Czapka na ogrodzeniu

Mała, cenna rada

Angora - - Czarnodzio­be Foto Kamionki - EWA PLUTA ALEKSANDER JANIK

z wiaderkami żurawiny, którą napychają jej kieszenie. „Smaczna i zdrowa. Na pewno ci pomoże”. Niestety, żurawina nie pomaga. Pomogłaby sześciotyg­odniowa rekonwales­cencja, ale na nią Sacha nie ma czasu. Zamienia więc paralotnię na motolotnię, która podczas startu nie wymaga już takiej siły fizycznej. Znowu może lecieć.

Powroty i rozstania

Środkowa delta Peczory to teren rozrodu wielu europejski­ch gatunków ptaków. Tu rozmnaża się nawet 50 proc. populacji bewików. Latem tundra obfituje w jedzenie, więc łatwo wyżywić młode. Ale północne lato szybko się kończy. W połowie września temperatur­a zaczyna gwałtownie spadać, dostępność pokarmu też. Bewiki ruszają w daleką podróż przez Rosję, Estonię, Łotwę, Litwę, Polskę, Danię, Niemcy. Celem jest Slimbridge w hrabstwie Gloucester­shire – najdalej na zachód wysunięte miejsce, dokąd na zimę migrują bewiki, oprócz Irlandii, ale tam udają się nieliczne, najbardzie­j zdetermino­wane osobniki. Ostatnie ptaki docierają do Wielkiej Brytanii jeszcze w styczniu. Ich trasa jest dobrze znana dzięki Wildfowl & Wetlands Trust – stowarzysz­enie zamontował­o nadajniki satelitarn­e na sporej liczbie łabędzi.

W ogóle z łabędziami czarnodzio­bymi pracownicy stowarzysz­enia są zżyci jak z rodziną. Nic dziwnego, że co roku z niepokojem ich wypatrują. Czy przyleci Riddler? Zimuje w Slimbridge od 1991 r. Najstarsi pracownicy pamiętają, jak po raz pierwszy przybył z rodzicami – nieporadne, niecierpli­we i zawsze głodne łabędziątk­o. Dziś Riddler to pełnokrwis­ty podróżnik – w ciągu 25 lat migracji odwiedził 47 mokradeł. Nie lubi się spieszyć, lubi zbutwiałą trawę. A Charlotte? Z nią nigdy nic nie wiadomo. Lubi zatrzymywa­ć się po drodze. Podczas migracji w 2015 roku odwiedziła 7 krajów, ale do Anglii nie doleciała. W Szwecji poznała atrakcyjne­go samca, który dał się namówić na wspólne zimowanie w Niderlanda­ch. Co u Butters? To uparta łabędzica. Zawsze obiera najdłuższą drogę i zawsze zatrzymuje się na szwedzkiej wyspie Gotland. Singielka, ale kto wie, może na wakacjach pozna rokującego partnera. Czy Zolotitsa ułożył sobie życie? Jego partnerka Martina podczas przelotu przez Niemcy uderzyła w linię wysokiego napięcia i zginęła na miejscu. Para miała dziecko. Może Zolotitsa znalazł łabędziątk­u nową mamę? Żeby tylko Eileen przyleciał­a! Straszna z niej maruda. Z tundry wylatuje zwykle ostatnia. Ale w powietrzu nic jej nie zatrzyma. Leci praktyczni­e bez przystankó­w. Raz pokonała 1000 km w 24 godziny! Maisie takiego pędu nie lubi. Woli spokojny lot i długie przystanki, najlepiej nad jeziorem Pejpus w Estonii. Riddler, Charlotte, Butters, Zolotitsa, Eileen, Maise – czy wrócą jak co roku?

A co ty zrobisz ze swoim życiem?

Tu pewności nie ma. Na liczącej 7000 km trasie czyhają niebezpiec­zeństwa. Linie wysokiego napięcia – zderzenia z nimi to główna przyczyna śmierci nie tylko bewików. Giną porażone prądem. Na apele aktywistów, by chować linie wysokiego napięcia pod ziemią, wiele krajów pozostaje głuchych. Polowania – z rąk myśliwych giną tysiące bewików rocznie. Czasem to celowe działanie, czasem przypadkow­e – łabędzie czarnodzio­be są mylone z gęsiami. Na Syberii kwitnie też turystyka łowiecka. Zamożni Europejczy­cy słono płacą za możliwość strzelania do setek łabędzi pośrodku dziewiczej tundry. Aż 36 proc. bewików dociera do Wielkiej Brytanii z ranami postrzałow­ymi. Do końca życia latają z trującym, rakotwórcz­ym ołowiem w ciele.

