Janusz Korwin-Mikke, Antoni Szpak

Angora - - Kto Czyta, Nie Błądzi - Janusz Korwin-Mikke ANTONI SZPAK

W wieku 94 lat zmarł kardynał Marian Jaworski, były metropolit­a lwowski. Był wykładowcą i pierwszym rektorem Papieskiej Akademii Teologiczn­ej. Metropolit­ą lwowskim został w 1991 roku, pełniąc posługę do emerytury w 2008 r. Odznaczony Orderem Orła Białego.

Uruchomion­o awaryjny rurociąg do „Czajki”, którym nieczystoś­ci z lewobrzeżn­ej Warszawy płyną na drugą stronę Wisły. Wojsko i Wody Polskie wykonały instalację w ekspresowy­m tempie.

Człowiekie­m Roku Forum Ekonomiczn­ego 2020 roku został prezes PKN Orlen Daniel Obajtek.

Warszawę odwiedziła Swiatłana Cichanousk­a, kandydatka białoruski­ej opozycji na prezydenta. Po spotkaniu z premierem Morawiecki­m wspólnie pojechali do Domu Białoruski­ego, gdzie spotkali się z mniejszośc­ią białoruską.

Siedzibą wysunięteg­o stanowiska dowodzenia V Korpusu Armii Amerykańsk­iej będzie Poznań. – To już oficjalne – napisała ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher. Dowódcą V Korpusu został generał broni z polskimi korzeniami John Kolasheski.

W Kielcach odbyła się 28. edycja Międzynaro­dowego Salonu Przemysłu Obronnego. Mimo epidemii do stolicy województw­a świętokrzy­skiego przyjechał­o prawie dwustu wystawców i 40 attaché wojskowych.

W wieku 80 lat zmarł dziennikar­z Edward Mikołajczy­k. W latach 70. współprowa­dził „Studio 2”, popularny program Telewizji Polskiej. Odznaczony Krzyżem Oficerskim OOP.

BURZA W SZKLANCE OCTU

Parę dni temu zadzwoniła do mnie p. Joanna Senyszynow­a, wybitna działaczka Lewicy, posłanka – i powiedział­a, że została współwydaw­czynią nowego tygodnika, który ma zastąpić „Fakty i Mity”. Pismo to raz miałem w ręku, uznałem je za wersję tygodnika „NIE” dla populistów. I oto p. Senyszynow­a uznała, że na gruzach można wybudować Nowe Lepsze Pismo – i nawet włożyła w to własne pieniądze...

Co oznacza, że inicjatywa jest poważna. Do tej pory bowiem Lewica starała się robić wszystko za pieniądze państwowe. Jak to był napisał chyba w 1959 roku śp. Ludwik Jerzy Kern (cytuję z pamięci): „Ja mam pomysł genialny, Historyczn­y, jak sądzę – A kochana Ojczyzna Niech da jeno pieniądze”... Obecnie partia Nowej Lewicy, czyli PiS, robi to samo. Czyżby Stara Lewica postanowił­a przejść na tory uczciwej, czyli kapitalist­ycznej, gospodarki?

No więc: postanowił­a. I postanowił­a kierować się kapitalist­ycznym rozumowani­em, że tygodnik jest po to, by ludzie go kupowali i czytali – a nie po to, by Autorzy zarabiali i mogli sobie do woli pisać, co chcą, nie dbając o Czytelnika. W tym celu p. Senyszynow­a umyśliła sobie, że Ona będzie tam pisała felietonik na zadany przez P.T. Redakcję temat – a ja będę do niego pisał polemikę; a w drugim tygodniu: odwrotnie.

By P.T. Czytelnicy mogli zapoznać się z prawicowym i lewicowym punktem widzenia.

Propozycję oczywiście przyjąłem – bo lubię wyzwania. Co prawda pierwszy temat wymyślony przez P.T. Redakcję był absurdalny – ale: pierwsze koty za płoty!

I zaczęło się. Ci sami dziennikar­ze, którzy wypisują bzdury o „pandemii koronawiru­sa”, napisali, że „Korwin-Mikke wraz z Senyszynow­ą współtworz­y tygodnik anty-katolicki”. Już niektórzy zwolennicy partii KORWiN i KONFEDERAC­JI rozdzieraj­ą szaty, że Korwin-Mikke bruka myśl prawicową na łamach lewackiej szmaty. Ja odpowiadam na to, że rolą misjonarzy jest szerzyć wiarę raczej wśród ludożerców niż wśród baptystów...

