Na podbój Europy

OGÓREK PRZECZYTA WSZYSTKO

Angora - - Eks-cytacje - KRYSPIN KRYSTEK

Już w pierwszym numerze noworocznym tygodnik Do Rzeczy wystąpił z postulatem broni jądrowej dla Polski. Co w takim razie zaproponuje w następnych tygodniach, w ramach eskalacji wyścigu zbrojeń, aż strach się nawet domyślać; na wszelki wypadek nie podsuwamy żadnych dalszych pomysłów.

Minusem propozycji jest to, że po pierwsze – nie wiadomo, skąd by taką broń jądrową wziąć, i po drugie – że nie wiadomo, co z nią zrobić. Broń jądrową musiałby nam ktoś sprezentować, bo nawet prosta elektrownia jądrowa jest poza naszym zasięgiem, co tu dopiero mówić o bombie. Może są gdzieś jakieś stare, wycofywane? Wtedy moglibyśmy je wziąć ze złomowiska, jak to robimy z czołgami czy łodziami podwodnymi nienadającymi się już do użytku w krajach pochodzenia, a które pozwalają jakoś obronić się przed całkowitym zanikiem naszej armii.

W sumie użycie takiej broni jądrowej jest mało prawdopodobne i jeśli nawet miałaby być zawilgocona albo zardzewiała, nie robiłoby to nam wielkiej różnicy. Warto by zresztą przejrzeć skażone śmieci z zagranicy, jakie różne kraje przesyłają nam potajemnie do składowania, bo może jakaś wyrzucona bomba atomowa się znajdzie.

W ostateczności zawsze można liczyć, że jakiś kraj atomowy taką bombkę nam spuści.

Gorzej z pytaniem, co mielibyśmy z nią zrobić. Prawdę mówiąc, nie wiem, jak taka bombka atomowa wygląda, ale podejrzewam, że nie jest jakoś szczególnie efektowna i nawet do pokazania na defiladzie się nie nadaje. Oddziały ułanów z głowicami końskimi lepiej by się prezentowały niż z głowicami jądrowymi.

W domyśle mielibyśmy mieć tę broń na Europę. Może jest to tylko zmyłka dla Putina, ale główny atak Do Rzeczy (jeszcze, niestety, nieatomowy) idzie na Europę.

„Europa Zachodnia ześlizguje się w degrengoladę”, a my nie możemy w takiej sytuacji stać z bronią jądrową u nogi. Ponieważ jesteśmy „ostatnią enklawą łacińskiej cywilizacji”, musimy „reewangelizować Europę oddolnie” i naszym zadaniem jest „rekonkwista cywilizacyjna”. Kierunki natarcia nakreślone są jasno: „najpierw trzeba zająć się Niemcami, a potem Francją i Wielką Brytanią”. Nie wiadomo, czy Benelux po drodze omijamy, czy jest po prostu zbyt nieważny, aby spuścić mu osobną rekonkwistę.

Jeśli takie są nasze kierunki operacyjne, to zmieniły się one od czasów Układu Warszawskiego, kiedy to Wojskiem Polskim mieliśmy opanowywać Danię. Tym razem Danii – równie niezreewangelizowanej – jednak odpuszczamy, może dlatego, że okrętów wojennych nie mamy wystarczająco nawet do opanowania Bornholmu.

Jak to będziemy robić, jeszcze nie wiadomo (jakieś wyprawy krzyżowe?), a co ciekawe – w tym ujęciu powinniśmy nawracać również Watykan równo ześlizgujący się w degrengoladę.

Są i okoliczności sprzyjające: Berlin nie powinien być wielką przeszkodą, bo w Do Rzeczy piszą o nim pogardliwie „zniewieściały”. Bardziej imponowałby nam Berlin po zęby zmilitaryzowany, tylko że wtedy przecież my pierwsi dostalibyśmy od niego w dziób i po całej rekonkwiście.

