KOLĘDY NA PERKUSJĘ I AUTOHARFĘ

Gazeta Wyborcza - CJG - - /MUZYKA - ŁUKASZ KAMIŃSKI ROZMOWA Z JERZYM ROGIEWICZEM

Grał jazz, polonezy, swinga, awangardę, muzykę improwizowaną i tę skomponowaną z myślą o dzieciach (choć i dorośli się w niej zasłuchiwali). Jerzy Rogiewicz to jeden z najlepszych i najciekawszych współczesnych polskich perkusistów, kompozytorów. Teraz nagrał kolędy, solo na perkusji, i stworzył prawdziwą muzyczną perłę. Jest jeszcze hymn.

– Hymn znam doskonale, miałem go wydrukowanego na moim zeszycie do nut. Czasem z nudów go przeglądałem, a najbardziej zapadła mi w pamięć ta zwrotka z tekstem „słuchaj jeno, pono nasi biją w tarabany”. Ale to nic dziwnego, w końcu jestem perkusistą.

No właśnie, perkusja nie jest pierwszym instrumentem, który przychodzi do głowy, gdy myślimy o kolędach.

– Bardzo dawno temu ćwiczyłem sobie na perkusji na działce w rodzinnych stronach. W pewnym momencie moja siostrzenica, która miała trzy lata, usiadła za perkusją i zaczęła grać rytm. Jak na tak młode dziecko to ten rytm był bardzo konkretny, charakterystyczny. Brzmiało to tak, jakby go grała od lat. Zachwycony spytałem, co to jest. Odpowiedziała, że to „Pójdźmy wszyscy do stajenki”. I to było dla mnie olśnienie. Potem zacząłem słuchać kolęd pod kątem rytmu właśnie. Ale dopiero po dekadzie postanowiłeś nagrać płytę?

– Nie bardzo miałem pomysł, jak się do tego zabrać. Wydawało mi się to po prostu za trudne. Teraz już wiem jak, m.in. dzięki temu, że lepiej się poznałam z perkusją. Drugą inspiracją do nagrania płyty był koncert Joeya Barona [amerykańskiego perkusisty jazzowego]. W pewnym momencie występu Baron zapowiedział, że wykona piosenkę „My Foolish Heart”, czyli jazzowy standard. Widać było po nim, że słyszy tę melodię gdzieś w środku, i to mu w zupełności wystarcza, żeby ją zagrać delikatnie miotełkami. Kiedy wsłuchałem się w jego grę, też zacząłem słyszeć muzykę. Okazało się, że można wyjść poza możliwości perkusji, poza to, do czego została stworzona. Najlepsze kolędy, które powstają współcześnie, to te, w których słychać, że muzyk daje coś od siebie. Jak długo pracowałeś nad własnymi interpretacjami?

– Skompletowałem zestaw instrumentów i zacząłem grać. Najciekawszym instrumentem, którego użyłem, była autoharfa – instrument strunowy z guzikami, który brzmi trochę jak gitara.

Twoje kolędy są niesłychanie nastrojowe, z braku lepszego określenia - kontemplacyjne. Wystarczy się w nie wsłuchać, żeby się w nich zatopić. Na ile te kompozycje podczas koncertu będą otwarte na improwizację?

– One mają oczywiście swoje charakterystyczne struktury, ale są jak najbardziej otwarte, dopuszczają zmiany, improwizację. Te wersje, które trafiły na płytę, to po prostu te, które mi się najbardziej podobały.

Jak bardzo nastrój świąt jest ważny dla odbioru płyty?

– Bardzo. Na ich nagranie zdecydowałem się w końcu aż pięć lat temu. Nigdy jednak nie mogłem znaleźć czasu. Dopiero w tym roku w październiku udało mi się do nich przysiąść. Wcześniej podchodziłem do nagrania w marcu, kwietniu, maju, ale nie mogłem wczuć się w nastrój.

Zbliżamy się nieodwołalnie do końca roku. Co cię muzycznie w 2018 roku zaskoczyło, zachwyciło?

– W tym roku byłem ekstremalnie pochłonięty pracą, ale jeśli miałbym wybrać jedną rzecz, która mnie niesamowicie zaskoczyła, to piosenka „Noc ciemna i zimna”, którą Janek Młynarski nagrał na płytę „Sto lat, panie Staśku!”. To jest pieśń z czasów powstania styczniowego, brzmi jednak jak amerykańska ballada, jak coś, co nie mogło powstać w naszym regionie geograficznym.

Właśnie wchodzisz do studia nagraniowego z Jazz Bandem Młynarski-Masecki. Co jeszcze masz w planach na 2019 rok?

– W czerwcu ukaże się nowa płyta Jerza Igora. Premierę będzie miał też utwór, który piszę dla orkiestry ze szkoły muzycznej na ul. Świętojerskiej. Kompozycję zamówiło u mnie Muzeum Polin przy okazji wystawy „W Polsce króla Maciusia”. Do polskich kin trafi też niezwykły film Bartka Konopki „Krew Boga”, do którego stworzyłem ścieżkę dźwiękową. Chciałbym, żeby muzyka ukazała się na winylu.

Kolędy na jazzową perkusję i dzwonki, gongi, marakasy, autoharfę. Doskonały perkusista Jerzy Rogiewicz nagrał jedną z najpiękniejszych świątecznych płyt ostatnich lat. Na żywo będzie można go usłyszeć w sobotę w SPATiF-ie.

SOBOTA 22 grudnia. SPATiF, Aleje Ujazdowskie 45. Godz. 20. Bilety 25 zł.

Jerzy Rogiewicz

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.