Dywizjon 00

Putin ma okazję, żeby zaatakować Polskę, bo przez PiS co trzeci samolot Sił Powietrznych RP jest uziemiony.

Angora - - Dobra Zmiana -

W lipcu pod Pasłękiem rozbił się Mig-29 z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku. Pilot zdołał się katapultować, zanim maszyna wyrżnęła w glebę, ale nie przeżył. Z powodu podejrzenia, że system katapultowania nie zadziałał prawidłowo, podjęto decyzję o zawieszeniu lotów wszystkich statków powietrznych wyposażonych w fotele typu K-36. W praktyce oznaczało to, iż nie latały Migi-29 i Su-22. W ten sposób 47 samolotów (czyli połowa polskiego lotnictwa) zostało wyłączonych z możliwości użycia w boju.

W drugiej połowie września Su-22, przestarzałe myśliwce, nadające się najwyżej do rozpieprzenia celu w postaci fury sterczącej na pustkowiu, wznowiły loty, ale nowocześniejsze i znacznie przydatniejsze na współczesnym polu walki migi są uziemione do dziś.

MON tłumaczy, że Su dopuszczono do lotów, bo naboje używane przy katapultowaniu do odpalania fotela pilota zostały sprawdzone i nie budzą zastrzeżeń, natomiast w przypadku migów sytuacja wciąż jest niejasna, bo dotychczas nie ustalono przyczyn śmierci pilota pod Pasłękiem. „Decyzja o wznowieniu lotów na samolotach Mig-29 zostanie podjęta po ustaleniu przyczyn zdarzenia oraz realizacji przedsięwzięć profilaktycznych zaleconych przez Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. W związku z powyższym, na chwilę obecną nie jest możliwe podanie terminu przywrócenia ww. samolotów do służby” – zakomunikował rzecznik prasowy dowództwa rodzajów sił zbrojnych. Sęk w tym, że po czystkach dokonanych przez Macierewicza komisja badania wypadków lotniczych nieprędko się dowie, dlaczego doszło do tragedii.

Pierwszym ruchem Macierewicza po przekroczeniu progu ministerialnego gabinetu była wymiana kadr zajmujących się bezpieczeństwem lotów, a jedynym kryterium do zwolnienia bądź zachowania posady był stosunek do katastrofy smoleńskiej. Oficerowie, którzy nie chcieli firmować sztucznej mgły, bomb termobarycznych i opowieści o doskonałym wyszkoleniu polskich pilotów, wylecieli na pysk, a na posterunku pozostali zwolennicy pękających w szwach parówek i mitów, że polski lotnik jest debeściakiem lądującym we mgle nawet na drzwiach od stodoły. Dzięki temu śmiałemu manewrowi pozbyto się doświadczonych, znających się na bezpieczeństwie pilotów, zastępując ich oderwanymi od rzeczywistości mitomanami.

Efekt: wypadków i incydentów lotniczych nie ma kto badać, a co za tym idzie – w niekreślonym przedziale czasowym Polska może liczyć wyłącznie na 48 „Jastrzębi” F-16 i 18 nadających się na żyletki Su-22, bo migi wystartują nieprędko.

Resort próbuje bagatelizować sytuację, gdakając o nikłej wartości bojowej uziemionych samolotów i potrzebie zastąpienia ich nowoczesnymi maszynami, ale wojskowi nie ukrywają, że problem jest poważny, bo 1/3 statków powietrznych będących na wyposażeniu sił powietrznych nie spełnia zasadniczej funkcji, czyli nie lata. A to niedobrze. I nie chodzi tylko o godzinę „W”, choć z pewnością to dobra okazja, żeby napaść na Polskę i sprawdzić wyszkolenie legendarnych oddziałów obrony terytorialnej.

Polska ma zobowiązania wynikające z przynależności do NATO, a ich realizacja wymaga posiadania samolotów i załóg zdolnych do lotów i wykonywania zadań bojowych. Np. od 1 stycznia 2019 r. biało-czerwoni mają brać udział w misji Baltic Air Policing, polegającej na obronie nieba nad Litwą, Łotwą i Estonią, krajami nieposiadającymi własnego lotnictwa wojskowego. Plany przewidywały, że zadanie wykonają w przeszłości wykorzystywane do tego celu Migi-29. Wiadomo już, że z powodu przeciągającego się uziemienia nie polecą.

Bo nawet gdyby jakimś cudem komisja badania wypadków lotniczych przyspieszyła i doszła do wniosku, że mogą wznieść się w powietrze, zabraknie czasu na odświeżenie uprawnień i umiejętności pilotów.

Lotnicy od czterech miesięcy nie mieli steru w łapach, utracili nawyki pilotażowe oraz operacyjne i nie nadają

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.