Tragikomedia pod Wawelem

(Angora) Czarne chmury nad Wisłą Kraków.

Angora - - Kto Czyta, Nie Błądzi -

Czarne chmury gęstnieją nad Wisłą Kraków. Jeden z najbardziej zasłużonych polskich klubów piłkarskich na skutek nieudolnych rządów nieuchronnie zbliża się do upadku. Liczone w grubych milionach złotych długi, masowo rozwiązywane umowy z piłkarzami, zawieszenie licencji na grę w Ekstraklasie i brak jasnej odpowiedzi, kto właściwie jest odpowiedzialny za dalsze losy Białej Gwiazdy. Czy Wisłę da się jeszcze uratować?

Tak źle w 113-letniej historii Wisły Kraków jeszcze nie było. W ostatnich kilkunastu dniach cała piłkarska Polska śledzi losy upadającego krakowskiego klubu. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy już w szczere intencje tajemniczych inwestorów, którzy mieli uratować Wisłę od bankructwa. „Słynny” Vanna Ly – nikomu nieznany biznesmen z Kambodży – kiedy już miał przelać obiecane 12 milionów złotych, przepadł bez wieści. O ile w normalnych realiach mało kto szydziłby z doniesień o jego poważnej chorobie, która dopadła go w trakcie lotu do Nowego Jorku (pojawiły się głosy o zawale serca), to w tym wypadku nagłe problemy Azjaty ze zdrowiem budzą jedynie uśmiech politowania. Vanna Ly kupił (a właściwie chciał kupić) Wisłę Kraków do spółki ze swoim znajomym ze Szwecji Matsem Hartlingiem. Panowie podpisali warunkową umowę z poprzednimi właścicielami, w której zobowiązali się w trybie nagłym uregulować najpilniejsze zobowiązania. Wyczekiwany przelew nie został jednak zrealizowany. Co więcej, zagraniczni inwestorzy nie wpłacili na konto klubu nawet symbolicznej złotówki, dzięki której formalnie mieli objąć rządy przy Reymonta. Farsa z upadającą Wisłą Kraków rodzi mnóstwo pytań, na które nie sposób znaleźć odpowiedzi. Skoro nie zostały spełnione podstawowe warunki, umowa nie powinna wejść w życie. Ale czy na pewno? Poprzedni właściciele klubu, czyli Towarzystwo Sportowe, są przekonani, że zostali oszukani i nie ma mowy o zagranicznych rządach. Innego zdania jest jednak Adam Pietrowski, reprezentujący w i pana Ly:

– Prima aprilis mamy w kwietniu... To niezrozumiałe, że Towarzystwo Sportowe uważa umowę za nieaktualną. Pan Mats Hartling tylko się z tego śmieje – komentował w rozmowie z portalem dziennikpolski24.pl.

Na skutek kolejnych doniesień o – delikatnie mówiąc – bałaganie w Wiśle PZPN zawiesił licencję klubu na grę w Ekstraklasie, żądając wyjaśnień, kto spra- mediach Hartlinga sterował już klubem. Czerwiński początkowo zgodził się pomóc, lecz po kilku godzinach rozmyślił się, tłumacząc swoją rezygnację... złym stanem zdrowia. Epidemia kolejnych chorób, których można się nabawić przy Wiśle, rozwija się w niepokojącym tempie...

W piątek 4 stycznia mieliśmy poznać na specjalnie zwołanej konferencji prasowej szczegóły nowego rozdania w klubie. Przed licznie zgromadzonymi dziennikarzami (tych przybyła do małe-

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.