DIONIZOS JEST KOBIETĄ

Gazeta Wyborcza - CJG - - /SCENA -

mężczyzną, ale istotą, która niesie wolność, nową ideę.

CHOTKOWSKI: I nie jest fanatykiem religijnym. A Bachantki nie są dewotkami, nie mówią jednym głosem. W zapisie Eurypidesa chór jest zbiorowością. U nas każda z czterech aktorek, Bachantek, ma swój chór, jest podmiotowa i reprezentuje inną postawę.

M.K.: Trudno dziś mówić o jednym wspólnym głosie kobiet. Czytaliśmy teksty i manifesty działaczek z różnych krajów, z różnych źródeł i mamy poczucie, że jest to nieskończony wielogłos, który się dopełnia. Chóralny chaos głosów.

Jedną z waszych Bachantek – aktorkę Aleksandrę Bożek – można było usłyszeć przed Sejmem. Organizowaliście tam happeningi, które były częścią pracy nad spektaklem. Co dały wam te czytania? Zobaczymy ich fragmenty w spektaklu?

Ł.CH.: Tak, w spektaklu będą i nagrania spod Sejmu, i z ronda Dmowskiego, które grupa aktywistów w dniu 100-lecia uzyskania praw wyborczych przez kobiety przejęła w nocy i nazwała rondem Legalnej Aborcji. Pod Sejmem byliśmy raz w tygodniu przez dwa i pół miesiąca. Co wtorek o godzinie 16 Aleksandra Bożek, Bachantka Autonoe, czytała manifesty. Zaczęła od kanonicznego tekstu – przemówienia Simone Veil „O prawo do aborcji”, wygłoszonego w parlamencie francuskim w 1974, potem sięgała m.in. po manifest kobiet z Argentyny, które pod parlamentem, sądem najwyższym na znak sprzeciwu rozebrały się do naga i ułożyły w stos martwych ciał. Czytała protest Rebeki Gomperts na temat zaostrzenia ustawy aborcyjnej w Polsce oraz fragmenty ze strony Kobiety w Sieci, o tym jak można uzyskać dostęp do bezpiecznej aborcji medycznej, jak uzyskać pigułki aborcyjne, jaka jest procedura ich pobierania.

Jakie były reakcje?

Ł.CH.: Bachantka uporczywie czyta do murów Sejmu i od murów Sejmu się odbija. Czasami posłowie wychodzili, robili zdjęcia, nagrywali na telefony czytającą Aleksandrę Bożek, czasem wyrażali swoje oburzenie.

M.K.: Przekonaliśmy się, co znaczy kobiecy głos w świecie. Nasza Bachantka nie krzyczy, ona po prostu mówi. I może tak mówić bez końca. Nikt jej głosu nie chce usłyszeć. Ale w jej samotności i niezłomności jest największa siła. Siła polega na nieustępliwości, powtarzaniu. Kiedyś w końcu jej głos nabierze znaczenia, trzeba być cierpliwym.

Nie pierwszy raz sięgacie po antyk, by opowiedzieć o tym, co tu i teraz. Tragedie antyczne powracają ostatnio na polskie sceny. Jan Klata wystawił w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku „Trojanki”, w Ateneum oglądamy „Antygonę”, a w Łaźni Nowej w Krakowie spektakl „Wałęsa w Kolonos” inspirowany „Edypem w Kolonos”.

M.K.: O „Bachantkach” zaczęliśmy rozmawiać z Pawłem Łysakiem, obecnym dyrektorem Teatru Powszechnego, kiedy był jeszcze w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, czyli ponad pięć lat temu. Temat czekał na swój moment. Dziś jest czas na „Bachantki”. W tym roku mamy 100-lecie praw wyborczych kobiet, a na przestrzeni kilku ostatnich lat dokonało się wiele istotnych gestów, które wypływały od kobiet: „czarny Protest”, wystąpienie w Cannes, ruch #MeToo, otwarta debata o przemocy domowej. Najsilniej działają na mnie liczby, statystyki, które pokazują nierówności w traktowaniu kobiet i mężczyzn. Można powiedzieć, że jesteśmy do nierówności przyzwyczajeni od lat, nie zaprzątaliśmy sobie nią głowy, ale w momencie, kiedy liczby stają się jawne i dyskutowane, to zdajemy sobie sprawę, jak to jest szokujące. Równie szokujące jest to, że wcześniej nas to nie oburzało,

