TELEWIZOR POD GRUSZĄ

Angora - - Prosimy Powtarzać - ANTONI SZPAK

Nic mnie tak nie cieszy, nie podnosi na duchu, jak zadowoleni z siebie wybrańcy narodu. Ostatnio widziałem ich wielu w telewizji podczas wieczoru wyborczego. Byli tak uradowani i rozkoszni, że nie mogłem od nich oczu oderwać. Gapiłem się jak sroka w gnat... Tfu, wróć – jak szpak w pięćdziesiąt groszy i upajałem się tą atmosferą panującą w sztabach wyborczych. Było to dla mnie wyjątkowo ekscytujące przeżycie. Z tłumu różnej maści prominentnych partyjnych dygnitarzy najbardziej przypadł mi do gustu i zachwycił swoim wystąpieniem pierwszy sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Prawo i Sprawiedliwość Jarosław Kaczyński. Ojciec, matka, wuj i ciotka narodu polskiego. On, nawet gdy nic nie mówi, jest wymowny. Z twarzy Jarosława można czytać jak z otwartej księgi. Nie dziwota, że towarzysze partyjni wpatrzeni są w swojego Pana i Władcę jak w obrazek. Przytakują mu, biją pokłony i wzorem braci Karnowskich chłoną każde jego słowo. Dzięki temu nawet taki Tarczyński wie, co ma mówić w czasie radiowych i telewizyjnych dyskusji. Żaden dziennikarz nie zbije go z pantałyku, ponieważ on wypowiada się tylko na bazie, po linii, z ramienia. Podczas wieczoru wyborczego Jarosław Wszechmogący, jak na lidera przewodniej siły narodu przystało, nie owijał w bawełnę, tylko oświadczył wszem i wobec, iż jego formacja po raz kolejny zwyciężyła w wyborach. Ten wielki na miarę wzrostu prezesa sukces przyjęto w sztabie wyborczym PiSlamistów z uznaniem i należną pokorą. Bez egzaltacji. Szampany nie strzelały, triumfalnych okrzyków nie wznoszono. Na eksplozję radości przyjdzie jeszcze czas – zapewniał Kaczyński. Zwycięstwo w wyborach samorządowych to tylko kolejny krok na drodze do wytyczonego przez Jarosława Polskęzbawa celu. A jest nim „Jeden Naród, Jedna Partia, Jeden Wódz!”. Musimy przerwać ten kaczystowski marsz, dopóki nie jest za późno. Za rok mamy wybory parlamentarne. Możemy odebrać im władzę. Wystarczy zmobilizować się i zjednoczyć. Tylko tyle i aż tyle!

Znani malarze w anegdocie

Pewien znajomy Chełmońskiego, spotkawszy artystę na ulicy, zawołał z radością:

– To wspaniałe, że z samego rana spotykam tak porządnego człowieka jak ty... A na to Chełmoński: – Ha! Masz więcej mnie...! szczęścia ode

*** Witkacy zapytał raz klienta: – Czy podoba się panu pański portret? – Jeśli mam być szczery, to muszę powiedzieć, że nie uważam, aby był arcydziełem sztuki.

– Ależ pan również nie jest arcydziełem natury! – zawołał oburzony artysta.

*** Tichy (malarz, ceramik) znany był ze złośliwych powiedzonek. Pewnego razu jeden z jego kolegów poskarżył mu się:

– Wiesz, poniosłem wczoraj dużą stratę. Synek wrzucił mi do ognia teczkę z moimi rysunkami. – A w jakim wieku jest twój synek? – Ma cztery lata. – No, no, taki na sztuce... mały i już się zna

*** – Drogi mistrzu, w jaki sposób tworzy pan swoje arcydzieła? – spytano raz rzeźbiarza Edwarda Wittiga.

– To bardzo proste – odpowiedział. – Biorę kawał marmuru i odłupuję wszystko, co jest zbyteczne...

*** Pewna modelka znana z ciętego języka zgodziła się pozować początkującemu podówczas Weissowi.

– Proszę się rozebrać – powiedział malarz. – Chcę obejrzeć pani figurę.

– Chętnie, ale wpierw niech mi pan pokaże swoje szkice. Chcę się przekonać, czy w ogóle warto się rozbierać...

*** Wkrótce po pogrzebie swojego przyjaciela Żuławski (malarz, grafik) odwiedził młodą przystojną wdowę i zaczął się do niej zalecać.

– Mój drogi, mógłbyś przynajmniej poczekać, aż zdejmę żałobną suknię – szepnęła wdowa.

– Dobrze, ale minut... najwyżej dziesięć Internet Zebrał: RK

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.