Chłopiec, dla którego świat stracił głowę

Angora - - Witryna - MARTYNA SŁOWIK ZBIGNIEW ROKITA WOJCIECH ANDRZEJEWSKI

z Ameryki Północnej, jidisz czy tswana z południa Afryki. To jedno z co najmniej trzech wydawnictw na świecie, które specjalizuje się w wydawaniu tej książki w najrozmaitszych językach.

– Wszystko zaczęło się, gdy sam przełożyłem „Małego Księcia” na niemiecki dialekt palatynacki w 1998 r. – opowiada Sauer. – W Edition Tintenfass jest więcej idealizmu niż chęci zysku. Jesteśmy dumni, że możemy dołożyć swoją cegiełkę do wsparcia małych społeczności i ochrony ich języków, szczególnie tych zagrożonych.

Przebiega to tak: Sauer szuka kolejnego języka, na który książka nie została jeszcze przełożona, następnie tłumacza i wydaje ją w nakładzie kilkuset egzemplarzy. Rocznie udaje mu się w ten sposób wypuścić od kilkunastu do 20 przekładów.

Popularności „Małego Księcia” w najrozmaitszych zakątkach globu sprzyja jego uniwersalizm. Nie ma tam odwołań do religii, nie ma też nawiązań do polityki (poza Atatürkiem). Jest humanizm i ogólnoludzkie wartości. Stąd książka znajduje miłośników zarówno w Arabii Saudyjskiej, jak i na Słowacji. Część z nich wiąże z przybyszem z asteroidy B 612 całe życie.

– Kolekcjonerzy „Małego Księcia” są w przeszło 50 krajach. Wśród najbardziej zagorzałych są prawnicy, naukowcy, piloci czy artyści. To wielka społeczność, każdego tygodnia jestem z nimi w kontakcie. Sam zacząłem zbierać wydania tej książki w 1980 r., w wieku 24 lat – opowiada Jean-Marc Probst.

W zbiorach Jeana-Marca znajduje się 4851 różnych wydań w 364 językach. Jego kolekcja wciąż rośnie, a jej kompletowanie wymaga codziennej pracy. Miłośnicy książki z całego świata – od Korei po Argentynę – donoszą mu o kolejnych wydaniach i przekładach, przekazują mu znaczne ilości egzemplarzy, on informuje następnie głównych „zbieraczy” z różnych zakątków globu o nowych wydaniach, wymienia się z nimi. Gdyby nie miał ogromnej sieci kontaktów, nie wiedziałby o przekładach na kolejne języki – niektóre ukazują się w dużych oficynach, inne w malutkich nakładach na krańcach świata. Od nas dowiedział się o zbliżającym się przekładzie na śląski. Poprosił o 20 egzemplarzy.

– Moim celem jest nie tylko zebranie wszystkich wydań „Małego Księcia” – mówi Jean-Marc. – Fundacja chce przede wszystkim umożliwić jak największej liczbie osób poznanie jej przesłania. Dlatego co roku staram się wydawać tłumaczenia na kolejne języki. Ostatnio wypuściliśmy przekłady na języki lanna z północnej Tajlandii, a w tym roku pojawią się jeszcze m.in. na język rapanui używany przez tubylców na Wyspie Wielkanocnej czy język Sundajczyków z zachodniej części indonezyjskiej wyspy Jawa. Wydawane przez Fundację Małego Księcia przekłady nigdy nie są na sprzedaż. Na przykład tłumaczenie na radżastani z prowincji Indii o tej samej nazwie mój przyjaciel i tłumacz tego wydania Sajjan samodzielnie rozprowadzał po szkołach w tamtejszych wioskach – opowiada Szwajcar.

W światowym ruchu kolekcjonerskim wiele zmienił internet. Kolekcjonerzy „Małego Księcia” się poznali, zaczęli współpracować. I żartobliwie komentować rzeczywistość – gdy w 2010 r. spustoszenie nad Europą siała chmura pyłu wulkanicznego po erupcji islandzkiego wulkanu, pojawił się mem: „Mały Książę miał rację, mówiąc, że trzeba regularnie czyścić wulkany”.

Niektórzy starają się zdobyć wszystkie edycje książki, inni – „po jednej z każdego języka”. Wśród tych drugich istnieją różne grupy. Umownie: frakcja liberalna kupuje na Amazonie, frakcja umiarkowana wymienia się przez internet, a fundamentaliści sami muszą nabyć wszystkie przekłady. Ostatni sposób zbierania jest najtrudniejszy i oczywiście wyklucza zdobycie takich wersji jak starożytny egipski czy niemiecki wariant Braille’a. Na przykład w języku abchaskim książka wychodziła dwukrotnie: w 1984 oraz w 2006 r. Żadnego z tych wydań nie sposób dostać w księgarniach. Kilka egzemplarzy drugiego nakładu posiada jeszcze córka zmarłej tłumaczki, ale na prośbę o udostępnienie jednego odpowiedziała, że wciąż nękają ją kolekcjonerzy z całego świata, a ona nie zamierza oddawać swoich egzemplarzy, gdyż to jedna z nielicznych książek przełożonych na jej rodzimy język. Pozostaje udać się do miejskiej biblioteki w Suchumi i z bombonierką w ręce poprosić o skserowanie jedynego dostępnego egzemplarza (o ile „zbieracze-fundamentaliści” pójdą na taki kompromis) – da się, sprawdzone.

