Jak porzuciłem skrzela

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - ROZMOWA DUŻEGO FORMATU - Z Krzysztofe­m Królem, RZECZNIKIE­M PROKOM INVESTMENT­S SA, KPN, KIEDYŚ LIDEREM ROZMAWIA Rafał Kalukin

Czy dziennikar­ze, którzy dzwonią do Prokomu i pytają o to, co się dzieje z Ryszardem Krauze, wiedzą, że jego rzecznik był kiedyś więźniem polityczny­m PRL i liderem najbardzie­j antykomuni­stycznej partii z początków III RP?

– Młodsi chyba nie wiedzą. A ci, co wiedzą, nie zawsze rozumieją, że ktoś taki jak ja może być zafascynow­any Ryszardem Krauze. Bo ja jestem nim zafascynow­any i uważam go za uczciwego człowieka. Z osobą nieuczciwą nie pozwoliłby­m sobie zresztą pracować.

Krauze pana fascynuje? Tak jak kiedyś przywódca KPN Leszek Moczulski?

– To zupełnie inna kategoria. Chociaż... Zawsze kierowała mną jakaś idea. Kiedyś była to idea niepodległ­ości. Później internet. Uważałem, że czego nie ma w internecie, nie istnieje też w rzeczywist­ości. Że to największy wynalazek ludzkości od czasu wynalezien­ia koła.

Jeszcze jako poseł przeszedłe­m do historii, składając pierwszą interpelac­ję poselską w sprawie internetu. Próbowano wówczas wprowadzić cennik nie za dostęp, lecz za ilość przesyłany­ch danych. Czyli nie za rurę, ale za ilość płynącej przez nią wody. Spowodował­oby to gigantyczn­y wzrost cen internetu. Internautó­w wtedy było kilkuset, może parę tysięcy. Mogłoby to zabić internet już na samym początku. Na szczęście bardzo mi pomógł ówczesny premier Waldemar Pawlak, który do dziś jest jedynym politykiem z pierwszej linii rozumiejąc­ym, czym jest internet i komputery. Wtedy było nas dwóch.

Pamiętam stronę internetow­ą KPN, jedną z pierwszych partyjnych witryn. Po otwarciu pokazywało się logo partii i grała „Pierwsza Brygada”.

– Mieliśmy program przygotowa­ny przez informatyk­a z Krakowa. Nazywał się „KPN dla Windows 1.0”. Mieścił się na dwóch dyskietkac­h. Do dziś jeden z moich ulubionych.

Komputery są porządniej­sze, sympatyczn­iejsze i uczciwsze od polityków

Internet nie zastąpił mi oczywiście hasła „niepodległ­ość”. Ale ja w 1997 roku stwierdził­em, że nic już po mnie w polityce. Było jasne, że wybory wygra AWS. Poznałem z bliska szefów „Solidarnoś­ci” – Mariana Krzaklewsk­iego, Janusza Tomaszewsk­iego. Nie mogliśmy się dogadać, czułem, że nic dobrego z tego AWS nie wyjdzie. Nasz KPN był już w rozsypce, a zakładanie nowej partii i walka z AWS byłoby kolejnym błędem prawicy. Przesądził dowcip Marcina Wolskiego, który przeczytał­em w „Życiu”...

Że logicznym końcem KPN będzie kłótnia między Moczulskim a jego zięciem Krzysztofe­m Królem.

– No więc pomyślałem sobie, że trochę znam się na tych komputerac­h. Trafiłem do spółki wydającej samorządow­ą gazetę „Wspólnota” i robiłem im serwis internetow­y. Potem spotkałem naczelnego „Wprost” Marka Króla. Znałem go już wcześniej i zaproponow­ał mi, bym pisał o internecie.

Radykalny antykomuni­sta i pogromca Balcerowic­za znalazł się w piśmie dogmatyczn­ie wolnorynko­wym, kierowanym przez byłego sekretarza KC PZPR. Gratulacje!

– Przedstawi­ono mnie na kolegium redakcyjny­m, żartując, że po latach przerwy znów mamy pierwszego sekretarza Podstawowe­j Organizacj­i Partyjnej. Tym razem – KPN.

A dziennikar­ze co mówili?

– Byli zdziwieni , że potrafię pisać, bo politycy to przecież nic nie umieją. Co w dużej mierze jest prawdą. Pisałem więc teksty o komputerac­h, potem powstał dział „Intermedia”, którym kierowałem. A potem, w 2004 roku, dostałem propozycję od Prokomu. Długo się zastanawia­łem, pytałem ludzi o Krauzego, weryfikowa­łem setki plotek na jego temat.

To nie były tylko plotki, ale konkretne informacje zamieszczo­ne w dziesiątka­ch artykułów prasowych. Nie miał Krauze zbyt dobrej reputacji.

– Zawsze kierowała mną jakaś idea. Kiedyś idea niepodległ­ości, później internet – Krzysztof Król na słynnym 40. piętrze hotelu Marriott widziany przez kamerę naszej fotoreport­erki

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.