TO BYŁO PRAWDZIWE ZGŁOSZENIE

Gazeta Wyborcza - CJG - - /KINO -

PIOTR GUSZKOWSKI: Zdarzyło ci się zadzwonić pod numer 112?

JAKOB CEDERGREN: Nie, ale przygotowując się do roli, odwiedziłem centralę telefonu alarmowego. Spotkałem się z operatorami – ludźmi, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji jak mój bohater. Na co dzień przychodzi im się mierzyć z ogromną odpowiedzialnością, muszą zachować przy tym profesjonalizm oraz dystans. Taka konfrontacja pomaga aktorowi, bo rzeczywistość zwykle zaskakuje. Nawet nie w szalony sposób, po prostu otrzymujesz tyle detali, które pozwalają ci lepiej zrozumieć sytuację, ale też dostarczają czysto fizycznych wskazówek, jak coś powinno wyglądać. Dlatego odpowiedni research wydaje się najlepszym sposobem na rozpoczęcie pracy nad rolą, a także punktem wyjścia dla scenarzysty.

Pomysł na film wziął się podobno z prawdziwej sytuacji.

Gustav Möller zaczął myśleć o „Winnych” pod ogromnym wrażeniem nagrania audio pewnej rozmowy. Znalazł na YouTubie autentyczne zgłoszenie od uprowadzonej kobiety, podobne do ukazanego w filmie. Musiała się porozumiewać z dyspozytorem za pośrednictwem kodu, żeby nie zdradzić się przed porywaczem, który siedział tuż obok niej w samochodzie. Razem z Emilem Nygaardem reżyser rozwinął ten pomysł w pełnometrażowy scenariusz. Czy kręciliście chronologicznie?

Rzadko możemy poprowadzić w kinie opowieść od początku do końca. Tu mieliśmy ten komfort, ale wymagało to solidnych przygotowań. Gustav musiał się naprawdę napracować, żeby stworzyć nam odpowiednie warunki. Weź pod uwagę, że to debiutant, co tym lepiej o nim świadczy. Jest naprawdę błyskotliwym facetem. Wszystko, co rozgrywa się na ekranie, działo się w czasie rzeczywistym. Za każdym razem faktycznie wybieram numer lub odbieram połączenie. Aktorzy, z którymi rozmawiałem przez telefon, znajdowali się w pomieszczeniu na końcu korytarza.

Ten sposób realizacji pomógł ci w lepszym rozpoznaniu bohatera?

Niewątpliwie. Jednak wyczułem go wcześniej. Dołączyłem do projektu na dość wczesnym etapie, miałem swój udział przy dopinaniu scenariusza. W pierwotnej wersji montażowej tło było zresztą bardziej zarysowane. Ostatecznie proponujemy widzom podwójną tajemnicę – dotyczącą sprawy porwanej kobiety, ale także tego, by rozszyfrować bohatera, jego przeszłość i to, kim właściwie jest.

Każdy twój grymas czy spojrzenie, inny ton głosu, to dla nas kolejna wskazówka.

Chodziło o to, żeby całość rozegrała się w głowie widza – żeby poczuł się tak, jakby te dramatyczne wydarzenia oglądał, choć przecież słyszy tylko przebieg rozmowy. Dźwięk skutecznie rozbudza wyobraźnię. W dodatku każdy może to sobie wyobrazić inaczej.

Ile miejsca pozostawało na improwizację?

Zanim weszliśmy na plan, przygotowywaliśmy się pięć miesięcy. Chcieliśmy wszystko wcześniej omówić, szczególnie w kwestii emocji, żeby potem nie tracić niepotrzebnie czasu na wracanie do tych samych dyskusji. A czas był cenny. Na zdjęcia mieliśmy tylko 13 dni. Wiedzieliśmy więc dokładnie, co grać. Oczywiście, zdarzały się sytuacje niezaplanowane. Czasami Gustav celowo je prowokował, swoje robiło również zmęczenie. Dla zwiększenia realizmu realizowaliśmy film w długich ujęciach. Wtedy łatwiej się pomylić, o czymś zapomnieć, za wcześnie się rozłączyć itd., zboczyć z ustalonej ścieżki. Nie robiliśmy cięcia, musiałem jakoś zareagować. Kamera tylko czekała, żeby złapać na mojej twarzy zaskoczenie i inne emocje – niekoniecznie zagrane, raczej wywołane sytuacją.

Gdy przez większość filmu w kadrze znajduje się tylko twoja twarz, a suspens budują kolejne rozmowy przez telefon. O pracy nad „Winnymi” opowiada aktor Jakob Cedergren*.

*Doceniony za rolę w „Submarino” Thomasa Vinterberga. Wystąpił też m.in. w filmie „Strasznie szczęśliwi”, będącym połączeniem thrillera i czarnej komedii, oraz skandynawskich serialach (jak „Zabójcy” czy „Morderstwa w Sandhamn” – pierwowzór polskiej „Zbrodni”).

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.