PADEREWSKI SUPERSTAR

Gazeta Wyborcza - CJG - - /W MIEŚCIE -

– Ale z niego robicie gwiazdora – uśmiechnęłam się, patrząc na zdjęcie pięcioramiennej gwiazdy, jednej z tych, które w Los Angeles tworzą aleję sławy poświęconą osobistościom show-biznesu. Umieszczony był na niej napis „Paderewski”. – Ale on naprawdę ma swoją gwiazdę na Hollywood Boulevard – wyjaśnił mi Marcin Fedisz, kurator wystawy „Paderewski. Anatomia geniuszu” w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej.

Gdyby o Ignacym Janie Paderewskim uczono w polskich szkołach, a przeciętny suweren uważałby go za wzór do naśladowania, prezydent naszego kraju nie stałby przy biurku prezydenta Stanów Zjednoczonych jak uczniak, podpisując międzynarodową umowę. Polak może być sławny, bogaty i uwielbiany za talent i klasę? Jest w stanie rozmawiać z możnymi tego świata bez skrępowania? Tak. Kimś takim był Ignacy Jan Paderewski (1860-1941).

W księdze pamiątkowej tej świetnej wystawy ktoś ze zwiedzających napisał, że życzy Andrzejowi Dudzie takiej klasy politycznej, jaką miał Ignacy Jan Paderewski. Tylko że Paderewski nie był politykiem – był premierem RP, ale z polityki się wycofał, bo się nią rozczarował. Był muzykiem – pianistą i kompozytorem (Opera Narodowa wystawiła właśnie jego jedyną operę „Manru”). Pięknoduchem? Tak, ale na tym właśnie zrobił swoją nieprawdopodobną karierę. Był też pieszczoszkiem mediów, bogaczem, którego stać było na deficytową uprawę wina w kalifornijskiej posiadłości w Napa Valley, konsumentem dóbr luksusowych, które gromadził w swojej szwajcarskiej willi. A trzeba pamiętać, że wyszedł z galicyjskiej biedy, z rodziny wprawdzie szlacheckiej, lecz zubożałej.

Myślałam, że wiem o nim wszystko ( jego pamiętniki są kopalnią wiadomości). Twarz tygodnika „Time” (dwie okładki), bohater licznych karykatur, zdjęć prasowych, portretów (bo malarze ścigali się, żeby namalować tę piękną głowę, np. prerafaelita Burne-Jones), temat niezliczonych artykułów i plotek. Paderewski – Madonna? Lady Gaga? Ktoś w tym rodzaju.

Słuchali go magnaci finansowi, słuchali mieszkańcy zakurzonych miasteczek na Dzikim Zachodzie. Żaden Polak nie doczekał się takiej sławy w Ameryce. Piękny, szlachetnie wyglądający mężczyzna przy fortepianie, grający Chopina, podbił serca Amerykanów.

Nigdy tak nie ma, że wiemy wszystko. Nie wiedziałam np., że nasz wirtuoz reklamował papierosy (był namiętnym palaczem). Otwierasz paczkę Willsów albo Ogden’s Guinea Gold, a w środku najprawdziwszy Paderewski. Moja podręcznikowa wiedza o tym, że otaczał się nieprawdopodobnym przepychem, zderzyła się nagle z jednym, ale za to mocnym przykładem. Bo oto na wystawie zobaczyłam kuferek. Umieszczony w pojedynczej gablocie za szkłem niczym korona władcy. Szczotki do włosów i wąsów zrobione z kości słoniowej. Nie jakieś tam grzebyki, ale masywne przedmioty z grubą rączką, w sam raz do rozczesania bujnej czupryny „wiewiórki”, jak nazywali Paderewskiego szkolni koledzy. Obok – kryształowe butelki na wodę kolońską z nakrętkami z prawdziwego srebra. Przybory do pielęgnacji paznokci – połowa z nich trudna do zidentyfikowania. Wszystko to z najlepszych materiałów, zakazanych dziś (i słusznie) przez ekomyślenie. Zdumiałam się, gdy dowiedziałam się, że jest to jeden z czterech kuferków toaletowych, które specjalnie dla Paderewskiego zaprojektował Louis Vuitton. Podobno w pierwszym z nich butelki na wodę kolońską wykonane były ze szczerego złota, a nakrętki z platyny. Miał gest.

Na wystawie znajdziemy partytury, medale (Orła Białego), srebrne wieńce laurowe – to, co zwykle znaleźć można na wystawach dotyczących ludzi wybitnych. Najciekawsza jest jedna historia jego życia. Modelowa. From zero to hero. Dzieci w szkole się nie dowiedzą, ale dowiedzą się te, które z rodzicami wybiorą się na wystawę i otrzymają fajną książeczkę o Mr. Paderewskim.

ANNA S. DĘBOWSKA

Wystawa czynna do 9 grudnia, można ją oglądać bezpłatnie w przerwach spektakli.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.