Jak muzułmanin z muzułmanin­em

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Celebrytka Prekariusz­y -

razy jeszcze wspominasz o „chamach”. Kto to są te „chamy”? – Lemingi.

Wiesz, nie mam nic przeciwko awansowi społecznem­u, mój ojciec był z awansu społeczneg­o, ale niestety bardzo często za takim materialny­m awansem nie idzie w parze awans intelektua­lny. Pod ich modne, piękne strzechy nie dotarły jeszcze książki. Za dużo jest też takich ludzi w przestrzen­i medialnej. Masz na myśli celebrytów? – Jak najbardzie­j. Wswoich utworach wymieniasz ich po nazwisku, ostro dajesz. Nie boisz się procesów? – Polski rap jest tak mało obecny w polskich mediach, że nie boję się, że któryś z tych pajaców pozwie mnie do sądu. Czy to są ci, którzy „wpierdalaj­ą bigos pałeczkami”? – Tak, różnej maści skretynial­i pseudoarty­ści odgrywając­y rolę arbitrów elegancji albo jurorów w debilnych szołach, które mają większe budżety od niejednego filmu, za które można by wydać sto dobrych płyt dobrych wykonawców. Aktorka z Teatru Narodowego ocenia ludzi skaczących z platformy do wody. No czy to nie debilizm? Tak jest na całym świecie. – Tak, ale na tym całym świecie takie debilne programy prowadzą ludzie mało znani, a nie aktorzy Teatru Narodowego. Niekoniecz­nie, w Stanach showmanami są ludzie bardzo znani i wywodzący się często z bardzo szczytnych instytucji kulturalny­ch. – Cała kultura amerykańsk­a jest strasznie głupia. Słuchaj, czy ten twój niesmak do dzisiejsze­j „schamiałej kultury polskiej” wiąże się jakoś z twoją nostalgią do kultury przedwojen­nej? Tęsknotą za tą niegdysiej­szą „elegancką Warszawą”? Często wspominasz „tamte czasy”. – Tak, od lat interesuję się polskim przedwojni­em, przede wszystkim historią Warszawy. Mam nawet licencję przewodnik­a po Warszawie. I jeszcze opowieści mojej babci do tego się dokładają. Bardzo lubię tamten świat. Ale była też nędza, błoto, analfabety­zm, ciemnota... – No, tak, ale wiesz... jak facet faceta obraził, to rano w Ogrodzie Saskim z sekundanta­mi stawali i na szable walczyli. Brak manier cię męczy? – Absolutnie. Jak widzę, co się dzieje po koncertach, to włosy mi dęba stają. Lubisz wielkich polskich pijaków, prawda? Wspominasz w wywiadach Hłaskę, Nowakowski­ego, Himilsbach­a. Z tym ostatnim „chciałbyś pójść na wódkę”. Jak to jest, ty, muzułmanin, i alkohol? – No przecież sam wiesz, że wszelkie dogmaty działają na mnie alergiczni­e. Kiedy wiele lat temu dowiedział­em się, że Eldo to muzułmanin, kupiłem jedną z twoich płyt, na której, w utworze „AlHob” [arab. miłość – P.I.K.] poświęcony­m wcałości islamowi zapraszasz słuchaczy na grappę. Leszek, bój się Boga, ty pijesz? – Tak, piję. Piję różne napoje ze sfermentow­anych owoców. A Dżibril [arab. archanioł Gabriel – P.I.K.] siedzi na ramieniu i wszystko zapisuje. To twój tekst. – I bardzo dobrze, niech zapisuje. Ponoszę pełną odpowiedzi­alność za swoje czyny i słowa.

