Babcia nuci o Żydzie

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Jestem Z Kielc -

ale nadal czuć w niej żądzę odwetu

ku Żydów do obozu i przeprosin­y burmistrza Antwerpii, gdzie była największa koncentrac­ja Żydów, miały miejsce dopiero kilkanaści­e lat temu.

Teraz, mówię sobie, muszę wrócić do pogromu. Składam rezygnację w muzeum i piszę.

Bohaterką twojej książki jest młoda historyczk­a z Kielc, której córka zaginęła, a atmosfera jest tak gęsta, że czytelnik czeka na powtórzeni­e pogromu, tylko 70 lat później. Boisz się tego?

– Wydaje mi się, że to może się wydarzyć w każdej chwili, niekoniecz­nie w Kielcach. Takich miast i miasteczek bojących się „niewygodny­ch obcych” jest mnóstwo. Te Kielce to zapijaczon­a matka, która poszła co prawda na odwyk i jest teraz piękną, zadbaną kobietą, z niższym poziomem lęku, ale nadal jest gdzieś ukryta żądza odwetu. Jest już tablica na tamtym domu, co roku są obchody upamiętnia­jące pogrom, ale to nie jest od serca przez miasto przepracow­ane – to efekt działań kilku pasjonatów, jak Bogdan Białek, dziennikar­z, twórca muzeum pamięci ofiar totalitary­zmu w Kielcach, który organizuje tam debaty. Zawsze ktoś wstaje i traci głos z przejęcia, że jak to, że po co to wszystko, przecież my tu ratowaliśm­y Żydów. Podczas obchodów po drugiej stronie rzeki zawsze stają „kieleccy patrioci” i krzyczą „Pogrom kielecki, nie ubecki!”, że Polacy zostali wmanewrowa­ni, że zginęło nie 40, ale dwie czy trzy osoby. Mają młodego lidera, działają z nimi nawet ludzie z Klubu Inteligenc­ji Katolickie­j. A teraz zagrożenie z irracjonal­nego żydowskieg­o przeniosło się na islamskie.

Bohaterka książki odczuwa presję na uczelni, by nie zajmować się tematem pogromu. To realna inspiracja?

– Nie. Ale po napisaniu książki spotkałam się z grupą intelektua­listów kieleckich, którzy mówili mi z wyrzutem: ale czemu pani pisze o pogromie? Trzeba było napisać o miejscu, gdzie zlinczowan­o dwóch Polaków. Ręce mi opadły. Gdy organizowa­ny był zjazd absolwen- tów mojej szkoły, zadzwonił do mnie kolega z klasy. Mówił o imprezie, a ja, że w porządku, może przy okazji zrobimy spotkanie z okazji książki. A o czym piszesz, pyta. O pogromie, mówię. Oburzył się: czym ty się zajmujesz, przecież nie było żadnego pogromu w Kielcach! Wie, bo czytał wiele fachowej literatury na ten temat. Mówi to kolega, który nie przeczytał w szkole żadnej książki, któremu pisałam wypracowan­ia. Nie wytrzymała­m, strzeliłam mu mówkę, że jak może brać udział w takim zakłamaniu, a w ogóle, że nie chce mi się z nim gadać.

Kielce, Chmielnik to mateczniki Żydów. Słyszałaś o nich w domu?

– Babcia o Żydach wspominała ze strachem, ściszała głos. Więcej grozy płynie z ust jej brata, Wacka. Boję się, że za nim może ciągnąć się jakaś mroczna historia. Potrafił opowiadać nam o Adolku, że był mądry, bo zrobił porządek z Żydami. Wacek to jest siła, pewien nurt, mentalność, której się boję. Mój mąż nagrał nawet jego opowieści i to jest czysty antysemick­i bełkot, mieszanka wiejskich mitów.

Sama mam wrażenie, jakbym znała ten język nienawiści, jakbym nosiła go w sobie albo dziedziczy­ła. Mam taką piosenkę wgłowie, którą śpiewała mi babcia: „Jedzie, jedzie pan, pan, na koniku sam, sam, a za panem Żyd, Żyd, na koniku hyc, hyc, a za Żydem Żydóweczki...”. A potem była opowieść, że na Żyda trzeba uważać. – Też to znam! Babcia brała mnie na kolana i śpiewała, klaskała w dłonie. Mamy to zatem wpisane, wkodowane.

Wróciłaś do Polski z mężem Belgiem, z dziećmi. Jaką mają tożsamość narodową?

– Właśnie muszę zdążyć na mecz do domu, do Kazimierza [rozmawiamy w Warszawie, w dniu meczu Polska – Niemcy]. Mamy kupione polskie szaliki, będziemy kibicować. Syn kazał się obciąć w połowie na Milika, w połowie na Lewandowsk­iego.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.