DAJ SIĘ PRZESTRASZYĆ NA HALLOWEEN

Gazeta Wyborcza - CJG - - ZRÓB TO W WARSZAWIE - AGATA PIASECKA

Przenieść się na 15 minut do horroru, gdzie otaczają nas duchy i potwory? To możliwe! Wystarczy odwiedzić jeden z dwóch warszawskich Horror House’ów. O tym, jak to jest być zawodowym potworem, rozmawiamy z Marcinem Szymańskim, aktorem z Horror House’u.

MARCIN SZYMAŃSKI: Boisz się? Bo wyglądasz na nieco przestraszoną. AGATA PIASECKA: Jeszcze nie, bo nie jesteś ucharakteryzowany. A czego najbardziej boją się klienci?

Boją się tego, że nie wiedzą, co ich czeka. Przychodzą do recepcji, która wygląda normalnie, a potem wchodzą do ciemnego pokoju i zaczynają się pierwsze krzyki.

Ludzie sami się też podkładają i mówią np., że koleżanka boi się pająków, a my z tego korzystamy. Masz jakąś stałą postać, w którą się wcielasz?

Nie, mamy bogatą garderobę. Najważniejsze, żebym był straszny. Czasem inspiruję się filmami. Jak wygląda przejście przez Horror House?

Całe przejście trwa od 15 do 25 minut. Na początek w ciemnym pokoju trzeba znaleźć latarkę. Czasem trafia się na zamknięte drzwi, do których trzeba znaleźć klucz. Zazwyczaj leży on w widocznym miejscu, ale trzeba pamiętać, że my cały czas straszymy uczestników. Staramy się ich zaskakiwać i jak najbardziej przestraszyć, w końcu płacą za to, żeby się bać.

Zdarza się, że ktoś rezygnuje?

Dosyć często, jakieś 30-40 proc. uczestników przerywa zabawę w trakcie. Zdarzają się też tacy, którzy za wszelką cenę nie chcą pokazać, że się boją, i cały czas powtarzają, że wszystko jest na niby. No jasne, że jest, ale takie zachowanie psuje innym zabawę.

Kiedy najczęściej goście rezygnują?

Na samym początku, gdy tylko zostają zamknięci w ciemnym pokoju. Przechodziłeś Horror House jako zwiedzający?

Niestety tak, zanim zacząłem pracę tutaj, przyszedłem ze znajomymi jako gość. Mówię „niestety”, bo ja naprawdę boję się wszystkiego – ciemnych uliczek, horrorów, pająków. Chciałem zrezygnować jakieś 50 razy, ale zaparłem się, bo było mi głupio przed znajomymi. Jak przygotowujesz się do wejścia w rolę?

Teraz to już rutyna i głównie nakładanie kostiumu i makijażu. Na początku trudno było mi się przełamać, bo martwiłem się, że się wygłupię i nie będę wystarczająco straszny. Dotykacie gości?

Tak, tak, dotykamy, smyramy po karku czy łydkach. To bardzo ważne, bo buduje napięcie. Musieliśmy nawet dopisać do regulaminu zdanie o tym, że aktorzy mogą dotykać zwiedzających. Wiele osób myślało, że skoro oni nie mogą nas dotknąć, to my też tego nie zrobimy, a ta zasada nie działa w dwie strony.

To, że sam zwiedziłem Horror House, pomogło mi w pracy, bo często bazuję na tym, czego sam się bałem, np. staram się pojawiać znikąd. Goście trzymają się zasad niedotykania aktorów?

Raczej tak, chociaż zdarza się, że ktoś zareaguje emocjonalnie i zrobi się nieco agresywny. Najczęściej jest to agresja werbalna, ale na nią jesteśmy uodpornieni. Jak ktoś przeklina, to znaczy, że się boi. A nam o to chodzi.

W jaki sposób zostałeś aktorem w Horror Housie?

Przez przypadek. Trzy lata temu o godzinie trzeciej w nocy znalazłem dwa ogłoszenia o pracę. Na stanowiska potwora w Horror House albo wróżki w serwisie SMS-owym. Złożyłem ofertę i tu, i tu, ale zadzwonili tylko z Horror House’u. Może to i lepiej.

Horror House ma dwie lokalizacje, w piwnicach budynku ul. Wąski Dunaj 12/18 i Nowy Świat 52. Bilety: 25-30 zł. Wymagana jest rezerwacja miejsca. Czynne wtorek-niedziela godz. 12-20, w Halloween do 22

Marcin Szymański w Horror House przemienia się w demonicznego klauna

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.