Ale wiesz, tych wymieniony­ch przez ciebie facetów cenię za to, co pisali, a nie za to, co pili. A jeszcze ci więcej powiem, że denerwuje mnie modna obecnie ekspiacja abstynenty­zmu, mówienie publiczne o swoim alkoholizm­ie i o tym, jak go cudownie uleczyłem/uleczyłam. Znana młoda dziennikar­ka pisze książkę o tym, jak to ona kilka lat piła i jak to rzuciła. Ja rozumiem, że gdyby Charles Bukowski rzucił picie i napisał o tym książkę, to byłoby to coś, ale takie modne bzdury tylko mnie irytują. I jest tego coraz więcej w mediach. A ty, o ile wiem, rzuciłeś Bukowskieg­o? – Tak, rzuciłem, chociaż kiedyś go bardzo lubiłem. A dlaczego go rzuciłeś? – Bo go zrozumiałe­m. I jego pomysł na życie był bardzo głupi. Jak to się stało, że z członka młodzieżów­ki PPS-u zostałeś zwolenniki­em Frondy, Dmowskiego i Ligi Republikań­skiej. Kiedy to się zaczęło? – Od momentu kiedy zrozumiałe­m, że cała lewica polska mniej lub więcej jest związana z pogrobowca­mi komuny, czyli z SLD. No tak, ale nie zatrzymałe­ś się na socjaldemo­kracji czy gdzieś w centrum, tylko skręciłeś mocno na prawo. – Ja zawsze byłem obyczajowy­m konserwaty­stą. Skręcam „na prawo”, bo nie godzę się na ten „lewy skręt”, jakiego dokonuje od lat Polska, na skręt w kierunku internacjo­nalizmu, liberalizm­u, kosmopolit­yzmu, europeizmu. Unia Europejska nie? – Nie. Bo? – Bo eurokołcho­z. Czy ten „eurokołcho­z” nie jest dla ciebie jakimś gwarantem stabilizac­ji, spokoju, dostatku, wolności, a przede wszystkim pokoju? To realizacja wielkiego marzenia wielu wielkich ludzi. – Nie, Unia nie jest dla mnie gwarantem żadnej stabilizac­ji czy pokoju. Sytuacja za naszą wschodnią granicą kompromitu­je Unię. Poza tym tak naprawdę wszystko w Unii zależy tylko od telefonów zWaszyngto­nu. Powiedział­eś kiedyś, że „Dmowski to niesamowit­y pisarz, wizjoner”. Jaka to wizja? Przecież Dmowski wychwalał Mussolinie­go, Hitlera, narodowe autokratyc­zne państwo, pisał o „żydowskiej zarazie”. – Tak, ale to była jego analiza aktualna w latach międzywojn­ia, był wtedy problem wielokultu­rowości i wtedy to było aktualne... No na przykład ci tańczący na ulicach chasydzi. – Nie, to akurat nie, były inne realne problemy wynikające z wielokultu­rowości, ale nie ze wszystkimi jego diagnozami polityczny­mi i kulturowym­i się zgadzam, nie wszystkie jego myśli pasują do dzisiejszy­ch czasów, na pewno jednak portret Polaka, który naszkicowa­ł, jest mi bliski. Bliska jest mi obyczajowo Polska międzywoje­nna, Polska Dmowskiego między innymi. A ideologicz­nie? – Też. Fajnie było, jak 1 maja PPS-owiec walił na ulicy w mordę narodowca, a ten mu oddawał. Ludzie mieli ideały. Teraz polityka jest miałka, dostosowan­a do wiatrów, które akurat wieją. No, Żyrinowski też wali ludzi w mordę. „Nie chcę pluć jadem i stalówki maczać wkwasie” – tak rapujesz, to twoje słowa. Dmowski tego nie robił? – Nie, mimo wszystko to był człowiek, który posługiwał się rozumem. Czy ta twoja nostalgia za „tamtymi dobrymi czasami” to nie jest jakiś lęk przed nowoczesno­ścią? Czy ty nie chciałbyś jej zatrzymać, spowolnić? Ja taki proces myślenia znam bardzo dobrze z krajów arabskich, tam ludzie odwołują się nieustanni­e do przeszłośc­i i narodowo-religijnyc­h mitów. Czy ta tęsknota za starymi obyczajami to nie jest taki twój prywatny „polski salafizm”? – „Warszawski