Nieco zniechęcające są doświadczenia Polaków, którzy już ruszyli zdobywać Zachód. To degrengolada i słabość Zachodu bowiem okazały się silniejsze niż oni i zmieniły raczej ich niż Polacy Zachód. Choć Polaków przeniknęło tam ze 3 miliony i jest to już wielka armia, zniewieściała Europa nie tylko się im nie poddała, ale okazała się nieugięta.

Skutki dotychczasowej ofensywy na Wielką Brytanię już zaczynamy właśnie ponosić. Zaczyna się odwrót.

Powrót naszych rekonkwistadorów z Wysp Brytyjskich bez osiągnięcia wyznaczonych celów się rozpoczyna: „falą wracających z emigracji – a tej politycy PiS spodziewają się po brexicie”. Wprost pisze o tym, że „może chodzić o pomoc w znalezieniu pracy i mieszkania”, jednak co powiedzą na to ci, co z Polski nie wyjechali, a nikt im z tego powodu nie pomaga. Wyszłoby na to, że wyjechać z Polski warto tylko dlatego, żeby się w niej lepiej urządzić.

Ewentualna pomoc państwa dla brutalnie przerwanej kolonizacji Wielkiej Brytanii przez Polaków i to, że państwo się do niej poczuwa, pokazuje, że traktowani są trochę jak powracający z przegranej wojny żołnierze.

Nie okazali się na tyle silni, aby Wielką Brytanię podbić, ani wystarczająco atrakcyjni, aby ją sobą zauroczyć. Istnieje obawa, że nie zmieniłoby tego nawet wsparcie ich bronią atomową.

Mówiąc szczerze, sytuacja wygląda jeszcze gorzej w „zniewieściałym Berlinie”. Tam desantem polskim jest ambasador Przyłębski z żoną Przyłębską z Trybunału Konstytucyjnego, która po godzinach pracy podbija Berlin jako samotny komandos. Ujawnia w tygodniku Sieci, że informuje ona niemieckie społeczeństwo, że „jesteśmy społeczeństwem głębokiej refleksji, otwartym na drugiego człowieka i posiadającym olbrzymią empatię”. Akurat Niemców jednak nie rozumiemy, a szczególnie tego, że przyjmują jak głupi tych imigrantów politycznych. Chcemy ich reewangelizować, żeby nie udzielali takim ludziom tej swojej pomocy, ale nasza „ogromna empatia” do nich nie dociera.

Europy nie udało się nam wprawdzie zdobyć, ale za to sytuacja wygląda o niebo lepiej na Antarktydzie. „Obecność polskich polarników na Antarktydzie stawia nas w rzędzie państw, które wkrótce mogą decydować o losach świata” – piszą Sieci. Trochę to trwa, bo baza istnieje od 1977 roku i na razie nic. dzień i zwierzęta miałyby święto od łańcuchów i blaszanych bud (często przerobionych z beczek po ropie).

No cóż, pewnie wielu parafialnych włodarzy uzna to za głupi pomysł, bo mają tyle ważniejszych spraw: wysokość ofiary, którą wypadałoby włożyć do koperty obok kolędowego krzyża, czy wysłuchanie tłumaczenia, dlaczego domownikom zdarzyło się być nieobecnymi na niedzielnej mszy.

No i na koniec najbardziej ważne: czy dzieciaki z należytą starannością na lekcjach religii uczą się o Panu Bogu, który ma serce przepełnione miłością...

Z pewnością tematu wrażliwości na los zwierząt nie poruszy proboszcz (pisały o tym media), któremu ostatnio odebrano owczarka z wielkim gnijącym guzem, przez który weterynarz musiał amputować mu łapę.

Ten kapłan nie będzie mógł pochwalić się wielkim sercem dla swojego czworonożnego przyjaciela, bo pomoc dla pieska przyszła dopiero wtedy, gdy uwolnił się od „ miłości” swojego opiekuna.

Stosunek do zwierząt to barometr naszego człowieczeństwa – katolików to także dotyczy. ([email protected])

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.