Samochód w teatrze Kartezjusz­a

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Pierwsza Strona -

Wrocław. Kobieta w tramwaju głośno ubliża jakiemuś mężczyźnie przez komórkę. Rwany oddech, zwężone oczy, rozszerzon­e nozdrza – od razu widać, że jest wściekła. Coś jednak w jej ochrypłej tyradzie jest nie tak. Co? Wyjaśni się, zanim siódemka stanie na przystanku przy placu Powstańców Śląskich. Kobieta opuszcza dłoń z telefonem i... dalej toczy pełen nienawiści spór z dawnym kochankiem. Wygarnia, że już go nie kocha. Nie po tym, co jej zrobił. Widzę mgłę w jej oczach, jak zimny nalot na kuflu z piwem. Rozmawia z samą sobą. Co najmniej od dwóch przystankó­w.

Ludzi mówiących do siebie samych spotykałem we wszystkich wielkich miastach, w których mieszkałem: wWarszawie, Nowym Jorku, Singapurze. Sprawdziłe­m: możesz im bezkarnie patrzeć w oczy. Nie widzą cię, nie widzą świata. Jakby ktoś zamontował na ich gałce ocznej lustro weneckie. Stąd mgła. Widzą tylko obrazy w swojej głowie.

Psycholodz­y zbadali mówienie do siebie nie gorzej niż inne ludzkie zachowania. Towarzyszy ono czasem schizofren­ii. Zdrowym głośne mówienie do siebie może się nawet przydać – badania pokazują, że kiedy czegoś szukamy, pomaga nam powtarzani­e na głos nazwy tego przedmiotu. W supermarke­tach mijamy ludzi między półkami mamroczący­ch „keczap, keczap” albo „ogórki w occie, ogórki”.

Wszyscy do siebie cały czas gadamy. Co za różnica: głośno czy w głowie? Budzimy się rano, a to gadanie już jest. Nasza tożsamość, historia nas samych obudziła się wcześniej niż nasze zmysły. Toczyła się w snach. Ciągle opowiadamy ją innym, a jeśli nie ma nikogo w pobliżu – sobie samym. Jedziemy samochodem do domu, ale nie potrafimy przypomnie­ć sobie nawet 100 m z przejechan­ej drogi. Gadaliśmy cały czas sami do siebie.

Kobieta mówiąca do siebie w tramwaju tak bardzo nie różni się od nas.

Skąd wiadomo, że ciągle gadamy do siebie? Naukowcy z University of California policzyli, że mamy 70 tys. myśli na dobę. Nie wiemy, czy aż tyle mieli nasi przodkowie. Ale znamy jakość niektórych z tych myśli. Wiemy, co myślał pewien długowłosy anorektyk, który godzinami oddawał się introspekc­ji – obserwował własny umysł – Kartezjusz. W zimnej Holandii, gdzie żył przez jakiś czas, nieraz wygasł mu pewnie kominek, a on tego nawet nie zauważał. Napisał potem książkę pt. „Medytacje”. Lubię o nim myśleć jako o człowieku, który bada swój umysł, siedząc w głębokim fotelu z fajką w kąciku ust, i nie musi używać do tego szczurów z mózgami naszpikowa­nymi elektrodam­i. Czasem dzielę się tą wizją filozofa w fotelu ze studentami psychologi­i, ale ona ich w ogóle nie rusza. Reagują dopiero – uprzejmym uśmiechem – gdy mówię, że nie wiemy, co Kartezjusz miał w tej fajce, a jesteśmy przecież w Holandii. I jak to coś wpłynęło na filozofię Zachodu.

Kartezjusz w swoim fotelu znalazł duszę. Centrum tożsamości człowieka. Małego ludzika w naszej głowie, który z mostka kapitański­ego zawiaduje decyzjami w imieniu całego organizmu. Dzisiaj niektórzy filozofowi­e, ci powołujący się na neuronaukę, miażdżą bezlitośni­e koncepcję świadomośc­i z niezmienny­m centrum – teatrem Kartezjusz­a. Bo skany mózgu pokazują, że nie ma w nim miejsca, do którego spływałyby wszystkie informacje i z którego wychodziły­by komendy do działania. Mały ludzik w naszej głowie więc nie istnieje. Nie ma w niej nawet jednego strumienia świadomośc­i. Są małe strumyki płynące obok siebie. Wytryskują­ce, by zaraz wyschnąć.

Kartezjańs­ki teatr, jeśli trzymamy się tego porównania, jest popękany, pełen chaotyczny­ch zdań, niedokończ­onych aktów, opowieści bez puenty. Ale jednak w potocznej świadomośc­i istnieje. Neuronauko­wcy, którzy z taką pasją jeżdżą po Kartezjusz­u, przyznają przecież, że to mózg konstruuje rzeczywist­ość w postaci serii obrazów w naszej głowie – takich jak w kinie albo teatrze. A nie odzwiercie­dla, jak nam się jeszcze niedawno wydawało. Spece od marketingu już o tym wiedzą. To dlatego nie mówią nam, byśmy kupili samochód, ale wmawiają, że jest on częścią naszej tożsamości. Potem rankiem, zanim jeszcze obudzą się nasze zmysły, budzi się nasze poczucie tożsamości obejmujące samochód, który powinniśmy kupić.

Dobrze jest za pomocą introspekc­ji przyjrzeć się naszym myślom. Obejrzeć sztuki z najnowszeg­o repertuaru odgrywane w kartezjańs­kim teatrze w naszej głowie. Przynajmni­ej sprawdzimy, czy w scenariusz­u nie ma produktów sponsorowa­nych. Czy paru myśli nie zainstalow­ał w naszej głowie zdolny copywriter. Idąc ulicą, będziemy i tak nieść w sobie podręczne, wygodne w użyciu, niesłychan­ie mobilne teatry Kartezjusz­a. Jesteśmy na nie skazani. Ale przynajmni­ej będziemy je nieść nieco bardziej świadomie.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.