DO KTÓREGO BARBERA CHODZI TWÓJ ŚWIĘTY MIKOŁAJ?

Gazeta Wyborcza - CJG - - /TO JEST GRANE - AGATA PIASECKA

Wizyta w barber shopie to jak podróż w czasie i dlatego Święty Mikołaj świetnie będzie się tu czuł. Stoją stare albo na takie stylizowane skórzane fotele z metalowymi podpórkami na stopy, lustra w drewnianych ramach, drewniane meble i ozdobne kontuary. Klientów częstuje się kawą lub mocniejszymi trunkami. Sami barberzy są wizytówkami salonów: świetnie ostrzyżeni, ze starannie wystylizowanymi wąsami i brodami, w białych koszulach z podwiniętymi rękawami odsłaniającymi tatuaże. Mają zanikającą umiejętność posługiwania się brzytwą.

Złota era zakładów barberskich (w Polsce to po prostu golibroda) przypadła na okres pomiędzy końcem XIX wieku a latami 40. XX w. Dobrze sytuowani mężczyźni mieli swojego ulubionego golibrodę, u którego stawiali

się regularnie po to, by popracować nad kształtem wąsa lub brody. I oto w 1904 roku King Camp Gillette wymyślił maszynkę z wymiennymi ostrzami, która ułatwiała golenie w domu.

Biznes zaczął podupadać, nie pomogły mu zmiany po II wojnie światowej, a tym bardziej pojawienie się w latach 60. hippisów nieprzejmujących się kondycją brody, a w latach 80. salonów fryzjerskich unisex.

Moda na barber shopy wróciła kilka lat temu, najpierw w USA, skąd przywędrowała do Polski, dlatego dziś zamiast golibrodów przyjmują u nas barberzy. Rynek barberski – nie

tylko zakłady, ale też linie kosmetyków i akcesoriów do pielęgnacji brody – do 2020 roku ma być wart 26 miliardów dolarów.

Brodaci rozpychają się na barberskich fotelach i w popkulturze. Panowie proszą golibrodów o stylizacje na Tormunda i Khala Drogo z „Gry o tron”, walecznych bohaterów „Wikingów” czy porywczego Arthura Shelby’ego z „Peaky Blinders”. Przybywa też słynnych barberów, i to nie tylko tych fikcyjnych, jak makabryczny Sweeney Todd grany przez Johnny’ego Deppa w musicalu „Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street”, ale też

całkiem prawdziwych, jak Eric Pacinos, właściciel salonów, linii kosmetyków i internetowy celebryta.

Najlepszy salon barberski na świecie to podobno Schorem w Rotterdamie, przy którym działa nawet akademia dla barberów. Pracuje tu 11 golibrodów, a na wizytę nie można się umówić z wyprzedzeniem.

W Polsce także co chwilę otwierają się kolejne barber shopy. Niektóre zajmują ciasne lokale obowiązkowo w starych kamienicach z wysokimi sufitami, inne otwierają tymczasowe stoiska w najmodniejszych miejscach, np. na Nocnym Markecie.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.