KATARZYNA HERMAN,

Gazeta Wyborcza - CJG - - /TO JEST GRANE -

Rozmawiamy tuż po mojej premierze „Końca miłości” w teatrze w Bydgoszczy, zatem wszystko, co pochłaniałam w ostatnim czasie, krążyło wokół miłości i tego, jak ona zdycha. Dlaczego ludzie się rozmijają, co kochają w sobie, kiedy się kochają? I dlaczego ze wszystkich wiecznych rzeczy miłość trwa najkrócej?

Autor sztuki Pascal Rambert skonstruował piękny, ostry tekst – rozpisany na dwa 45-minutowe monologi. On – gra go Julek Chrząstowski – mówi, że „miłość to trup, nosisz jego skórę” itd., a ja mu odpowiadam: „będziemy się błąkać po tym samym lodowatym kraju, nasze usta się zacisną, nasze szczęki zesztywnieją...” itd.

Dużo słów i trudna forma. Reżyseruje Dorota Androsz. To jej debiut. Jeśli ktoś chce zobaczyć efekty naszej pracy, to zapraszam do Bydgoszczy, 28-30 września odbędzie się tu festiwal Ramberta (autor pokaże swoje filmy i przeczyta inny swój tekst „Początek miłości”). Albo na bydgoski festiwal Prapremier w październiku.

Książka na ten temat, którą właśnie przeczytałam i chciałabym polecić, to „Rozstanie” amerykańskiej Japonki, mojej rówieśnicy, Katie Kitamuro. Czyta się ją jak kryminał. W ciekawy sposób szuka odpowiedzi, dlaczego miłość przechodzi nagle jak katar. Mnie ona dużo dała. Ale ostrzegam – nie jest poradnikiem.

Na próbach wymieniliśmy się też filmami na temat „końca miłości” – ja polecam najmocniej dwa francuskie sprzed paru lat – „5/2” Ozona oraz „Moja miłość” z cudownym duetem Vincent Cassel i Emannuelle Bercot. Lubię je bardzo. Ile w nich namiętności? Jeśli miałabym wymarzyć sobie film, w jakim chcę zagrać, to poproszę o coś takiego.

Z polskich produkcji, na które czekam, to „Kler” Wojtka Smarzowskiego, gdzie pojawiam się na chwilę. Z dużą tremą, bo wiadomo: Smarzowski! To będzie mocne kino, które wzbudzi skrajne emocje! Mam nadzieję, że wywoła dyskusję na temat instytucji Kościoła, a może nawet katharsis? Pierwsze pokazy już za kilka dni na festiwalu w Gdyni, premiera 25 września.

Niecierpliwie też czekam na „1983”, pierwszy polski serial dla Netflixa wyreżyserowany przez 4 kobiety (Holland, Chajdas, Smoczyńska i Adamik). Znajomi, którym mówiłam, że gram, krzyczeli: „wow! ojej!”. A ja nie rozumiałam, o co chodzi z tymi serialami? Dopiero w te wakacje pierwszy raz odpaliłam Netflixa i już wiem. Nie mogę się odkleić zwłaszcza od „River”i „Peaky Blinders”. Chciałabym, żeby nasz „1983” był też świetny, bo w drugim sezonie moja postać ma rozwinąć skrzydła.

Dzieci z przyjemnością zabiorę do kina – i państwu też polecam – na „Zegar czarnoksiężnika”, bo Cate Blanchett mówi w nim moim głosem! Nie mam doświadczenia w dubbingu, więc robi to na mnie wrażenie, cieszę się jak dziecko.

Kursując do Bydgoszczy, słucham audiobooków, ale i muzyki oczywiście. Najlepiej mi się prowadzi przy składance z wytworni Motown – bez niej się nigdzie nie ruszam. Całą rodziną śpiewamy z pamięci Marysię Peszek czy Kaśkę Nosowską. Tym bardziej jestem dumna, że w jednej piosence Nosowska wymienia mnie z nazwiska. A ponieważ ma teraz trasę z nową płytą „na tłusto”, spróbuję się wybrać na jeden z jej koncertów i usłyszeć to na żywo. I zamierzam pęknąć tam z dumy!

Dorota Wyżyńska

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.