JAZZ NA SKRAJU POSTĘPU I NIENASYCENIA

Gazeta Wyborcza - CJG - - /MUZYKA - ŁUKASZ KAMIŃSKI ROZMOWA Z MARCINEM WASILEWSKIM

POD PATRONATEM Podczas koncertów fascynują, porywają publiczność. Właśnie ukazuje się ich koncertowa płyta „Live” nagrana na festiwalu jazzowym w Antwerpii. Premiera albumu w piątek, dzień później trio Marcina Wasilewskiego wyrusza w międzynarodową trasę koncertową – od Wąchocka, przez Berlin, Warszawę, kończąc w grudniu w Bari.

Jeden z najważniejszych współczesnych polskich zespołów jazzowych, który tworzą pianista Marcin Wasilewski, basista Sławomir Kurkiewicz i perkusista Michał Miśkiewicz, w przyszłym roku obchodzić będzie 25 lat swojego istnienia. Trio popularność zdobyło zarówno dzięki płytom własnym, jak i tym nagrywanym u boku Tomasza Stańki. Od lat związane jest z cenioną monachijską wytwórnią ECM. To jej nakładem właśnie ukazuje się pierwszy koncertowy album „Live”.

To pytanie można odwrócić i zapytać, na ile mają łatwiej. Dziś dostępność muzyki jest właściwie niczym nieograniczona. Co więcej, mają też dostęp do nut, mogą brać udział w wymianach studenckich, mogą starać się o stypendia. Współczesna edukacja jest o wiele bardziej twórcza dziś niż pół wieku temu. Rozwój technologii pozwala sprawdzić w domu, jak np. brzmi kompozycja bądź aranż na orkiestrę symfoniczną . Najważniejsza wciąż pozostaje relacja mistrza z uczniem.

W recenzjach twojego tria często można znaleźć taki chwyt, że wasza muzyka jest połączeniem tradycji z nowoczesnością. To fajnie wygląda na papierze, ale właściwie nic nie tłumaczy.

Coś jednak jest w tym opisie. Nasze początki jako muzyków to właśnie tradycyjna, konwencjonalna gra. Wszystko zmieniło się, gdy poznaliśmy Tomasza Stańkę, który był w kwiecie wieku, ukształtowanym artystą o wielkiej renomie, ale wciąż poszukującym, ciekawym, otwartym. To zderzenie naszego tradycyjnego podejścia do muzyki z jego awangardową estetyką bardzo nas zmieniło.

Kiedyś Tomasz Stańko mówił mi, że współpracuje z artystami, od których sam może się czegoś nauczyć. Jak sądzisz, czego się nauczył od was?

Niezręcznie mi o tym trochę mówić, ale nasza współpraca była symbiozą, uczyliśmy się od siebie nawzajem. My jesteśmy zespołem bardzo zgranym, zawsze byliśmy. Interesowała nas rytmiczność i byliśmy w tym dobrzy. Stańkę chyba pociągało to właśnie. Lubił zderzać swoje improwizacje, swobodnie płynącą muzykę z naszą kolektywną dyscypliną. My z kolei uczyliśmy się od niego otwartości, ale też i tajemnicy kryjącej się w muzyce. Nigdy się z Tomaszem nie nudziliśmy, a on z nami też nie.

Wydajecie teraz nową płytę, nagraną na żywo. Co zyskuje, a co traci jazz grany w studiu lub na żywo?

Muzyk jazzowy musi dobrze się poruszać w obu tych sytuacjach. W studiu atmosfera jest hermetyczna, panuje ekscytująca cisza, muzyk ma przed sobą konkretny cel. Wspomniany już Coltrane mówił w jednym z wywiadów, że po początkowym nagrywaniu wspaniałych płyt w studiu ciągnęło go do nagrywania muzyki z koncertów. Chciał pokazać emocje, które uwalniają się podczas występów. W triu od początku stawialiśmy na koncerty. Niech na sali będzie tylko dziesięć osób, ale jeśli uda nam się je porwać, zafascynować, to znaczy, że nam się udało. I co ważne, z każdym kolejnym występem musisz czuć, że robisz postępy, ale też czuć pewne nienasycenie. Te dwie emocje niosą muzyka do dalszego rozwoju i poszukiwań

No dobrze, a studio?

Jest potrzebne, by nagrać płytę, czyli wizytówkę artysty. Pozwala też na pewne wyciszenie, na odcięcie się od emocji, które towarzyszą podczas koncertów, a które też potrafią zdekoncentrować muzyka, zaburzyć jego precyzję i skupienie.

Dlaczego zdecydowaliście się wydać płytę koncertową właśnie teraz?

Po sukcesie albumu „Spark of Life” dużo podróżowaliśmy, koncertowaliśmy. Postanowiliśmy zapisać ten moment w historii zespołu, ale też spełnić prośby naszych fanów. Niektórzy z nich często mówili nam, że na żywo brzmimy inaczej niż na płytach. Sam album „Live” nagraliśmy nieco przez przypadek. Nie wiedziałem, że festiwal, na którym mamy wystąpić, czyli belgijski Middleheim Jazz Festival w Antwerpii, jest tak ważny i ceniony. Gdy pojawiliśmy się na festiwalu, okazało się, że nie mamy zbyt wiele czasu na próbę, a ja od dziesięciu dni nie grałem. Złapałem więc jakiegoś fendera i przez pół godziny robiłem wszystko, co mogłem, by się rozegrać, rozgrzać palce. Kiedy weszliśmy na scenę, nie mieliśmy pojęcia, że ktoś nas nagrywa, pozbawieni byliśmy tego stresu, obciążenia. Zarejestrowany materiał trafił do Manfreda Eichera, szefa wytwórni ECM, a ten postanowił go wydać. I tak w ten sposób ukazuje się nasza pierwsza płyta koncertowa i pierwsza na winylu. W całym instrumentarium jazzowego arsenału fortepian zajmuje miejsce szczególne, osobne. Na ile ta niezwykłość jest dla ciebie ważna, inspirująca?

Wszystko zależy od instrumentu. Jeśli jest piękny, wysokiej klasy, to gra na nim jest czystą przyjemnością. Gdy jest zły, to mam ochotę go spalić. Ale kluczem jest pianista. Graliśmy kiedyś z Tomaszem Stańką w Portland w jakimś strasznym, choć podobno legendarnym klubie. Na scenie stało pianino jeszcze chyba z czasów Monka, choć pewnie sam Monk by go nie tknął. Byłem naprawdę zdegustowany. Tomasz powiedział mi jednak, żebym się przełamał, zrozumiał, że im jest trudniej, tym jest lepiej, żebym wykorzystał tę moją złość i niechęć jako energię do gry. Miał rację, koncert okazał się świetny; moja złość, ale też i sam klimat miejsca i wspaniała publiczność złożyły się na doskonały wieczór.

Warszawski koncert tria Marcina Wasilewskiego 16 października

– Teatr Muzyczny Roma

JAZZANOVA

godz. 19. Progresja, ul. Fort Wola 22.

Jazzanova to już uznana i ceniona muzyczna instytucja. Zespół zawsze miał smykałkę do kompozycji, w których przeglądał się jazz, soul, elektronika, pop, przy czym zgrabnie i z wdziękiem unikał skrajności. Niedawno ukazał się najnowszy album niemieckiego kolektywu „The Pool”, elegancki, wpadający w ucho, uwodzący melodiami. Przed Jazzanovą wystąpi Jazzpospolita. Bilety od 95 zł.

Łukasz Kamiński

Marcin Wasilewski Trio z nową płytą ,,Live”

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.