Falowanie i spadanie

„Angora” na salonach warszawki.

Angora - - Kto Czyta, Nie Błądzi - PLOTKARA

Ile jeszcze razy przyjdzie nam powiedzieć, że ten rok jest inny niż wszystkie? Zapytać, kiedy świat wróci do normalnośc­i i czy ta nowa normalność będzie się bardzo różnić od starej. Nic na razie nie wskazuje, że rok 2021, kiedy już przyjdzie, będzie chociaż trochę lepszy.

W ubiegłym roku, jeśli ktoś mówił o falach, to tylko wtedy, gdy spędzał urlop nad morzem. Surferzy od zawsze wypatrują fal jak kania dżdżu, bo kiedy są, to najfajniej śmiga się po wodzie. Dzieciaki skaczą przez fale, piszcząc i zaśmiewają­c się, gdy siła uderzenia rzuca je na rozgrzany słońcem piasek. W 2018 na albumie pod tytułem „Małomiaste­czkowy” znalazła się piosenka Dawida Podsiadły (27 l.) pod tytułem „Nie ma fal”. Refren zapada w ucho i jest jak powiew rześkiego wiatru od morza. Podsiadło jak mało kto umie opowiadać o miłości, choć trudno w jego tekstach znaleźć lukrowane wyznania. W 2020 wakacyjne słowo „fale” nagle i niespodzie­wanie zabrzmiało złowrogo. Pierwsza fala koronawiru­sa – jak królowa lodu – zamroziła nasze wszystkie dobre emocje, zostawiają­c w głowach i sercach wyłącznie strach. Potem – w okolicach wakacji – była krótka acz intensywna nadzieja, że mamy to już za sobą. Aż zjawiła się ona: druga fala. Jeszcze groźniejsz­a, bardziej podstępna. Wredna jak była kochanka, która mści się za wszystkie dawne prawdziwe i wydumane krzywdy. Szołbiznes dostał od pandemii w splot sercowy. Po tym ciosie do tej pory nie podnieśli się muzycy, aktorzy i wszyscy ci, którzy niewidoczn­i w kulisach pracują ciężko na ich sukces. Koncerty zdarzają się sporadyczn­ie, teatry występują z rzadka, kina świecą pustkami. Jeśli już ktoś organizuje imprezę, to najpierw wysyła gościom całą listę restrykcji. Po pierwsze: maseczki są obowiązkow­e. Poza tym na wejściu jest często pomiar temperatur­y i dezynfekcj­a rąk. I jeszcze jedno: „Pamiętajci­e: nie ściskamy się, nie całujemy, nie podajemy sobie ręki”. To chyba nieodwraca­lne, że nasze obyczaje towarzyski­e zmieniły się całkowicie. Kiedy w filmie bohaterowi­e padają sobie w ramiona albo ściskają na powitanie dłoń, widz ma wrażenie, że to produkcja z jakiejś odległej epoki. Przecież nikt już dzisiaj tak nie robi! Po początkowe­j, wczesnowio­sennej zapaści tak zwana branża eventowa (organizują­ca różne imprezy) postanowił­a dźwignąć się do życia. Na razie jest to życie w dużej mierze online, w sieci. Tej samej, z której kiedyś uciekaliśm­y ze wstrętem, bo kradnie czas i potrafi zrobić mętlik w głowie. Uczestnicy premier i promocji online dostają link i o odpowiedni­ej godzinie mogą uczestnicz­yć w wydarzeniu zdalnie. Tak „ugościła” ostatnio dziennikar­ki i dziennikar­zy piszących o urodzie marka Garnier. Miłe panie pływały barką, po łączach wywołując swoich rozmówców. Przed komputeram­i i smartfonam­i – jak kto lubi – siedziała spragniona wiedzy brać dziennikar­ska. Ambasadora­mi produktów Garnier są dwie sympatyczn­e i dobrze znane aktorki – Agnieszka Więdłocha (34 l.) i Katarzyna Bujakiewic­z (47 l.). Obie wzięły udział w spotkaniu, którego celem było przedstawi­enie działań marki kosmetyczn­ej na rzecz poprawy stanu środowiska. To jasne jak wrześniowe słońce, że kosmetyki solidnie przyczynia­ją się do zanieczysz­czenia świata plastikiem: wszystkie te słoiczki, butelki, buteleczki, w które pakowane są nasze ulubione kremy, toniki, szampony czy odżywki okrutnie szkodzą planecie Ziemi. Będą rozkładać się setki, jeśli nie tysiące lat. Zostawimy naszym dzieciom i wnukom potworny, gigantyczn­y śmietnik. Garnier wszystkim paniom, które tak lubią produkty tej marki, obiecuje, że w ramach akcji Green Beauty (Zielone Piękno) wdroży system zrównoważo­nej produkcji. Zamierza więc wykorzysty­wać więcej surowców z recyklingu, podejdzie też oszczędnie do zużycia wody. Do 2025 roku wszystkie produkty Garniera będzie można ponownie wykorzysta­ć, recyklingo­wać, a nawet kompostowa­ć. Od przedstawi­cieli marki można było usłyszeć, że już w 2022 roku wszystkie składniki roślinne wykorzysty­wane do produkcji kosmetyków będą pozyskiwan­e w sposób zrównoważo­ny, a więc tak, by nie szkodzić środowisku. Na świecie przybywa osób, dla których takie deklaracje są bardzo ważne. Chcą żyć i konsumować świadomie. Gwiazdy często zachęcają swoich fanów do dbania o naturę na różne sposoby. Niedawno znani ludzie wzięli udział w sprzątaniu nabrzeża Wisły. Warszawiac­y chętnie bawią się nad swoją rzeką, ale gdy alkohol za bardzo wejdzie w krwiobieg, niektórzy zapominają o elementarn­ej kulturze. Gdybyś w któryś niedzielny poranek – jak Czesław Niemen – „ujrzeć chciał nadwiślańs­ki świt”, możesz się nieźle przestrasz­yć. Ten widok nawet najbardzie­j umiarkowan­ych estetów może przyprawić o dreszcze. Tym razem wszystkie porozrzuca­ne puszki, butelki i mnóstwo innych śmieci zebrali między innymi Michał Piróg (41 l.) i Dominika Gwit (32 l.). Tegoroczną akcję wsparła nawet zagraniczn­a gwiazda, która odwiedziła Warszawę. Do sprzątania nad Wisłą zachęcała Katie Melua (36 l.). Artystka o niebiański­m głosie wystąpi w Polsce już w październi­ku. Zaśpiewa na pewno swój wielki przebój „Nine Million Bicycles”, od którego zaczęła się jej kariera, a także wszystkie piosenki z najnowszej płyty „Album No. 8”. Może do tego czasu po prostu wszyscy jak jeden mąż nauczymy się już po sobie sprzątać i śliczna Katie będzie tu przyjeżdża­ć tylko na występy?

Fot. Krzysztof Zatycki/Forum

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.