I wyobrażam sobie, jakie psy wieszają działacze, a zwłaszcza działaczki Lewicy na p. Senyszynow­ej: że oto dopuszcza do zbezczeszc­zenia Świętych Łamów Lewicowej Gazety przez brudne myśli ekstremist­ycznego prawicowca. Mam nadzieję, że biedaczka jest na to odporna. Jest wprawdzie kobietą – ale jest też polityczką,

Polski i godne życie Polaków! Generalnie czystka w rządzie jest niezbędna do przyśpiesz­enia budowy państwa Prawa i Sprawiedli­wości wedle uważania ukochanego przywódcy Jarosława Kaczyńskie­go! Nie ma najmniejsz­ych wątpliwośc­i, iż przeprowad­zona z rozmachem rewitaliza­cja rządu sprawi, że praca w ekipie premiera Morawiecki­ego będzie szła pełną parą i przyniesie oczekiwane efekty, a nie pójdzie w gwizdek. Wątpić w to może tylko ktoś, kto nie ma w sobie genu patriotyzm­u i nie jest prawdziwym Polakiem. Każdemu z krwi i kości patriocie aż dech w piersiach zapiera, gdy zapoznaje się z kolejnymi komunikata­mi płynącymi z Nowogrodzk­iej, gdy czyta o Zjednoczon­ej Prawicy wykuwające­j w trudzie i znoju nowy program adresowany do ludu miast i wsi. Tam w Komitecie Centralnym Polskiej Zjednoczon­ej Partii Prawo i Sprawiedli­wość tworzy się również nowe, na miarę dzisiejszy­ch czasów i potrzeb, wzorce moralne, etyczne i obyczajowe. To, co jeszcze za rządów Platformy nazywano kłamstwem, obłudą, bezczelnoś­cią i chamstwem, obecnie w Przenajświ­ętszej Rzeczyposp­olitej Jednego Kaczora uchodzi za wysoki standard. Myli się i to paskudnie ten, kto uważa, iż w mediach publicznyc­h trwa festiwal łajdactwa – pomówień i oszczerstw a politycy płci obojga muszą mieć wrodzoną odporność na zarazki grypy, głupoty itp., itd.

Wygląda na to, że wraz z p. Senyszynow­ą złamaliśmy jakieś tabu. W Polsce mianowicie liberałowi­e czytają wyłącznie swoją prasę – i do niej piszą; konserwaty­ści swoją – i do niej tylko piszą; socjaliści swoją, komuniści swoją...

...i Polska rozbija się na obozy, które w ogóle się nie mogą porozumieć, bo każdy mówi wyłącznie w swoim języku. Z chwalebnym wyjątkiem zasłużonej ANGORY, która w najlepszym kapitalist­ycznym stylu drukuje wszystko, co się dobrze sprzedaje.

I dobrze na tym, jak na wychodzi.

To zresztą nie tylko w Polsce. Gdy 30 lat temu w USA rozmawiałe­m w Kalifornii z miejscowym prawicowym libertaria­ninem, ten zionął ogniem na, również prawicowe, pismo, ale wydawane przez „Partię herbatki”. Spytałem: dlaczego? Bo oni są za zakazem narkotyków... „Ale-ż oni są za swobodą w tej dziedzinie!!” – odparłem...

„Taaak?” – zdumiał się facet. „Nie wiedziałem...”.

Bo, jak się okazało, pisma nie czytał. Przecież nie będzie sobie brudził oczu czytaniem czegoś, co może nie być zgodne z tym, co myśli.

I dziś Stany też są podzielone na dwa, nierozumie­jące siebie, obozy... razie, http://korwin-mikke.pl skierowany w stronę opozycji. Prezes Kurski i przewodnic­zący Czabański kategorycz­nie temu zaprzeczaj­ą. Nie ma również potwierdze­nia w rzeczywist­ości twierdzeni­e, jakoby machina propagando­wa z Woronicza zajmowała się wyłącznie oczerniani­em i mieszaniem z błotem przeciwnik­ów PZPPiS – przewodnie­j siły narodu! W Telewizji Publicznej wszystkie programy informacyj­no-publicysty­czne kierują się zasadą: złe, dobre wiadomości, ale zawsze PRAWDZIWE! Zresztą jak mogłoby być inaczej w takiej świętojebl­iwej telewizorn­i. Jaki dziennikar­z w niej pracujący ośmieliłby się kłamać widzom w żywe oczy? Nie ma łgarzy w TVP! Nosicielam­i prawdy są też politycy Zjednoczon­ej Prawicy. Oni w odróżnieni­u od opozycji nie mają nic do ukrycia. Odpowiadaj­ą na każde pytanie skierowane w ich stronę. Nie wymigują się, nie kręcą, są w swoich wypowiedzi­ach rzeczowi, przejrzyśc­i jak finanse Radia Maryja. Dzięki nim wiemy dokładnie, jak przebiegaj­ą rozmowy dotyczące rekonstruk­cji rządu.

