M JAK… MOJE MIEJSCA

Gazeta Wyborcza - CJG - - /W MIEŚCIE -

Mieszkałem tylko na ulicach zaczynających się na „M”. Tak wyszło.

Wyjściowa, Mazowiecka, to teraz nocny punkt usługowy dla średniego sortu pijaków. Takich, którzy niby chcą iść do elegantszego lokalu, ale to, co najczęściej z tego wychodzi, to awantura z turystami z Francji. Umęczona przestrzeń przypomina wtedy 40-tysięczny stadion, na który szalony organizator sprzedał 100 tysięcy biletów. Ale to przez ostatnie 8-10 lat. Wcześniej – i nie mam na myśli czasów świetności przedwojennego lokalu Ziemiańska – był tam jeden bar, U Artystów. Pierwsza knajpa, w której samodzielnie kupiłem piwo, pierwsza, w której nauczyłem się zawierać barowe znajomości, otwarta pod patronatem pobliskiej Akademii Sztuk Pięknych, dla jej studentów. Bywała tam i aktorka, którą wszyscy znają z „Misia”, i pierwszy transwestyta, jakiego widziałem na oczy. Dla nastolatka – moc atrakcji. Za dnia zresztą Mazowiecka nie ma problemu z udowodnieniem swego szlachetnego rodowodu; znajdziemy w jej skromnych granicach aż trzy sklepy z artykułami dla plastyków, galerię z oryginalną, podziurawioną wojennymi pociskami fasadą, redakcję serwisu Vice (sic!) i nowo otwarty minisklep-galerię z polskimi plakatami.

Opuściwszy dom rodzinny, wybierałem portfelem, dzielonym na pół z ziomalem-współlokatorem. Wywiało nas aż na ulicę Marymoncką, niby jednym tramwajem nr 15 od centrum, ale pochłaniającym dobrą godzinę zatłoczonych spojrzeń i myśli. Kamienica kamienicy nierówna, zrozumiałem wtedy, choć krzywdy nikt mi na Bielanach nie zrobił. Nieco zapomniana przez świat (szczęśliwie przez deweloperów również) dzielnia dostarczyła mi inspiracji do minimum jednej płyty. Pierwszy sensowny i skoordynowany ruchowo seks to właśnie tam, pod numerem 63. Pierwsze narkotyki i postanowienie o samodzielnym, monolokatorskim stylu życia to też zasługa Marymonckiej. Bar mleczny na rogu z Podleśną opóźnił moje tycie o dobry rok. Później bowiem zamieszkałem na Miączyńskiej, gdzie rytm diety wyznaczały dostawy baraniny do pobliskiego Adel Kebaba.

Lokum w domu kilkurodzinnym (do dziś nie wiem, jak poprawnie nazwać tę miniaturkę kamienicy) świadomie odnalazłem na wymarzonej dzielnicy, Wyględowie, na temat którego peany nagrywam od lat. To tam pewnego dnia wyszedłem na spotkanie z ojcem w koszuli przecenionej w pewnym sklepie w Galerii Mokotów i na Miączyńskiej właśnie ujrzałem starego siedzącego w swoim bmw w dokładnie takiej samej, granatowej koszuli.

A gdy już przekonałem się o potędze genów i odpowiednio mniejszej (wg mnie) wadze wychowania, postanowiłem zerwać z patentem wynajmowania mieszkań i skumulować oszczędności rodzinne oraz własne i doprowadzić do zakupu pierwszego mieszkania. Oczywiście na ulicy na „M” – Maklakiewicza i oczywiście na Wyględowie. Na Maklaku właśnie wraz z przyjaciółmi z 2cztery7 zbudowaliśmy studio i tam też nagrałem wszystko od 2006 roku do piosenki pod tytułem „P1ętr0” z roku bieżącego, opisującej wiele zdarzeń z tym adresem związanych.

„M jak miłość” sponsorowało kolejny odcinek „Ulicy Sezamkowej”, którą postanowiłem zasiedlić z kobietą. Żądni przygód odjechaliśmy jakieś cztery kilometry od Wyględowa w kierunku Filtrów, na Mochnackiego. Przez trzy lata biegaliśmy na trzecie piętro ziemi obiecanej entuzjastów starej Warszawy. Ochota stała się inspiracją płyty „Ała.”, a mój związek ukończył etap licealny i wszedł w dorosłość. Jednak kiedy jeden z pierwszych KOD-owskich marszów wyprowadził mnie na plac Narutowicza – z głośników poleciał mój ulubieniec Mezo z hitem „Ważne, że potrafisz widzieć dobro” i tym samym sprowadził mnie na ziemię. Tak jak opozycja odsłoniła swój osobliwy gust w temacie protest songów, tak i ja w tym momencie zrozumiałem, że Filtry Filtrami, lans lansem, ale w tym mieście nic już nie jest takie jak przed wojną i temu wynajmowanemu blichtrowi trzeba będzie w końcu powiedzieć „pa!”. Dwie pożegnalne litery wykrztusiliśmy nie bez żalu, bo mieszkanie na Mochnaku było naprawdę zajebiste. Następnie zabraliśmy się do remontu lokum docelowego, a potem kolejnych. I tak wciąż pozostaję wierny, podświadomie, literze M, Wyględowowi i świadomości, że dom to okolica, sąsiedzi, parkingi, sklepy i usługi, a nie tylko metraż, taras czy szlaban. Zaś przed kupnem/najmem tego czy innego kwadratu zawsze warto zapytać dozorcę: „Czy z mieszkaniem graniczy przypadkiem jaki policjant?”.

Do zobaczenia w grudniu!

* Ten Typ Mes – raper, tekściarz, producent muzyczny, współzałożyciel Alkopoligamii

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.