Ł.CH.: Jak mogliśmy pomijać wstrząsającą statystkę, że w Polsce w wyniku przemocy domowej umierają co tydzień trzy kobiety, a na świecie na skutek niebezpiecznie wykonanej aborcji umiera co dwadzieścia trzy minuty jedna kobieta. I my na to nie reagujemy? Przechodzimy nad tym do porządku dziennego? Patriarchat ma się dobrze, jego matryca jest powielana przez mężczyzn oraz często przez kobiety. Walka o obalenie patriarchatu to wspólna sprawa kobiet i mężczyzn. Potrzebna jest nowa idea, która wyzwoli nas z napędzającej się przemocy i ekonomicznych zależności.

M.K.: A antyk tę nową ideę wnosi. Chodzi o diapazon, na którym tekst jest rozpisany. O rangę, tony. W tragediach antycznych idzie o to, co najważniejsze: o życie i śmierć.

Ł.CH.: Dlatego zależało nam na tym, żeby nie zgubić i nie unieważnić języka Eurypidesa. Najprościej byłoby powiedzieć: „Jakie to trudne, mówmy swoim językiem, zalejmy Eurypidesa współczesnymi manifestami”, ale jest to jeden z kanonicznych dramatów napisany 2,5 tysiąca lat temu, brutalny fundament kultury europejskiej.

M.K.: Zależało nam, żeby przejąć język Eurypidesa i zrobić z niego siłę. Używamy też w spektaklu starogreki, a muzyka skomponowana przez Cezarego Duchnowskiego oparta jest na skali frygijskiej.

Ł.CH.: Dużo czasu zajęło nam wgryzanie się w tekst Eurypidesa. Konsultowaliśmy się z wybitnymi znawcami antyku, m.in. prof. Lengauerem. Wszyscy potwierdzili nam jedną ważną rzecz – Bachantek nie było, to męskie fantazje.

M.K.: Nie widziano w Grecji nagich kobiet biegających po górach i rozrywających w szale jelonki na kawałki.

Ł.CH.: Powstały w męskiej wyobraźni, z lęku. Mężczyźni przeczuwają, że kobiety mogą mieć i mają ogromny wpływ na rzeczywistość. Dlatego je deprecjonują, umniejszają.

M.K.: W spektaklu nie odpowiadamy na pytanie, co będzie po patriarchacie. Mówimy, że musi nastąpić upadek patriarchatu, żebyśmy w ogóle mogli rozmawiać o nowych wartościach. Nie poznamy nowego modelu świata, dopóki nie obetniemy głowy Penteuszowi, nie zniszczymy patriarchatu. W kobietach drzemie olbrzymia moc, która musi wybuchnąć. Siła, która idzie od kobiet, z głębi, jest jak tsunami. Widzów zaskoczy scenografia. To dzieło holenderskiego artysty, które ma być przestrzenią demokratyczną. Jak w niej pracujecie?

M.K.: Przestrzeń Staala, którą nazwał „Unionizing the Polish Parliament”, ma służyć również do spotkań podczas Forum Przyszłości Kultury organizowanego przez Teatr Powszechny. Dla nas to ciekawe wyzwanie, które inspiruje, uruchamia myślenie o sposobienie opowiadania i obecności aktora.

Ł.CH.: Składa się z czterech mównic. Kiedy zadamy sobie pytanie, czym jest mównica, czym jest mikrofon i komu są przypisane, to patrząc na historię polityki i kultury, wiemy, że to atrybuty męskie. Od czasów greckich, kiedy kobiety nie mogły brać udziału w dysputach, mównice należały do mężczyzn. A i dziś, kiedy kobieta przemawia, to albo się ją lekceważy i sugeruje, że jest szalona, histeryczka, albo obraża, że ma np. piskliwy głos. W przestrzeni naszego spektaklu próbujemy przejąć mównice i oddać je wreszcie kobietom.

– Sytuację, w której mężczyźni decydują, co począć z kobietami, dobrze znamy z polityki. Próbujemy przejąć mównice i oddać je wreszcie kobietom – mówią reżyserka Maja Kleczewska i dramaturg Łukasz Chotkowski przed premierą „Bachantek” według Eurypidesa w Teatrze Powszechnym.

Czytaj też w sobotę w „Wysokich Obcasach”.

Michał Czachor (Penteusz) i Sandra Korzeniak (Dionizos/Agawe) na próbie w Powszechnym DOROTA WYŻYŃSKA

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.