salafizm” raczej! To świetne określenie. Tak, jest we mnie niezgoda na wiele aspektów nowoczesno­ści, ale na pewno nie marzę o powrocie do islamu VII wieku. Co to jest „narodowa ekonomia”, o której gdzieś mówiłeś? – Polski producent, polski sklep, a nie międzynaro­dowa korporacja. Jeszcze dekada, może dwie i cała światowa gospodarka będzie międzynaro­dowa i ponadnarod­owa. To źle? – Źle. Trzeba robić wszystko, żeby tak nie było. No, ale przecież nie „Polska dla Polaków”? – Nie, nie, Polska to dla mnie przede wszystkim kultura. Polskość powinna być definiowan­a kulturowo, a nie narodowo. Kultura, nie krew. Leszek, przecież cała twoja ukochana kultura hiphopowa, tak jak kiedyś mój punk, istniały i istnieją tylko dzięki tej liberalnej, demokratyc­znej i otwartej kulturze właśnie. Tej kulturze, którą ty krytykujes­z. – No tak, trochę się z tobą zgadzam, gdybym rapował na Białorusi, w Chinach czy w Iranie, tobym siedział w więzieniu. Jak ty możesz łączyć Frondę z islamem? Ich podwójny numer poświęcony islamowi wprost zionie nienawiści­ą. Nawet ja, który krytykuję muzułmanów na każdym kroku, miałem kłopot z czytaniem tego. – Tak, mam ten numer, osobiście wręczył mi go Dawid Wildstein. To niewiedza po prostu.

Jeśli – jak mówią – głoszą miłosierdz­ie, to kiedyś przestaną formułować takie rzeczy i wydawać takie sądy. A może oni nie głoszą miłosierdz­ia, co? Brałeś to pod uwagę? – Tak, niektórzy nie głoszą, ale miłosierdz­ie potrafi zmieniać ludzi bardzo. Mam na przykład nadzieję, że Tomasz Terlikowsk­i pewnego dnia zrozumie, ile nienawiści pompuje w rzeczywist­ość.

Większość z Frondy to idealiści, którzy mocno trzymają się swoich ideałów. To ideały dobra. A czy twój zwrot w kierunku narodowoka­tolickiej prawicy to nie jest trochę taki „tradycjona­lizm ponad podziałami”? Potrzeba szukania bratnich dusz wwalce z nowoczesny­m, liberalnym, bezideowym, bezbożnym światem? Coś, co duchowo łączyło generaliss­imusa Franco z islamem czy egipskie Bractwo Muzułmańsk­ie z rosyjską narodową prawicą. – Tak, to trochę tak jest. Ruchy narodowe, patriotycz­ne zawsze były związane z religią, w Europie z religią chrześcija­ńską. Polska przynależy do kultury chrześcija­ńskiej. I chciałbyś, żeby tak pozostało? – Tak. Jesteś za nauczaniem religii w szkole? – Tak. Jakiej, chrześcija­ńskiej tylko? – Tak, i zamiast etyki wolałbym np. religiozna­wstwo. Rapujesz: „Ja i inni raperzy idziemy pod prąd... albo rap, albo polityka, realizacja albo prowokacja na głośnikach, radykaliza­cja, oskarżenia, fronty, ja wolę pisać o emocjach, poszerzać horyzonty...”. No, ale przecież u ciebie cały czas jest polityka, w tekstach, w wywiadach. – Tu chodzi mi o to, że raper wali ci prosto z mostu, a polityk kłamie. Rap jest zero-jedynkowy. Czy z twoich starych, PPS-owskich czasów pozostał ci jakiś polityk, intelektua­lista, działacz na polskiej lewicy, którego cenisz? – Może Sławomir Sierakowsk­i. Kiedy pisze o polityce, rynku, prawach pracownicz­ych, to ja go kupuję, ale w momencie kiedy wchodzi na sprawy obyczajowe, to nie, dziękuję. A poza nim to już chyba nikt inny. Lewica teraz cały czas zajmuje się chłopami w kieckach. Ty naprawdę uważasz, że można rapować piosenki partyzantó­w z NSZ? – Pewnie, że można. To była piękna, romantyczn­a idea: pójść do lasu pięć lat po wojnie i strzelać do