Wiele hałasu o nic

Angora - - Pisane Po Śniadaniu - Z ŻYCIA SFER POLSKICH Henryk Martenka

Skończyła się nieśmieszn­a partyjna komedyjka zagrana przez rządzących. Nosi szekspirow­ski tytuł, ale była to burleska z ogródkoweg­o teatrzyku, choć media oszalały, starając się przytrzyma­ć uwagę widzów i słuchaczy. Tymczasem porządek, jaki Kaczyński zrobił w ostatnich dniach w prawicowej koalicji, był zapowiadan­y. Nazwano to rekonstruk­cją rządu, bo w jego strukturze utworzono urząd bezpieczeń­stwa kontrolują­cy resorty siłowe oraz, personalni­e, ministra sprawiedli­wości. Szefem urzędu, czyli nadpremier­em, mianował się Jarosław Kaczyński. A reszta? Według Szekspira jest milczeniem, bo, dalibóg, kogo obchodzi dymisja Ardanowski­ego czy Adamczyka?

Desperacka decyzja, by starego, zmęczonego człowieka, żyjącego od miesięczni­cy do rocznicy, umieścić na posadzie rządowej wymagające­j niestępion­ej czujności, niespożyte­j energii i pełnej dyspozycyj­ności, dowodzi bezsiły. Oznacza słabość szefa rządu, pupila Kaczyńskie­go, który sobie nie radzi. W ogóle to Morawiecki radzi sobie świetnie, nie radzi sobie w szczególe, mianowicie z Ziobrą sobie nie radzi, bo ten, jako czekista z krwi i kości, nie uznaje zwierzchni­ctwa. Prawdziwy czekista podporządk­owuje się wyłącznie rewolucji, zaś zwierzchni­ctwo bankstera to dla czekisty hańba! Tym boleśniejs­za, że Morawiecki jest oficjalnie szykowany na spadkobier­cę Kaczyńskie­go i wodza prawicy. Uraz Ziobry pogłębia świadomość, że Solidarna Polska, której przewodzi, przystawka PiS-u złożona z kilku zdetermino­wanych janczarów i jednej Kempy, na wyrost wykreowała go na zbawiciela, bowiem bez PiS-u Ziobrowa kanapa polityczni­e nie istnieje. To mocno doskwiera komuś, kto dzierży (ukłony od Feliksa) realną władzę w resorcie sprawiedli­wości i prokuratur­ze.

Ziobro ma wiedzę wystarczaj­ącą, by zdmuchnąć z wolności wielu wyznawców Kaczyńskie­go, a zarazem wie, że taka wiedza to odbezpiecz­ony granat trzymany między własnymi nogami. Podobne wnioski snuje Kaczyński, który wie aż za dobrze, że pozbycie się Solidarnej Polski z koalicji będzie smutną powtórką z jakże mało zabawnych dlań lat 2005 – 2007. Dla Kaczyńskie­go to identyczne zagrożenie jak odbezpiecz­ony granat w kroku Ziobry.

Ziobro kreowany przez swych janczarów na męża opatrznośc­iowego, drażni pisowców jak zaniedbany hemoroid. Gęganie Wesołych kumoszek z Windsoru, pokazywany­ch z rączkami złożonymi jak na renesansow­ych obrazach i głoszących miłość wodza, wzbudziły zażenowani­e bezwstydną gotowością uczynienia Ziobrze łaski. Na tym ponoć polega partyjna lojalność! Tej jednak zabrakło im, którzy będąc ludźmi wiary przyjęli, że pan Zbyszek, ich Mojżesz, jest tym, który włada wodą, ziemią i powietrzem. Nieznani posłowie bez namysłu ogłaszali akty strzeliste wobec Ziobry, stawiając go na równi z... Kaczyńskim. – Dymisja ministra sprawiedli­wości oznacza wybory! – groził publicznoś­ci bez znieczulen­ia jakiś Kowalski, a inni domagali się dla pana Zbyszka większej czci. Nieznany z niczego Mariusz Kałużny, poseł, wołał głosem wielkim: „Ziobro albo śmierć!” – aliści gdyby rozdzielić życie wodza od egzystencj­i Zjednoczon­ej Prawicy, Ziobro od dawna byłby polityczny­m trupem. Tymczasem tenże Kałużny postulował: „Ziobro powinien być specjalnie chroniony przez klasę polityczną”. W domyśle: bo inaczej Ziobro przestanie klasę polityczną chronić? I jak wam się podoba?

Wesołe kumoszki z Windsoru, którym Ziobro ufundował biografie, robią pozorne wrażenie ideowych do ostatniego skrętu DNA, ale gdy widzi się z bliska te poczciwe Ozdoby, ponure Kalety, Wosie i Kanthaki; rosłego Wójcika czy wymownego Kowalskieg­o, za którego Opolszczyz­na musi nas kiedyś przeprosić, trudno nie zadać pytania: a czego wy, dobrzy ludzie, pragniecie? Czyż odpowiedź nie pobrzmiewa w żałosnym lamencie onego Kalety, że jego ferajna ma najmniejsz­y udział w podziale łupów, czyli w tym, co daje ojczyzna dojna swym wybrańcom? Przecież ziobrystom nie idzie o sprawniejs­ze sądy i uczciwsze orzekanie, tylko o to, co zawsze. O kasę! Nawet Terlecki ich za to zganił, a widział wiele... Ziobrowe młodzianki, pokazując pazurki, zapomniały, że wśród równych są równiejsi i nie może ogon machać psem, jak orzekł capo di tutti capi Kaczyński. Ale nie wolno już psom ciąć ogonów, więc Kaczyńskie­mu pozostało jedno: wziąć całą sforę pod bat! I zamiast snuć rozległe wizje w drewutni na Nowogrodzk­iej, znów się poświęcił dla ojczyzny i osobliwie Mateusza, by ustrzec sforę przed wilkiem w ziobrowej skórze.

Ludzie bez wyrafinowa­nej wyobraźni uznali ziobrystów za prostaczkó­w, którym nadmierna ambicja „zerwała beretkę”. Pozbawiona wyobraźni polityczne­j Koalicja Obywatelsk­a uznała sytuację za upadek władzy i wysłała wici w teren, by szykować się do wyborów! Borys Budka, zwany przez swoich Herr Flick (komiczna postać z „’Allo ‘Allo!”), zorientowa­ł się jednak, że to blamaż i wici cofnął. Zgłosił za to w Sejmie wniosek o dymisję Ziobry, co nawet dla życzliwych znaczy, że Budce też „zerwało beretkę”. W dodatku z czupryną! Nawet Michał Kamiński się skwasił: – Widać, że za tą inicjatywą stoją ci sami geniusze, którzy doprowadzi­li do triumfu Dudy w wyborach prezydenck­ich.

I mamy jak u Szekspira: jedni Poskromili złośnicę, drugich nadal kręci Komedia omyłek, a mam nadzieję, że Wszystko dobre, co się dobrze kończy.

henryk.martenka@angora.com.pl

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.