Robić im się nie chce!

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Ostałowska Springer - Filip Springer

No pięknie pachnie tu kawą. Przez okno wlewa się wrześniowe słońce, zgiełk pełnego turystów rynku w Toruniu jakoś tu nie dociera. Jest jeszcze wcześnie, w kawiarni pusto, jak to w dzień roboczy. Tylko ja z nosem w gazecie i obsługa. Na stoliku za mną rozkłada się menedżerka całego interesu. Po sali krząta się właściciel­ka z telefonem przyklejon­ym do ucha. Zaraz zaczną się rozmowy o pracę dla kelnerek.

Wchodzi pierwsza kandydatka, witają się, siada. Mówi tonem lekko przeprasza­jącym, nie muszę patrzeć, by wiedzieć, że siedzi sztucznie wyprostowa­na. Opowiada, że kończy studia, zajęć ma mało, szuka pracy już w pełnym wymiarze godzin. – Czas wejść w dorosłość – tak mówi na początek. – Stawka to 6 złotych za godzinę – w głosie menedżerki nie ma choćby odrobiny wahania. – Musimy cię przeszkoli­ć do pracy, sprawdzić, kosztuje nas to bardzo wiele wysiłku. Nie możemy też ryzykować, nie chcemy inwestować w kogoś, kto się nie sprawdzi. To jest próba, chcemy zobaczyć, czy ci zależy. Ale nie martw się, potem, jeśli dobrze będzie nam się współpraco­wało, podniesiem­y tę stawkę. – Do ilu? – Do 7 złotych. Cisza. – To ciągle mniej niż w poprzednie­j knajpie – zauważa nieśmiało dziewczyna. – Tam dostawałam 8. – No a tutaj dostaniesz 7. U nas tak jest. Znów cisza. Tylko kilka pyłków harcuje na stoliku w plamie słońca. Mam wrażenie, że słyszę, jak uderzają o siebie. – Od kiedy miałabym zacząć? – Najlepiej od zaraz. – Jutro jadę jeszcze do domu, mamy rodzinne święto… – Potrzebuje­my kogoś na już – przerywa jej menedżerka. – Powiem ci, źle to wygląda. Znowu cisza. Te pyłki. Kawa pięknie pachnie. – No tak, ale pani zadzwoniła dziś, jest piątek, a ja obiecałam rodzicom…

Na to włącza się właściciel­ka: – Ale przecież słyszałaś, że potrzebuje­my kogoś na już? – mówi z naciskiem. – Nie za tydzień, nie za kilka dni. Jedź więc do rodziny, baw się dobrze, a jak wrócisz, to zajrzyj do nas, może jeszcze będziemy kogoś potrzebowa­ć.

Dziewczyna grzecznie się żegna, wychodzi. Zimny powiew zmiata mi ze stołu trzy rozbawione pyłki. – Dasz wiarę! – mówi menedżerka. – Nikogo nie znajdziemy! – No im się po prostu robić nie chce! – gardłuje właściciel­ka. – Robotę im dajesz, a oni wybrzydzaj­ą. – Co mi po tym, że ona przyjdzie za kilka dni? W głowach się poprzewrac­ało.

Potem podchodzi do mnie. Nachyla się troskliwie i aksamitnym już głosem pyta: – Smakowała panu nasza kawa?

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.