Przeżył atak klaczy zzzzaaaakkkkoooocccchhhhaaaannnneeeejjjj

Fakt - - Wydarzenia. fakt. pl -

Bartłomiej Borucki ( 26 l.) razem ze swoją żoną Iwoną ( 32 l.) i piętnastomiesięcznym synkiem Piotrusiem wracali od rodziców z Kujaw do Warszawy, gdzie mieszkają. Ujechali ledwie kilka kilometrów, gdy nagle na drodze stanęła im ognista klacz Kasia ( 7 l.). Gdy tylko

a u t o się zatrzymało, w kobyłę wstąpił zły duch. Ruszyła galopem w kierunku nieruchomego pojazdu, którym siedziała rodzina. Stanęła dęba i uderzyła kopytami w maskę.

Dramat rozegrał się na wąskiej powiatowej drodze, którą rodzina Boruckich wjechała do wsi Wójcin. Pani Iwona i Piotruś siedzieli na tylnej kanapie, niedawno kupionego srebrnego citroena xsara. Do przejechania mieli przeszło 270 kilometrów.

– Nie spodziewałem się, że podróż skończymy po 7 kilometrach – mówi pan Bartek.

Siedzący za kółkiem pan Bartek zobaczył nagle wybiegającego z gospodarstwa konia. Była to klacz Kasia ( 7 l.), która moment wcześniej uciekła gospodarstwa. Szkapa zatrzymała się na środku jezdni. Spojrzała w kierunku auta. Żeby przepuścić zwierzaka pan Bartłomiej nacisnął pedał hamulca. – Zatrzymałem się, miałem nadzieję, że zwierzak pójdzie swoją drogą.

Ale zwierzę ruszyło wprost na samochód! – Wyglądało to jakby chciała się odbić od ziemi i wskoczyć na dach wspomina pan Bartek.

Klacz zwaliła całym ciężarem cielska przednią szybę citroena. Potem spadła z prawej strony samochodu i pogalopowała dalej. – Strach pomyśleć, co by było, gdyby przebiła kopytami dachi mówi pan Bartłomiej. Ona nigdy nie była kryta, to ją wzięło na amory – mówi pani Róża K. ( 48 l.), właścicielka konia – Za ogrodzeniem chodziły ogiery. Zerwała się i poleciała za nimi.

Starcie z koniem kosztowało właściciela samochodu masę nerwów zdewastowane auto.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.