Zbigniew Nęcek i Li Qian

Angora - - Ping-pong - MACIEJ WOLDAN

w postaci deserów był dla mnie czymś nowym i od razu mnie zachwycił – wspomina „Mała”.

W Polsce Li Qian przeżyła także wspaniałe chwile niezwiązane ze sportem. W kraju nad Wisłą cztery i pół roku temu na świat przyszedł jej synek William. Ojcem dziecka jest jej mąż Tian Zichao, który oczywiście również związany jest z tenisem stołowym. W przeszłości trenował młodzieżową reprezentację Belgii, a obecnie pracuje z jednym z chińskich zespołów. Najważniejsi mężczyźni w życiu „Małej” mieszkają teraz w Chinach. 32-letnia Li Qian jest z nimi w stałym kontakcie telefonicznym i stara się latać do swojej ojczyzny tak często, jak tylko pozwala jej na to sportowy grafik. – William jest naprawdę super, jest dla mnie jak wnuk! Zdaję sobie sprawę, że taka rozłąka nie jest prosta, ale mamy z „Małą” swoje sportowe cele i marzenia, więc musieliśmy to wszystko jakoś poukładać. Przez większość czasu „Mała” żyje w Europie, dlatego niezwykle cenna jest pomoc dziadków, którzy są na miejscu w Chinach i wychowują Williama, przez co wspierają nas w realizowaniu sportowych planów – opowiada Nęcek. Tenisistka nie wie jeszcze, gdzie osiądzie po zakończeniu sportowej kariery: – Nie myślę jeszcze o tym, staram się skupiać na najbliższych celach, kroczek po kroczku. Nieważne gdzie, najważniejsze, żeby zamieszkać w końcu razem z mężem i dzieckiem. Nawet w hotelu! Chociaż muszę przyznać, że Tarnobrzeg to naprawdę spokojne, fajne miasto do życia...

Na prośbę o porównanie popularności ping-ponga w Chinach i w Polsce Li Qian kręci głową z nieodłącznym uśmiechem, wyjaśniając mi, że to kompletnie inny świat: – W Chinach wszyscy grają w tenisa stołowego. Najlepsi zawodnicy na świecie pochodzą z Chin, ale także mnóstwo ludzi gra amatorsko. Wszędzie można uprawiać nasz narodowy sport: w szkołach, na ulicach, w parkach. Kelnerzy, kończąc pracę w restauracji, wyciągają rakietki i grają w ping-ponga. Do dyskusji włącza się trener: – W Pekinie jest wielki uniwersytet tenisa stołowego, niczym nasz Uniwersytet Jagielloński, więc trudno silić się na jakiekolwiek porównania. Tam cały kraj żyje tym sportem.

Z „Małą” na podbój Europy!

Jak doszło do tego, że Nęcek zdecydował się ściągnąć do Polski właśnie Li Qian? – Miałem ambicję, żebyśmy z powodzeniem grali w europejskich pucharach. Drużyna potrzebowała wzmocnień. Miałem znajomości w Chinach, nawiązaliśmy współpracę. Zanim „Mała” przyleciała do Tarnobrzega, kilka zawodniczek z Azji było przed nią na testach. Jednak trener cały czas szukał, licząc, że trafi na wielki talent. Jedna z zaprzyjaźnionych chińskich trenerek poleciła mu piętnastolatkę Li Qian. – Od razu czułem, że to będzie ta! – mówi trener. Chinka doskonale radziła sobie w kolejnych turniejach, rozwijając pod skrzydłami Nęcka swój talent. Po pewnym czasie do Tarnobrzega przyjechał z wizytą tata zawodniczki: – Jeździł z nami na zawody, pokazaliśmy mu miasto. Był bardzo pozytywnie nastawiony do Polski. Wtedy na poważnie zaczęliśmy rozważać temat obywatelstwa. Władze PZTS zainteresował ten pomysł, a „Mała”, która nie zwalniała tempa i grała jak z nut, dawała mocne argumenty, żeby dołączyć do reprezentacji. W październiku 2007 roku Li Qian odebrała z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego polski paszport i z marszu została liderką Biało-Czerwonych.

Zbigniew Nęcek to nietuzinkowa postać. Widać, że sport jest dla niego całym życiem, a o niuansach w tenisie stołowym mógłby rozprawiać godzinami. Z KTS-em Enea Siarka Tarnobrzeg zdobył 27 (!) mistrzostw Polski. Klub z Podkarpacia z Nęckiem u steru stał się uznaną marką w Europie, gdyż świetnie radzi sobie w Lidze Mistrzyń. Na początku września szkoleniowiec powrócił do trenowania kobiecej reprezentacji Polski. Kiedy kilka tygodni temu prezes Polskiego Związku Tenisa Stołowego Dariusz Szumacher zaproponował mu pracę (Nęcek był już w przeszłości selekcjonerem), nie wahał się ani chwili. – Byłem zaskoczony, ale decyzja zapadła szybko. Nie jest łatwo pogodzić pracę w klubie i reprezentacji. Dotychczas miałem mnóstwo na głowie, teraz obowiązków jest o wiele więcej, ale reprezentacji się nie odmawia! Najważniejszym zadaniem, które postawiono przed nowym-starym trenerem, jest przygotowanie reprezentacji do Igrzysk Olimpijskich w Tokio w 2020 roku.

Ponowny debiut w roli selekcjonera był dla Nęcka wymarzony. W Hiszpanii jego podopieczne spisały się kapitalnie, zdobywając złoto (Li Qian) i brąz ( Katarzyna Grzybowska-Franc). – Alicante jest przepiękne, przez moment poczułam, że jestem na superwakacjach. Po chwili powiedziałam sobie, że może i kiedyś przyjadę tu wypocząć, ale nie teraz! Postanowiłam skupić się na grze i krok po kroku wygrywałam mecz za meczem, aż awansowałam do półfinału. I wtedy czekało mnie najtrudniejsze zadanie... – wspomina „Mała”. Widać, że nadal przeżywa swój wielki turniej zakończony – mówi z optymizmem Kinga Szymańska.

Czas na Tokio

Li Qian była pierwszą w historii tenisistką stołową reprezentującą nasz kraj na igrzyskach olimpijskich. Występ w Pekinie (2008 rok) był dla niej spełnieniem marzeń: – Pamiętam, że kiedy jako mała dziewczynka zaczęłam trenować tenisa stołowego, już myślałam o igrzyskach. To było jak sen – długo nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Nie byłam wtedy jednak dobrze przygotowana, brakowało mi doświadczenia. Był też ogromny stres. Chciałam wypaść jak najlepiej, a wychodziło odwrotnie. Katastrofa! Cztery i osiem lat później „Mała” ponownie zameldowała się na igrzyskach – w Londynie, a potem w Rio de Janeiro. Teraz szykuje się do czwartego podejścia. Trener Nęcek jest spokojny: – Po tym jak pięknie „Mała” poradziła sobie w Alicante, nie boimy się myśleć o wielkich rzeczach w Tokio. Bo przecież „Mała” jest wielka! maciej.woldan@angora.com.pl

Fot. Morel/Forum

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.