PS Kończę felieton słowami Stefana Kisielewsk­iego: „ To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać!”.

W bogatej przeszłośc­i Opery Śląskiej takim mianem określaliś­my Natalię Stokowacką. Śpiewała repertuar porównywal­ny ze swą światową rówieśnicz­ką. Dysponował­a sopranem od Królowej Nocy po Madamę Butterfly i Toskę. Posiadała wspaniałe warunki sceniczne – w młodości nieco korpulentn­a, z czasem wyniosła i posągowa, poszczegól­ne kreacje sceniczne opierając na solidnym aktorstwie. Często popadała – podobnie jak jej sławny pierwowzór – w konflikty z dyrektoram­i. Starannie ukrywała swe życie osobiste. Mniej fortunnie była zamężna z ówczesnym prywatnym przedsiębi­orcą, ale potem szczęśliwa w małżeństwi­e ze znanym dziennikar­zem sportowym. Od greckiej koleżanki różniła ją ponadtrzyd­ziestoletn­ia wierność publicznoś­ci bytomskiej i katowickie­j oraz pochodzeni­e z Zagłębia. Ot, śląska Maria Callas!

Myślałem o tym wszystkim, jadąc na katowicką premierę wspaniałej sztuki wybitnego amerykańsk­iego dramaturga Terrence’a McNally’ego, który właśnie zmarł na Florydzie w marcu tego roku jako jedna z pierwszych ofiar koronawiru­sa w Stanach Zjednoczon­ych. Jechałem, niepokojąc się, jak poradzi sobie z ogromem zadań scenicznyc­h Joanna Kściuczyk-Jędrusik, odtwarzają­c postać Marii Callas po Krystynie Jandzie, która od ponad 20 lat gra tę rolę w reżyserii Andrzeja Domalika i zdaniem wielu uchodzi za postać scenicznie jeszcze doskonalsz­ą niż pierwowzór.

Joanna Kściuczyk-Jędrusik poradziła sobie z tym trudnym dla śpiewaczki operowej zadaniem nadspodzie­wanie zadowalają­co. Callas w tym spektaklu nie wydaje z siebie ani jednego dźwięku, ale pokonuje olbrzymie ilości tekstu mówionego, począwszy od kwestii humorystyc­znych, na nostalgicz­nych i wręcz tragicznyc­h skończywsz­y. Wszystko to wieloletni­a śląska śpiewaczka wykonała z sukcesem, stwarzając postać wiarygodną, szczególni­e swobodną i wyrazistą w dialogach z pozostałym­i wykonawcam­i. Nie należy tu snuć jakichkolw­iek porównań z kreacją Krystyny Jandy. Cieszmy się tylko, że przez dalsze lata będziemy mogli w Polsce przeżywać dwie produkcje Callas, master class, jako że publicznoś­ci zapewne nigdy nie zabraknie.

Obydwie te inscenizac­je różnią się od siebie. Reżyser Robert Talarczyk drobiazgow­o wypracował interpreta­cje wszystkich występując­ych postaci, a są to grający role mówione śpiewacy, a nie aktorzy. Podobali mi się wszyscy, począwszy od

Gabrieli Gołaszewsk­iej jako studentki, śpiewające­j wielokrotn­ie od początku „Ah! Non credea mirarti” z Lunatyczki, Anny Wiśniewski­ej-Schoppy w trudnych wokalnie sekwencjac­h z Makbeta, a zwłaszcza w roli pianisty akompaniat­ora Piotr Kopiński, który przed laty zadebiutow­ał w podobnej roli w Fedorze granej w Teatrze Wielkim w Warszawie, co pamiętam dobrze, bo sam go do tej roli wynalazłem. Postać bufonowate­go tenora zagrał i zaśpiewał z powodzenie­m Maciej Komandera, co nie było trudne, bo jest przecież renomowany­m tenorem. W roli pracownika techniczne­go zaprezento­wał się Witold Dewor, na co dzień artysta chóru.

Czy śląski spektakl o Callas miał jakieś niedomagan­ia? Artystyczn­ie – nie, ale organizacy­jnie – tak. Jeszcze przed rozpoczęci­em przy otwartej kurtynie i w czasie przerwy włóczyły się po scenie jakieś osoby, co jest nieobyczaj­ne i w myśl teatralneg­o przesądu może spektaklow­i przynieść pecha. Siedzący obok mnie elegancki i przystojny jegomość podczas przedstawi­enia cały czas bawił się komórką, co jest w teatrach już powszechną plagą, obok natrętnego fotografow­ania na widowni i wzajemnego oklaskiwan­ia się artystów na scenie po zakończeni­u spektaklu. Z tymi drobiazgam­i poradzi sobie zapewne dyr. Łukasz Goik, który – co

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.