsze mówi o tym, że ludzie głosowali telewizji tej na przekór. Wychodzi na to, że im bardziej ona kogoś popiera, tym bardziej mu szkodzi.

W innej wersji przekaz TVPiS na przebieg wyborów był jednak obojętny, bo nikt – oprócz najwierniejszych wyznawców – jej już nie ogląda, a jeśli nawet ogląda, to żeby się pośmiać.

Z całego koncernu jedno państwowe Radio Kraków podobno w wyborach na prezydenta popierało nie PiS, a urzędującego tam Majchrowskiego, bo ten ładuje w nie duże pieniądze. No i też w Krakowie popierany przez państwowe radio Majchrowski od razu zaczął mieć gorszy wynik.

PiS odbił niektóre sejmiki wojewódzkie, ale bez siedzib tych sejmików. Będą one tam rządzić jakby na wygnaniu. Jak wskazuje Polityka: „wypchnięty z dużych miast PiS zawsze będzie skazany na poważne ograniczenia, prowincjonalizm i ułomność swojej władzy”.

Rząd przypisuje odbicie sejmików wojewódzkich czarowi premiera Morawieckiego, który pokazał się tam wszędzie w kampanii wyborczej. Ciekawe, że ten czar nie działa tam, gdzie Morawiecki jest na stałe. powołując się na swoiste obciążenie genetyczne. Teza absurdalna? Pewnie nie do końca, jeżeli co chwilę słyszymy apologetów dewiacyjnych zachowań ludzi w sutannach, którzy starają się bagatelizować, albo – co gorsza – rozgrzeszać takowe zdarzenia bez koniecznej pokuty.

Autor przytoczonego przeze mnie listu po słowach uznania dla biskupa opolskiego w zakończeniu pisze:

„Nie wiem, na co liczą inni biskupi. Może spadek uczestników niedzielnych mszy poniżej 30 proc. jest jeszcze za mały? A może wierni są im niepotrzebni do kiszenia się we własnym sosie zakłamania?”.

Po dziś dzień pamiętam bolesny (jedyny zresztą) policzek od mojej smutnej matki i na zawsze będę pamiętał jej słowa: „W życiu zdarzają się nam czyny, za które winniśmy się wstydzić, ale dalece gorsze jest to, gdy do tego wszystkiego dokładamy kłamstwo, że nic się nie stało”.

W życiu Kościoła zdarzają się czyny, za które trzeba się zwyczajnie wstydzić i zakłamywanie rzeczywistości, że to tylko nieistotny margines, nie załatwi sprawy. (kryspinkrystek@onet.eu)

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.