–W Polsce „Mały Książę” ma niezwykłą pozycję. Chyba nie ma na świecie kraju, w którym książkę Antoine’a Saint-Exupéry’ego przetłumaczyło na jeden język aż 20 różnych tłumaczy! – opowiada informatyk Krzysztof Oskar Maciejewski, który od 1998 r. prowadzi stronę – centrum polskiego ruchu „małoksiążęcego” malyksiaze.net. Posiada też największą kolekcję w naszym kraju: przekłady na 212 języków. W Polsce „Mały Książę” doczekał się też przekładów na łemkowski („Malyj princ”), wielkopolski („Książę szaranek”), pruski („Līkuts Princis”), a wkrótce ukażą się przekłady na śląski („Mały Princ”) i kaszubski („Môłi princ”).

*** Nie wiemy, ile lat miało dziecko, które ujrzał w pociągu jadącym do Związku Radzieckiego Saint-Exupéry. Sądząc po rysunkach z książki – pewnie około pięciu. Niewykluczone więc, że prawdopodobny pierwowzór Małego Księcia, syn polskich górników, nadal żyje. Może na górniczym Śląsku? Może czyta ten artykuł i nie wie, że to o nim.

W dniach 25 – 28 października br. Kraków ponownie stał się stolicą literatury. Pomimo spadku czytelnictwa w Polsce książka najwyraźniej ma się dobrze – tak można było wywnioskować z liczącej blisko 500 metrów kolejki do kas biletowych. W deszczu i chłodzie ludzie planowali spotkania z ulubionymi pisarzami. Na 22. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie zjechało 615 autorów z kraju i ze świata.

Żeby nie stać w gigantycznej kolejce po bilet, niektórzy – być może sprytniejsi, a może i zamożniejsi – wzywali taksówki, które jako jedyne podjeżdżały pod samo wejście na targi. Później z falą ludzi wpuszczaną co jakiś czas przez ochro-

Na rzadko którym stoisku wydawnictw krajowych i zagranicznych nie było obecnego autora, który promowałby swoje książki. Nierzadko też słyszało się od wystawców – zwłaszcza tych mniejszych – szczere narzekania na potworny ścisk, jaki panował w alejkach hal targowych. Sprzyjał on takim incydentom, jaki spotkał m.in. Manuelę Gretkowską, którą okradziono, co w swoim stylu pisarka skomentowała we wpisie na Facebooku. „(...) Nieludzki ścisk i w deszczu kolejka do wejścia. Heroizm czytelników, cynizm biznesu. Jedna spryciula wyniosła walizkę towaru za 7 tysięcy. W tym i moje książki, ale nie czuję się okradziona. Państwo polskie okrada artystów skuteczniej. PO Spotkanie z Elisabeth Asbrink i Niklasem Orreniusem prowadziła Katarzyna Tubylewicz, autorka książki pt. „Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie” nę można było dopłynąć prościutko zlikwidowało ulgi podatkowe dla sztudo kas i szybciej wejść na święto czytaki. Jasne, sztuka kojarzy się im ze sztuką jących ludzi. Taksówkarze wściekali się bydła i biznesem. Artysta jest warsztatem na krótkie kursy. Ci, którzy w ten sposób napędzanym alkoholem, biedą, a talent nie zadziałali, w strugach deszczu wolno jest przedsiębiorstwem (...). Mimo tego zmierzali w tłumie do wejścia. W środku incydentu całe targi przebiegały w barczłowiek na człowieku, ale już w cieple dzo przyjaznej atmosferze. – żartowano. Zdarzało się, że w tłoku do autorów

W ubiegłym roku Francja, dwa lata temu zwiedzającym myliły się kolejki nachodząIzrael, a w tym roku gościem honorowym ce na siebie. Największa, licząca kilkaset 22. Międzynarodowych Targów Książki osób, ustawiła się do stoiska, na którym w Krakowie była Szwecja i jej autorzy. MięOlga Tokarczuk podpisywała swoje książdzy innymi Elisabeth Asbrink, autorka głoki. Niemałym zaskoczeniem dla wszystśnej książki pt. „1947. Świat zaczyna się kich – łącznie z autorką, była kilkusetteraz”, oraz Niklas Orrenius, który napisał osobowa kolejka do Agnieszki Maciąg, „Strzały w Kopenhadze”. To książka nomipromującej swoją najnowszą książkę pt. nowana do najbardziej prestiżowej szwedz„Twój dobry rok”. Ogromnym zainterekiej nagrody literackiej – Nagrody Augusta sowaniem cieszyło się stoisko, na któw kategorii „Literatura faktu” w 2016 roku, rym swoje książki – w tym najnowszą a nagrodzona Wielką Nagrodą Dziennikar„NIE MA” – podpisywał Mariusz Szczyską. Podczas spotkania z autorami poruszagieł, czarując ludzi różnymi ciekawymi no wiele problemów dotyczących przemian anegdotami. Spory ogonek ludzi ustaspołeczno-kulturowych, jakie zachodzą nie wił się także tam, gdzie swoje książki, tylko w Szwecji, ale i innych krajach Starego ale i wycinki reportaży podpisywał Jacek Kontynentu – m.in. narastającego nacjonaHugo-Bader. Wśród autorów znaleźli się lizmu. To właśnie przed nim ostrzegali autorównież nasi redakcyjni koledzy – Michał rzy, wskazując bardzo cienką granicę, jaka Ogórek i Paweł Wakuła. dzieli nas od tego, by historia rozwiniętego Oprócz pasjonatów literatury, nie brakoświata zatoczyła fatalne koło... wało łowców autografów, a było na kogo

– Jestem pod ogromnym wrażeniem „polować”... Tłum czekał na rozmownego tak ogromnej determinacji ludzi, którzy Roberta Biedronia, prof. Jerzego Bralczyznoszą kiepską pogodę i kolejki, by spoka, Jerzego Pilcha, Martynę Wojciechowtkać się z nami i naszymi książkami ską i Annę Lewandowską. – mówił Jacek Hugo-Bader, podpisując swoje prace.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.