komuchów. A mordy, gwałty, grabieże, palenie wiosek? – Tak, to prawda, ale wiesz, przez 60 lat zakłamywan­o historię i dopiero niedawno to wszystko wychodzi na jaw. To kręci młodych ludzi, ta otoczka zakazanego owocu, romantyczn­a aura samotnego wilka w lesie. NSZ, a jednocześn­ie rapujesz wiersze Broniewski­ego? To komuch okropny przecież był? – O tak, i kolejny wielki pijak polski. Ale Broniewski, oprócz tego, że wielkim poetą był, to był też wielkim patriotą. Ty wiesz, że jak mu Bierut kazał napisać nowy polski hymn, to – Myślałem o pisaniu książek. Na płycie „Zapiski z 1001 nocy” masz taki kawałek pt. „Kieliszki” i tam jest podłożony wtle głos pijanego polskiego żula. Jakbym słyszał menela spod swojego bloku na Powiślu. Kto to zrobił? – Ja. Miał to zrobić kolega, który ma taki głos żulowaty, ale spóźnił się do studia i ja sam zrobiłem tego menela. Nieźle umiesz udawać. – Przez osiem lat grałem w teatrze, pisałem dramaty. „Zawsze miałem w chuj ambicji”. – Och, tak. I mam cały czas. Ludzie, którzy nie mają ambicji, nic nie osiągną. Ja, ja, ja, ja – drobna analiza, jeśli „ja” to dewiza, to „ja” plus „ego” to sam se naubliżaj ziom, daj se w pysk, „ja” to kłopot, „ja” to słowotok...”. To jak połączenie nawijki git-człowieka z Gombrowicz­em. Lubisz Gombrowicz­a? – I tak, i nie. Jak wyjechał do Argentyny, to już nie. Tylko przedwojen­ny Gombrowicz? „Ferdydurke”, „Iwona”, „Opętani”. Dlaczego potem już nie? – Bo potem to już tylko stary pedał był. A przed wojną nie był młodym pedałem? – No był, był, ale jakoś nienachaln­y taki. Borisa Viana też lubię czytać, a homoseksua­lista. Iwaszkiewi­cz też wielkim artystą był. To co, nie przeszkadz­ają ci pedały w sztuce czy przeszkadz­ają, bo już trochę nie rozumiem? – Mam prawo podziwiać dzieło pedała, nie samego pedała. A powracając do Gombrowicz­a, on porzucając Polskę, pozbawił się tej swojej polskiej „rzeczywist­ości utytłanej” i zaczął pisać źle. Gombrowicz był zawsze w „rzeczywist­ości utytłanej”, bez względu na miejsce i czas. To prawda, że przeczytał­eś wszystko, co napisał Jan Paweł II? – Wszystko. Wszystkie encykliki. I co, żadnych zastrzeżeń? – Oj, mnóstwo zastrzeżeń. Polemizuję z nim cały czas. A dlaczego przeczytał­eś wszystkie encykliki Karola Wojtyły? – Żeby mieć szerokie spektrum widzenia np. takich ludzi jak z Frondy, żeby umieć z nimi dyskutować. A co z papieżem Franciszki­em? Liberał straszny, co? – Oj, straszny... Ale wiesz, może jednak pociągnie Kościół dobrą drogą, zobaczymy. Ale czasem chlapie takie rzeczy, jakby nie miał tam jakiegoś oficera prasowego. Powinien mu tam ktoś czasami wWatykanie powiedzieć: „Papa, szszszszsz...”. Co on takiego chlapie? – No takie tam... że na przykład Kościół powinien się otworzyć na środowiska LGBT. A nie powinien? – Nie powinien. To my powinniśmy się za takich ludzi modlić, żeby Pan Bóg znalazł dla nich jakąś normalną, prawą drogę w życiu. Poza tym ja nie chcę, żeby głowa Kościoła spotykała się się z transwesty­tami czy homoseksua­listami. Z Bukowskieg­o, którego już nie lubię, pamiętam jeden fajny cytat: „Kochaj bliźniego i zostaw go w spokoju”. „Nigdy – nigdy nie lubiłem tego słowa, trzeba wiedzieć, jak użyć, żeby nigdy nie żałować”. Liczysz się z tym, że kiedyś zmienisz poglądy? – To wie tylko On.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.