DO TRZECH RAZY POLSKA

Gazeta Wyborcza - CJG - - /KINO - PIOTR GUSZKOWSKI

Tytułowy „Relax” to nazwa domu wczasowego. Jego dyrektor próbuje uratować podupadający biznes dzięki programowi dla uchodźców wspomaganemu przez unijne dotacje. Reakcje okolicznych mieszkańców wkrótce zweryfikują piękne deklaracje postawy patriotycznej, jakie przedstawiali uczestnicy konkursu z poprzedniego filmu Agnieszki Elbanowskiej - dokumentu „Polonez”.

– To ciekawa interpretacja – przyznaje reżyserka. – „Polonez” był obserwacją dokumentalną, ale niepozbawioną elementów kreacji, odautorskiego subiektywizmu. „Relax” jest kreacją fabularną z elementami dokumentalnymi, więc siłą rzeczy przedstawia jakiś wariant rzeczywistości, ale to jedna z wielu możliwych odpowiedzi. Oba filmy mają ten sam mianownik: polskość, my, naród. Więc w zasadzie można by je połączyć w taki hipotetyczny wywód logiczny: od pytania do odpowiedzi. Z tym że ta odpowiedź nie jest jedyną słuszną interpretacją rzeczywistości, tylko groteskową wariacją, którą jednak trzyma przy ziemi wspomniana wcześniej prawda dokumentalna – zaznacza Elbanowska.

Elbanowska czuje się silnie związana z dokumentem, z prawdą, jaką ma w sobie zastana rzeczywistość. – W filmie dokumentalnym ta prawda ulega pewnemu przekształceniu, bo sama obecność kamery i ekipy filmowej już na nią wpływa, ale nawet w tym procesie interakcji filmowej zachowuje swoją suwerenność – tłumaczy. Kiedy realizowała „Relax”, zależało jej, żeby powód, dla którego zajęła

się tematem uchodźców, wybrzmiał właśnie z tą siłą prawdy dokumentalnej. – Dlatego prawdziwe wypowiedzi aktorów nieprofesjonalnych na ten temat, ich prywatne opinie wyrażone ich własnymi słowami – wylicza. – Nie nazwałbym tego podejścia konwencją czysto humorystyczną. To raczej dramat, którego konteksty miejscami powodują uśmiech. Pewnie bliżej mi do określenia: tragikomedia – wyjaśnia Roman Przylipiak, zapytany o nieoczywisty pomysł, jaki miał na podjęcie tematu fenomenu ludzi, do których chorzy zwracają się, gdy zawodzi medycyna.

W „Jerrym” poznajemy uzdrowiciela napiętnowanego przez małomiasteczkową społeczność. Zresztą on sam wydaje się coraz bardziej wątpić w siebie i swój dar pomagania innym, przynajmniej dopóki nie wydarzy się cud… z udziałem psa. – Szukałem formy do opowiedzenia historii w sumie przecież nieśmiesznej, igrającej z życiem i śmiercią, z wiarą i niewiarą. Świat, który stworzyliśmy z Itą [autorka zdjęć Ita Zbroniec-Zajt], jest więc specyficzny, nierzadko absurdalny. Ten balans pomiędzy tragizmem i komizmem najbardziej mnie pociągał – dodaje.

Kluczowa dla klimatu „Jerry’ego” wydaje się sceneria. Przylipiak przyznaje, że oprócz głównego bohatera granego przez Sebastiana Łacha to

I W

ELEKTRONIKU

Przypadkowe spotkanie w sieci, rozterki lokalnego cudotwórcy oraz przygotowania do przyjęcia uchodźców – choć każdy z trojga reżyserów krótkometrażowych filmów prezentowanych w ramach czwartej odsłony cyklu „Najlepszych polskich 30’” sięga po fikcję fabularną, przewrotnie skłaniają do refleksji na temat naszej codzienności.

właśnie świat, w którym rozegrać się miała ta historia, był najistotniejszy. – Trzeba było wyjechać daleko od Warszawy, by znaleźć miejsce i ludzi tak specyficznych, pięknych i nieoczywistych. Potrzebowałem miejsca jakby namalowanego, z aurą i czymś zawieszonym w powietrzu. Tykocin od razu mnie urzekł, a casting, który tam zorganizowaliśmy, sprawił, że wszystkie role drugoplanowe, poza Justyną Wasilewską i Adamem Bobikiem, zagrali mieszkańcy Tykocina – opowiada reżyser.

DWOJE NA HUŚTAWCE EMOCJI

Bohaterowie „Users” w reżyserii Jakuba Piątka, kobieta i mężczyzna spędzający samotnie sylwestrową noc w swoich mieszkaniach, zostają dobrani przez algorytm do prywatnej rozmowy na wideoczacie, w której z czasem zaczynają przekraczać kolejne granice. Ich perypetie układają się w bolesną diagnozę współczesnych relacji między ludźmi.

Jak tłumaczy Piątek, pomysł na film przyszedł z różnych stron. – Po pierwsze, mechanizm stron typu chatroulette.com jest w swoim założeniu niesamowity: pozwalasz dwójce totalnie przypadkowych osób połączyć się na chwilę z użyciem kamer internetowych – mówi reżyser. – Z drugiej strony bardzo chciałem zrobić film, który skupi się na dwójce aktorów i na dialogu, tak żeby odciąć wiele elementów, pójść w stronę prostoty i takiej inscenizacyjnej klaustrofobii – trochę na zasadzie teatralnej Davida Mameta: daj mi dwójkę aktorów, dwa krzesła, kawałek sceny i to wystarczy. Po trzecie, w naszym teamie scenariuszowym z Łukaszem Czapskim i Dobromirem Dymeckim bardzo lubimy opowiadanie Kundery „Fałszywy autostop”, gdzie gra pomiędzy parą bohaterów zmienia totalnie sens relacji.

Koncepcja była taka, żeby każdego bohatera nakręcić osobno w pełnym przebiegu i zachowaniu chronologii scen. – Aktorzy Maja Pankiewicz i Dobromir Dymecki byli na planie przez całość zdjęć: połowę czasu grali przed kamerą, a przez połowę partnerowali, wspierali. Oczywiście rozmowy odbywały się przez ekrany komputerów, bo to zmienia totalnie dynamikę dialogu. Mają też jedną jedyną scenę, gdzie byli fizycznie obecni we dwójkę.

„Relax”

„Users”

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.