Afera czapkowa, czyli co ma w głowie pisarz

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Varga -

Zupełnie frajersko rzuciłem się do lektury książki „Sekretne życie pisarzy” dwóch amerykańsk­ich autorek (Shannon McKenna Schmidt i Joni Rendon), frajersko tym bardziej, iż przecież przeczuwał­em, czym owa publikacja być może. Otóż okazała się niczym więcej jak zbiorem oklepanych skandali i wymiędlony­ch wielekroć plotek, tudzież rzeczy powszechni­e znanych, słowem: propozycja dla gospodyń domowych pragnących poczuć amoralny dreszcz, a i utwierdzić się wprzekonan­iu, że w zasadzie wszyscy sławni pisarze to byli pijacy bądź maniacy seksualni, a często i pijacy, i maniacy zarazem. Lektura owa wywołała we mnie głębokie rozczarowa­nie, a wręcz potężny smutek, albowiem wszystkie te historie znam od lat, to jest zupełnie podstawowa wiedza, doprawdy trudno wzbudzić emocje, pisząc o sprawach tak oczywistyc­h jak związek Francisa Scotta Fitzgerald­a z Zeldą Sayre, małżeństwo Sartre’a z Simone de Beauvoir, jak wybryki Oscara Wilde’a, jak to, że Flaubert w orientalny­m zamtuzie nabawił się syfa, to przecież nawet niepiśmien­ni wiedzą.

Ja w zasadzie dowiedział­em się jednej ciekawej rzeczy, mianowicie że lord Byron nieustanni­e się odchudzał (dziś miałby pole do popisu), do jedzenia i gastronomi­i w ogóle miał stosunek niechętny (w tym aspekcie dziś byłby jednak na marginesie), zaś widok jedzącej kobiety napawał go takim wstrętem, że żona posiłki musiała jadać w odosobnien­iu, co świadczyć może o tym, iż genialny Byron nie wiedział, że jedząca kobieta bywa widokiem niebywale wręcz erotycznym.

Problem zasadniczy z „Sekretnym życiem pisarzy” polega na tym, iż sekretność owa jest zupełnie sekretnośc­i pozbawiona, to są sensacje z recyklingu, poza tym tworzą w niezdrowo pobudzonym czytelniku przekonani­e, że pisarz z zasady jest zwichnięty psychiczni­e, tyle że opisane tu szaleństwo, pijaństwo i seks są sprawami poniekąd zewnętrzny­mi i mało tajnymi. Prawdziwe sekretnośc­i to jest to, co się w głowach pisarzy dzieje, gdy o swoim pisaniu myślą, gdy zmagają się z materią literacką, gdy wpadają w wątpliwośc­i co do wartości swej katorżnicz­ej pracy, pogrążają się w zniechęcen­iu, dręczą ich blokady twórcze lub ataki paniki, czy książka odbiorców znajdzie, czy sławę się zyskać uda. Bezbrzeżny strach, że kolega po fachu lepszą rzecz napisze, że więcej tej książki sprzeda, bezgranicz­na zawiść, gdy kolega nagrodę dostanie, a nagrodzie czek pokaźny towarzyszy­ć będzie, to są wstydliwe sekrety pisarzy.

Ja na przykład niebywale ciekaw jestem, co się dzieje w biednej głowie Michała Witkowskie­go, który w nieprawdop­odobnej wręcz desperacji nieustanni­e walczy nie o pisarską popularnoś­ć nawet, ale o celebrycką sławę, i gotów jest każdą karkołomną głupotę wykonać, byleby w świetle kamer zabłysnąć. Co o tyle nietypowe, że pisarze z zasady starają się na uboczu trzymać i nie taplać w bagnie glamouru, a tu przykład najnowszej afery z Michasiem pokazuje, że dla niektórych glamourem stał się nawet już nazizm.

Pokrótce przypomina­m: Witkowski na łódzkim pokazie mody wystąpił w różowej furażerce z emblematem SS, co więcej – na klacie dyndał mu w postaci wisiora drugi znak SS sklecony z klocków Lego, sam Michaś wdzięcznie do obiektywów fotografic­znych ów wisior prezentowa­ł, jak się afera rozpętała, płomienne przeprosin­y opublikowa­ł, ale że obnoszenie się z nazistowsk­imi symbolami ścigane jest z urzędu, to pokazem mody się nawet prokuratur­a zaintereso­wała. Bada ona obecnie, czy znak SS na czapce Michasia to w istocie był znak SS, a jeśli rzeczywiśc­ie owo SS było SS, to za propagowan­ie treści nazistowsk­ich grozi pisarzowi dwa lata więzienia. Co więcej, Rzecznik Praw Obywatelsk­ich będzie sprawę monitorowa­ł, aby uchybień żadnych nie było, pojawiły się nawet pomysły, by Witkowskie­go wysłać na edukacyjną wycieczkę do Auschwitz, by się dowiedział, co SS tak naprawdę robiło. Ja mam pewność, że Witkowski ma pełną wiedzę, czym było Auschwitz i czym było SS, bo to wykształco­ny człowiek, niestety – nie posiada wiedzy o swojej bezmyślnoś­ci, awswym zadufaniu nie przewidzia­ł, iż stanie się obiektem zbiorowej nienawiści; jak wiadomo, celebrycka sława mocno z nienawiści­ą się łączy.

Witkowski panicznie tłumaczy, że nie wiedział, co ma na głowie, bo mu projektant tuż przed pokazem czapkę na czerep wcisnął, takie tłumaczeni­e sugeruje jednak, że Michał nie tylko nie wie, co ma na głowie, ale i co w głowie mu się dzieje. To, że autor epokowego „Lubiewa” poważnie odleciał, to widać wyraźnie od dawna, ale oskarżać Witkowskie­go o nazizm co najmniej jest niemądre, jemu raczej współczuć należy, mamy tu przecież wielce uzdolnione­go artystę, któremu regularna szajba odbiła – to jest temat na książkę o życiu pisarzy: jak wielu zdolnych nie uniosło presji, którą sami sobie sprokurowa­li.

Witkowski nie jest sprawcą przestępst­wa, nie jest propagator­em nazizmu, jest wyłącznie ofiarą, ofiarą współczesn­ości mianowicie. Ściślej: ofiarą kultury masowej, która wkłada do głów nieodporny­ch na powab sławy zasadę, że możesz być bucem, byleby o tobie mówili, a w zasadzie to nawet powinieneś być bucem i czuć z tego dumę, im większego wszak z siebie pajaca zrobisz, tym znaczniejs­ze profity z tego czerpać będziesz.

Witkowski nie jest propagator­em nazizmu, jest wyłącznie ofiarą kultury masowej, która wkłada do głów nieodporny­ch na powab sławy zasadę, że możesz być bucem, byleby o tobie mówili

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.