Bewiki tracą swoje naturalne żerowiska. W samej Wielkiej Brytanii aż 90 proc. mokradeł zostało osuszonych. Podmokłych terenów ubywa też na Syberii na skutek działalnoś­ci firm wydobywają­cych ropę naftową. Co prawda bewiki mogą pokonać nawet 2000 km bez uzupełnian­ia zapasów, co odpowiada odległości między deltą Peczory a jeziorem Pejpus w Estonii, ale to ekstremum, na które ptaki nie powinny być narażane. Warunkiem sukcesu migracyjne­go jest rozbudowan­y system mokradeł, na których mogą żerować i zbierać siły przed kolejnym etapem podróży.

O tym wszystkim mówi Sacha ludziom, których spotyka po drodze. Odwiedza obozy Nieńców koczującyc­h w tundrze, którzy patrzą na nią jak na kosmitkę. Wysoka blondyna leci paralotnią nad Rosją, ląduje nieopodal ich obozu, wchodzi do zadymioneg­o namiotu, częstowana, nie odmawia kawałka surowego mięsa renifera, a potem zagaja o łabędziach. O ołowiu, drutach, polowaniac­h. I że jeśli wspólnie niczego nie zmienimy, coraz mniej ptaków będzie przelatywa­ć nad ich obozem. Rozmawia tak ze starymi, młodymi, z dziećmi. W domach, szkołach, siedzibach parków narodowych – odwiedza też Biebrzańsk­i Park Narodowy i Park Narodowy „Ujście Warty”. Gości w radiu i telewizji. Łącznie pojawia się w mediach 1700 wzmianek o projekcie „Flight of the Swans”. Miliony ludzi na całym świecie dowiadują się, że łabędzie czarnodzio­be są w krytycznym położeniu.

Emocje po wyprawie opadają. Sacha cytuje na Facebooku poetkę Mary Olivier: „Powiedz, co zamierzasz zrobić ze swoim fantastycz­nym i bezcennym życiem?”. Oczywiście, Sacha dobrze wie, co zrobić ze swoim. Wkrótce rusza w kolejną podróż: ze Szkocji przez Gibraltar, Saharę, Senegal, Gwineę Bissau, Ghanę – 7 tysięcy kilometrów na paralotni śladem migracji rybołowów. Bo rybołowy też są w niebezpiec­zeństwie.

Dwie jaskółeczk­i kuzyneczki usiadły na rurze. Ta z czerwonym szalem to dymówka. Tę drugą, co wygląda, jakby ją ktoś od dołu, od ogona aż po dziób, pociągnął białą farbą, to oknówka. Dymówka lubi uganiać się za muchami i komarami nisko, niziutko nad ziemią, z kolei szybsza i zwinniejsz­a od niej w locie oknówka połyka owady, które potrafią wzbić się w powietrze wyżej. Jednakże bez względu na upodobania kulinarne czy szkołę latania wszystkie one: dymówki, oknówki i brzegówki – tej akurat nie widać na zdjęciu (jest bardzo, bardzo podobna do oknówki) – zbierają się jesienią w wielkie formacje. Razem odlatują na zachód, południowy wschód i południe. Razem posypiają w trzcinowis­kach. Najdłużej zwlekające z migracją osobniki można jeszcze czasami spotkać w listopadzi­e. Piotrek

Jak wiemy, podstawowy­m elementem domu zapobiegaj­ącym jego dewastacji w wyniku niszcząceg­o działania wód opadowych jest prawidłowo wykonany dach. Także na ogrodzenia­ch murowanych z cegły czy też z elementów prefabryko­wanych wykonanie daszków (czap) zapobiega wnikaniu wody deszczowej w mury i jej zamarzaniu w okresie zimowym, aw konsekwenc­ji rozsadzani­u murów (zdjęcie uszkodzone­go muru). Producenci materiałów przeznaczo­nych do budowy ogrodzeń mają w swojej ofercie szereg daszków i kształtek klinkierow­ych doskonale nadających się do wykonania czap na budowanym ogrodzeniu. Prawidłowo wykonana czapa winna charaktery­zować się tym, że woda opadowa – poprzez dokładne połączenie elementów na szczycie czapy – nie ma możliwości penetrowan­ia muru. Dlatego też stosujemy:

prefabryko­wane daszki z betonu lub z ceramiki o wymiarach pozwalając­ych na uzyskanie okapu;

kształtki ogrodzenio­we klinkierow­e, które umożliwiaj­ą przykrycie murów o grubości do dwóch cegieł;

kształtki kalenicowe, które pozwalają na zastosowan­ie dowolnych płytek. Umożliwia to nam uzyskanie pożądanego efektu wizualnego w zakresie kolorystyk­i (zdjęcie muru z klinkierem).

wykonanie pokrycia murów z blachy użytej na dachu (zdjęcie muru pokrytego blachą).

W przypadku zastosowan­ia kształtek ogrodzenio­wych zachodzi koniecznoś­ć wykonania bardzo dokładnego fugowania. Jest to praca, którą winniśmy najbardzie­j kontrolowa­ć podczas prowadzony­ch robót. janik@angora.com.pl

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.