BENICIO DEL TORO: DOBRY, ZŁY I NIE TAKI ZNOWU BRZYDKI

Gazeta Wyborcza - CJG - - /KINO -

Od początku dostawał propozycje grania bandziorów i dilerów. Cóż, kwestia wyglądu. Z ust jego bohaterów zwykle nie pada zbyt wiele słów. Pewnie dlatego sam też ma opinię małomównego, pozostając jedną z bardziej tajemniczych postaci Hollywood. Tak jak bohater „Sicario” i wchodzącego do kin „Sicario 2: Soldado”

Słynie z perfekcjonizmu i poświęcenia dla roli graniczącego wręcz z masochizmem. Na planie „Nożownika” Benicio del Toro tak zarósł brudem, że po ostatnim klapsie przez kilka godzin nie wychodził z łazienki.

W trakcie przygotowań do „Las Vegas Parano” Terry’ego Gilliama, aktor nie mógł już patrzeć na frytki i hamburgery. Jednak rola wymagała oprócz odwagi także nadwagi. Zrzucenie tych dwudziestu kilogramów było koszmarem. Więc kiedy Salma Hayek zapytała, czy nie chciałby przytyć do roli Diego Rivery, odmówił. Nie był to zresztą najlepszy moment w jego karierze. Jak del Toro zdradził w rozmowie z „The Washington Post”, nie dostawał propozycji. Okazało się, że w „Las Vegas Parano” stworzył zbyt wiarygodną kreację: – Ludzie myśleli, że przytyłem nie do filmu, tylko dlatego, że znalazłem się na zakręcie – na pewno mam problem z alkoholem albo narkotykami.

Pierwsze aktorskie kroki del Toro stawiał w dzieciństwie. Nie w szkolnych przedstawieniach, tylko przy łóżku matki. Wcielał się w różne role, próbował ją rozbawić, by choć na chwilę zapomniała o chorobie. Zmarła, gdy miał dziewięć lat. Kilka lat później przeniósł się z Puerto Rico do szkoły z internatem w Pensylwanii. Nie znał ani słowa po angielsku. Na szczęście dobrze grał w koszykówkę.

Porzucił kierunek biznesowy, który na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego wybrał z braku lepszych pomysłów. Zainteresował się na dobre aktorstwem. Zaczynał od epizodów. Wystąpił m.in. w odcinku „Policjantów z Miami” i teledysku do „La Isla Bonita” Madonny (siedzi na masce samochodu).

Przełomem okazali się „Podejrzani” w reżyserii Bryana Singera. Kreacja mamroczącego Fenstera została zauważona. Del Toro zdobył Independent Spirit Award. Sukces powtórzył rok później dzięki filmowi „Basquiat – Taniec ze śmiercią”.

Z martwego punktu, w jakim jego kariera znalazła się po „Las Vegas Parano”, pomógł mu się wydostać Steven Soderbergh. Za drugoplanową rolę w dramacie „Traffic” z 2000 r. del TorodostałOscaraiZłotegoGlobu.Kolejną nominację przyniosła mu rola nawróconego kryminalisty z „21 gramów” Alejandra Gonzáleza Inárritu.

Del Toro ma opinię perfekcjonisty. Zamęcza reżyserów i scenarzystów pytaniami. Umiejętnie buduje charakter postaci poprzez ekspresję, mimiką i gestem nadaje dodatkowy wymiar. Podczas gdy inni aktorzy lubią dopisywać sobie dodatkowe kwestie, on słynie z wykreślania zbędnych linijek. Tak jak w scenariuszu „Sicario”. Razem z Denisem Villeneuve’em uznali, że bohater nie może ot tak odsłonić przed widzami swojej tajemnicy. Lecz mimo to za sprawą gry del Toro czuć, że za kamienną twarzą tajemniczego „konsultanta” kryje się jakaś trauma, ale też wrażliwość.

We wchodzącej na ekrany kontynuacji tego thrillera sprzed trzech lat del Toro powraca do roli Alejandro. To właśnie jego historia przebija się w „Sicario 2: Soldado” na pierwszy plan. Niegdyś zdeterminowany prokurator, na wojnie z narkotykami stracił wszystko co najważniejsze. Misja porwania nastoletniej córki bossa jednego z karteli zmusi go do konfrontacji z przeszłością. Właśnie takie postaci del Toro grywa: niejednoznaczne, które doznały jakiejś krzywdy, urazu, są w coś uwikłane. Jednym słowem antybohaterów. W wywiadach żartuje, że ma odpowiednie rysy do ról bandytów. W końcu już w szkole wołali za nim „ćpun”. Wszystko za sprawą charakterystycznych sińców pod oczami. Oczami, które sprawiają wrażenie wiecznie zmęczonych. To tylko pozory. W środku drzemie przecież aktorska bestia.

Piotr Guszkowski

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.