DYWIZJON 303. HISTORIA PRAWDZIWA

Gazeta Wyborcza - CJG - - /TO JEST GRANE -

Jeden z najpopularniejszych polskich aktorów, który w świadomości widzów funkcjonuje dzięki różnorodnym rolom – od kina biograficznego po kasowe komedie, do kolekcji filmowych kostiumów dołącza kolejny mundur: dowódcy legendarnej jednostki myśliwskiej. Zagra go w filmie „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” w reżyserii Denisa Delicia. To druga w tym miesiącu premiera opowiadająca o losach polskich pilotów, którzy wsławili się brawurową walką w trakcie bitwy o Anglię. PIOTR GUSZKOWSKI: Ostatni raz w mundurze widziałem pana na planie „Jestem mordercą”. Nie rozstawał się pan wtedy z charakterystycznym rekwizytem. PIOTR ADAMCZYK: Chodzi pewnie o papier toaletowy? Ten pomysł wziął się ze świadomości czasów komuny, kiedy w publicznej ubikacji nie sposób było tego cennego dobra uświadczyć, dlatego każdy miał w szafce schowaną własną rolkę. A wspomniany mundur był mundurem majora Milicji Obywatelskiej. Tych mundurów nosiłem już zresztą wiele: Lars Rainer, szef Gestapo z „Czasu honoru”, Brunner z przyciemnionymi wąsami w filmie „Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć”, ale i sutanna jest przecież rodzajem munduru. To kostiumy, które oznaczają postać w konkretny sposób. Choć pewnie po nowym filmie Wojtka Smarzowskiego „Kler” nawet sutanna nabierze innego znaczenia. Jaki był grany przez pana Witold Urbanowicz, jeden z dowódców Dywizjonu 303?

Już chyba sam przydomek „Kobra” świadczy o jego charakterze i sposobie zachowania w przestworzach. To człowiek legenda, as myśliwski. Atakował znienacka, czego uczył młodszych kolegów. Nie ukrywam, że czułem dużą odpowiedzialność związaną z tą rolą, bo gdybyśmy spartaczyli film o Dywizjonie 303, to przecież nikt by nam tego nie darował. A na planie bywało różnie: problemy budżetowe, wymuszona Polska, 2018. Reż. Denis Delić. Aktorzy: Maciej Zakościelny, Piotr Adamczyk, Cara Theobold, Antoni Królikowski

zmiana reżysera przez kłopoty ze zdrowiem Wiesława Saniewskiego itd. Współpracowaliśmy z wieloma konsultantami historycznymi, których trudno zadowolić. Wiele osób zainteresowanych tematem pojawiało się na planie, każda z nich miała inne zdanie choćby w takiej kwestii jak… wysokość odznak na mundurze. Twierdzili też, że piloci na pewno nie palili przy maszynach. Tylko że myśmy mieli archiwalne zdjęcia, na których palą. Pewnie było to niezgodne z regulaminem, ale nasi chłopcy mieli gdzieś regulaminy, rwali się, żeby walczyć z Niemcami. To ich zresztą odróżniało od reszty pilotów – w powietrzu również działali nieregulaminowo, dlatego byli tacy nieprzewidywalni.

Trudności przy pracy…

… często mobilizują. Pewnie sprawiły, że dodatkowo zżyliśmy się jako ekipa, co przełożyło się na późniejszy efekt kinowy. Próbowaliśmy stworzyć bohatera zbiorowego. Tak, żeby każdy z aktorów miał swój ważny moment – grozy, wzruszenia czy śmiechu. Siedział pan za sterami myśliwca czy tak dobre są w filmie efekty specjalne?

Upór producenta sprawił, że mimo pewnych zawirowań mieliśmy na planie prawdziwego Hurricane’a, który do Polski przyleciał z brytyjskiego muzeum. Siadałem za sterami. To uruchamia wyobraźnię: jesteś zamknięty w ciasnej kabinie, trudno ci się obrócić, spoglądasz w lusterko i zastanawiasz się, gdzie się podział ten cholerny Messerschmitt. Cieszę się, że efekt końcowy jest wiarygodny. Oglądałem film razem z pilotami. Często odrywałem wzrok od ekranu, żeby spojrzeć na ich reakcje, i czułem, jak przeżywają każdy lot. Napięcie powinno się udzielić również widzom. Choćby w sekwencji, gdy Maciek Zakościelny odbywa lot szkoleniowy. Nagle pojawia się maszyna wroga. Bohater staje do pierwszej potyczki, nie wiedząc jeszcze tak naprawdę, jak obsługiwać ten samolot. Mamy w tym roku aż dwa filmy o Dywizjonie 303. Oba wchodzą do kin w sierpniu.

Pewnie pana zaskoczę, ale ja się z tego cieszę. Dywizjon 303 czekał na swój czas ponad 70 lat, bo w „Bitwie o Anglię” z 1969 roku nasi piloci zostali przedstawieni w sposób marginalny – jako prości, niepotrafiący się dogadać po angielsku ułani, którzy pili, podrywali i strzelali na oślep – ale mieli szczęście. Dla dystrybutora to problem, bo widzowie mogą być nieco zdezorientowani, ale dzięki takiej konkurencyjnej sytuacji mamy okazję porównać, jak nas widzą Brytyjczycy i jak widzimy siebie sami. Być może w ten sposób powstanie pełniejszy portret

– Gdybyśmy spartaczyli film o Dywizjonie 303, to przecież nikt by nam tego nie darował – mówi Piotr Adamczyk.

PIOTR GUSZKOWSKI

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.