WPolsce potrzeba więcej mieszkań

Cudzoziemiec, który przyjedzie do Polski, może odnieść wrażenie, że mieszkania są tu dostępne. Dopiero pomieszkawszy w Warszawie, zrozumiałem, jak jest ono mylne. Dlaczego nie mogą tego zrozumieć polscy politycy?

Gazeta Wyborcza - Dom (Nieruchomosci) - - Dom - Romain Su*

Patrząc na barwne reklamy deweloperskie i tereny inwestycyjne wzdłuż „alei tysiąca lip” [al. Żwirki i Wigury – red.], która łączy lotnisko na Okęciu z centrum Warszawy, obcokrajowiec najpewniej pomyśli sobie, że powstaje tu dużo mieszkań. Mieszkańcy nie mają zatem problemu z zapewnieniem sobie dachu nad głową. Ajeśli dodatkowo ten przybysz pochodzi z Francji, to jeszcze będzie pozytywnie zaskoczony tym, że wPolsce jest stosunkowo łatwo nająć mieszkanie. Właściciel nie będzie bowiem wymagał ani kaucji równej trzykrotności miesięcznego czynszu, ani podpisu tzw. gwaranta, czyli osoby trzeciej zobowiązującej się do zapłacenia ewentualnych zaległości lokatora.

Nająć łatwo, ale drogo

Mieszkając i zarabiając tu na życie, zdałem sobie sprawę, że sytuacja Polaków, zwłaszcza młodych, wcale nie wygląda tak różowo. Weźmy choćby koszty ich utrzymania wrelacji do zarobków. Z danych Eurostatu wynika, że wydatki mieszkaniowe przeciętnej polskiej rodziny pochłaniają blisko 23 proc. jej zarobków, zaś francuskiej – 18 proc. We Francji blisko 30 proc. gospodarstw domowych skarży się, że utrzymanie mieszkania jest dla nich „dużym obciążeniem finansowym”. WPol sce ten od se tek jest prze szło dwukrotnie większy! Aproszę mi wierzyć, że Francuzi też bardzo lubią sobie ponarzekać.

Udział kosztów zamieszkania wbudże cie do mowym za le ży od wie lu czynników. Na pewno najważniejszym jest wysokość pensji. Ale jest to też m.in. rata kredytu. Badania Europejskiej Fundacji na rzecz Kredytu Hipotecznego pokazują, że koszty obsługi kredytu są w Polsce nieco wyższe od średniej unijnej, co wynika z różnicy wstopach procentowych między Europejskim Bankiem Centralnym i Narodowym Bankiem Polski (NBP). Intuicja podpowiada, że w takim razie wystarczyłoby w Polsce obniżyć stopy, aby znacznie więcej osób mogło zaciągnąć kredyt na mieszkanie. Obawiam się, że przy obec nej po da ży mieszkań tam, gdzie wzrósłby na nie popyt, skończyłoby się to wzrostem cen. Potencjalni nabywcy musieliby wziąć większy, a więc droższy w obsłudze kredyt. Wyjścia z tego błędnego koła nie będzie tak długo, jak długo wPolsce istniał będzie deficyt mieszkań.

Fatalne statystyki

Uważam, że jest on bardzo duży. Jednym ze wskaźników, za pomocą którego możemy go zmierzyć, jest liczba mieszkań przypadających na tysiąc mieszkańców. WPolsce jest ich ok. 360, podczas gdy we Francji – ok. 530. Choć prawdą jest, że w krajach południowych jest wiele wakacyjnych mieszkań, które podbijają statystyki. Jednak wtakiej Austrii jest blisko 500, a wCzechach – ok. 460 miesz kań na tysiąc mieszkańców.

Inną metodą jest porównanie liczby mieszkań z liczbą gospodarstw domowych. Zostatniego spisu powszechnego wynika, że około miliona polskich rodzin nie ma samodzielnego dachu nad głową. Potrzeby są jednak znacznie większe, bo przecież wiele domów nadaje się już tylko do rozbiórki. Ponadto polskim problemem są przeludnione mieszkania. Według Eurostatu dotyka on ok. 45 proc. Polaków, podczas gdy śred nia w UE wy no si ok. 17 proc. To sprawia, że aż 43 proc. Polaków w wieku od 24 do 35 lat wciąż mieszka z rodzicami. We Francji ten odsetek wynosi ok. 11 proc., zaś średnia unijna to ok. 28 proc.

Jeśli założymy, że liczba mieszkań oddanych do użytkowania będzie stabilna wnastępnych dziesięcioleciach ( śred nio ok. 140 tys. nowych lo ka li rocznie) i uwzględnimy prognozy demograficzne wskazujące na spadek ludności, to poziom nasycenia mieszkaniami, jaki jest obecnie Zachodzie Eu ro py, Pol ska osią gnie do pie ro w 2030 r. Jeśli wziąć pod uwagę konieczność wyburzenia 500-800 tys. mieszkań, to nadrabianie dystansu wydłuży się o kolejne kilka lat. A pamiętajmy, że w innych krajach też budowane są mieszkania.

Rynek nie rozwiąże problemu

Niestety, polscy politycy najwyraźniej traktują mieszkalnictwo za coś mniej ważnego niż np. transport, na który od 2007 r. wydatki publiczne stanowią równowartość 3-4 proc. PKB. Dla porównania, na politykę mieszkaniową polskie państwo i samorządy razem wzięte rocznie przeznaczały wtym samym okresie sumę o wysokości poniżej 0,1 proc. PKB. W Niemczech ten wskaźnik wynosi 1 proc., a we Francji – 2 proc.

Flagowe programy rządowe, „Rodzina na swoim” i „Mieszkanie dla młodych”, pochłaniają ponad połowę wydatków na sferę mieszkaniową, ale czy służą poprawie dostępności mieszkań? Sam tytuł ustawy „o pomocy państwa wnabyciu pierwszego mieszkania przez młodych ludzi” wskazuje, że priorytetem jest ułatwienie dojścia do statusu właściciela, co – jak przyznaje NBP – niekoniecznie zwiększa szansę znalezienia mieszkania lub domu za przystępną cenę.

Patrząc z boku, widzę, jak brak kompleksowej polityki mieszkaniowej i szczupłość środków na nią przeznaczonych pogłębiają jeszcze inne problemy: od ubóstwa energetycznego począwsz,y na gettoizacji, niskiej dzietności i nieprawidłowym funkcjonowaniu rynku pracy skończywszy. Obowiązek zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych społeczeństwa władze publiczne niemal całkowicie scedowały na „wolny rynek”. Co prawda, osoby prywatne i deweloperzy podnieśli rękawicę, co widać po rosnącej liczbie zasobów mieszkalnych. Jednak działalność deweloperska niekoniecznie jest zgodna z innymi celami społecznymi, takimi jak: wspieranie rodzin, konkurencyjność gospodarki, ochrona śro dowi ska lub wal ka z ubó - stwem i wykluczeniem. * jest redaktorem naczelnym „Courrier de Pologne”, francuskojęzycznego czasopisma o Polsce.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.