SUKNIA TO DROGOCENNY ŁUP

Gazeta Wyborcza - CJG - - /W MIEŚCIE - AGATA PIASECKA

Jak ubierali się bogaci Polacy w drugiej połowie XVIII wieku? Kogo portretował Marcello Bacciarelli i czym inspirowały się w ubiorze Polki? Odpowiedzi na te pytanie będzie można poznać w niedzielę podczas prowadzonego przez dr Magdalenę Bialic wykładu „Portrety Marcello Bacciarellego jako kronika strojów modnych Polaków w drugiej połowie XVIII w.” na Zamku Królewskim.

Wykład o strojach z drugiej połowy XVIII wieku otworzy serię spotkań „Dawne ubiory w muzeum, teatrze, filmie i w odtwórstwie historycznym”, które odbywać się będą na Zamku Królewskim w wybrane niedziele aż do początku grudnia. Kolejne spotkania poświęcone będą m.in. rekonstrukcji strojów historycznych, strojom narodowym w polskim filmie czy modzie sprzed 100 lat. Każde z nich prowadzone będzie przez innego specjalistę. W trakcie wykładu będzie pani omawiać stroje na podstawie obrazów Marcella Bacciarellego.

W Zamku Królewskim odbywa się akurat wystawa najpiękniejszych portretów Bacciarellego. Pomyślałam, że warto by opowiedzieć o strojach przedstawionych właśnie na tych portretach, zwłaszcza, że Bacciarelli malował stroje z wielkim umiłowaniem. Wszystkie szczegóły są niezwykle dokładnie oddane, dzięki czemu mamy do czynienia ze świetnymi przykładami mody panującej wśród polskich wyższych sfer drugiej połowy XVIII wieku. Czyje stroje będą omawiane?

Będę przede wszystkim omawiała portrety przedstawiające Polaków, chociaż w zbiorach jest też np. obraz ambasadora Anglii w Polsce. Będą to członkowie rodziny króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, jego najbliższe otoczenie, osoby związane z dworem. Polaków coś wyróżniało w kwestii mody?

Może na portretach tego tak bardzo nie widać, ale Polacy bardzo nadążali za modą. Co najmodniejszego pojawiało się we Francji, zaraz było kopiowane u nas. Cudzoziemcy bywający u króla Stanisława opisywali, że Polki łączą elementy mody angielskiej i francuskiej z akcentami wschodnimi i lekko orientalnymi. Skąd brano informacje o tym, co jest akurat modne?

Nasi arystokraci dużo podróżowali, byli zaznajomieni z Marią Antoniną i Ludwikiem XVI. Nasza Błękitna Markiza, czyli Izabela Lubomirska, przyjaźniła się z Marią Antoniną i przywoziła ubrania noszone w Wersalu. W drugiej połowie XVIII wieku ukazywały się już żurnale mody po angielsku, francusku i niemiecku. Do kalendarzy gospodarskich dołączane były też ryciny modnych fryzur i strojów, tak że dzięki nim nawet mieszczanki mogły nadążać za modą.

XVIII wiek raczej nie kojarzy się z przestrzeganiem higieny. Jak to wyglądało na dworze?

Raczej nie najlepiej. W magnackich rezydencjach były łazienki i balie, ale nie dbano specjalnie o higienę we współczesnym jej rozumieniu, np. te piękne suknie, które widzimy na portretach, nigdy nie były prane. Jeśli prano, to bieliznę. A najbardziej dbano o twarz i ręce, bo to było widać. Włosów też nie myto. Na portretach kilku kobiet z rodziny Poniatowskich widać, że mają fryzurę pouf, którą bez mycia i czesania mogły nosić i dwa tygodnie. Podejście do higieny zaczęło się zmieniać dzięki anglomanii. Anglicy dokonali ważnego przełomu: wprowadzili modę na częstsze kąpiele, obsesyjnie dbali o czystość strojów, a zwłaszcza bielizny.

Jak wyglądała szafa zamożnej osoby w drugiej połowie XVIII wieku?

Zależy od tego, czy mówimy o osobach bardzo zamożnych, jak Lubomirscy i Czartoryscy, czy o takich prostych szlachcicach z Mazowsza. Ci pierwsi mieli mnóstwo strojów, bo potrzebowali ich na różne okazje. Najbardziej zdobne i zarazem niewygodne były suknie paradne, do tego negliże, czyli stroje domowe, suknie na co dzień, do tego okrycia wierzchnie pelisy, zwane u nas salopami, pelerynki palatynki, kontusiki. Bogata dama miała pełno strojów, o ile jej nie okradziono. We wczesnej prasie jest pełno ogłoszeń o tym, że komuś wyniesiono z domu pełną garderobę, bo stroje miały ogromną wartość.

Z jakiej okazji sprawiano sobie nowe ubranie?

To też oczywiście zależało od funduszy, ale dużo do powiedzenia miała również etykieta. W Wersalu na każde przyjęcie trzeba było mieć nową suknię. U nas nie było aż takich reguł, ale jeśli odbywała się ważna uroczystość, sprawiano sobie nowy strój.

A co wiemy o strojach biedniejszych mieszkańców?

Tu dobrym źródłem mogą być weduty Canaletta, który malował przedstawicieli wszystkich warstw społecznych od arystokratów po chłopów na rynku. Część mieszczan chodziła ubrana po francusku, przedstawiciele wolnych zawodów, sędziowie, lekarze lubowali się w modzie w stylu angielskim. A chłopi nosili proste lniane ubrania.

Magdalena Bialic, obok w gablocie – męski habit i robe á la française z II połowy XVIII wieku

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.